Blog

Czarnobyl listopad 2018 r.

O Czarnobylu i Prypeci napisano sporo –  najbardziej poruszająca i wstrząsająca książka dla mnie to reportaż Swietłany Aleksijewicz „Czarnobylska modlitwa. Pronika przyszłości”.

Wycieczki opisane są np. tu   z tego względu ja tylko zamieszczam kilka fotek. 

Prypeć

Czarnobyl

 

OKO MOSKWY  – OPIS 

 

Duga

 

Gruzja – Abchazja – Gruzja lipiec 2018

W tym roku postanowiliśmy wybrać się nie tylko do Gruzji, ale zobaczyć również Abchazję, czyli państwo nieuznawane przez społeczność międzynarodową. Znaczy nie do końca nie uznawane ponieważ od 2008 roku Federacja Rosyjska uznała Abchazję i Osetię Południową.

 

Most na rzece Ingurii

Wjechać do Abchazji można od strony FR lub też Gruzji – przejście jest niedaleko Zugdidi – granicę stanowi rzeka Ingurii.

Dostać się do Abchazji jest trudniej niż np. Naddniestrza. Wstępnie policja gruzińska zniechęca do dalszej podróży spisując dane z paszportów – co trwa dość długo. Po przejściu przez most trafiamy na patrol żołnierzy rosyjskich, którzy zapraszają nas do baraku, w którym są symbole Federacji Rosyjskiej i kalendarz z Putinem. Odbyło się klasyczne przesłuchanie, dlaczego do Abchazji, gdzie pracujemy, dlaczego mamy tyle pieczątek z Ukrainy, czy jedziemy robić rewolucję, czy też przewrót w Abchazji?

Suchumi

Suchumi

Abchazja ma bogatą historię, a jej niezależność od Gruzji związana jest z wydarzeniami – rozgrywającymi się po upadku ZSRR gdyż wówczas status Abchazji nie został uregulowany. Republika żądała autonomii, na co władze w Tbilisi nie chciało się zgodzić. Suchumi ogłosiło niepodległość i doszło do wybuchu wojny mającej miejsce w latach 1992-1993, przegranej przez Gruzję. Doszło do krwawego konfliktu, ostatni jego akord rozegrał się w 2008 roku, gdy FR roztoczyła jeszcze silniejszy protektorat nad nieuznawaną republiką. Świetnie o Abchazji pisał Wojciech Górecki w książce „Abchazja”.

Suchumi pod torowiskiem odpoczynek Abchazów 😉

Suchumi socrealistyczny dworzec

Suchumi

W centrum Suchumi – pomnik – spalony gmach rządu Abchazji – specjalnie nieodbudowywany – ostatnie miejsce oporu Gruzinów podczas konfliktu 1992/1993

Suchumi – Nartowie – część abchaskiej mitologii

O nartach – zobacz tu.

Po wyjeździe z Suchumi udaliśmy się do Tbilisi – jest to jedno z ulubionych miast w jakich byłem. Widać w nim zmiany, wyburzane są stare budynki w centrum, stawiane nowe w podobnej formie, burzone są stare balkony, a wstawiane nowe. Trochę odnoszę wrażenie, że to centrum staje się podróbką – może to nieuniknione?

Tbilisi

 

Tbilisi

Tbilisi

Z Tbilisi pojechaliśmy do Omalo – słynną droga 70 kilometrów pokonywaną w 4 godziny – trasa faktycznie dla osób o mocnych nerwach. Tuszetia jest chyba jeszcze najmniej odwiedzanym regionem w Gruzji – od kiedy jest dobra droga do Mesti – Swanetia nie jest tak dużym wyzwaniem.

Droga do Omalo

Omalo

Omalo

Tuszetia

O Omalo i Tuszeti więcej tutaj.

 

Ukraina  – lipiec 2017

Tegoroczny plan wycieczki na Ukrainę obejmował przede wszystkim wejście na najwyższy szczyt – Howerlę (2061 metry) – przed II wojną światową przez szczyt przechodziła południowa granica Rzeczypospolitej Polskiej, pierwotnie granica polsko-czechosłowacka – ale plan był znacznie bardziej ambitny – ponieważ chcieliśmy grzbietem dojść do „Białego Słonia” na Popie Iwanie – mi się poprzednim razem gdy byliśmy w paśmie Czarnohory nie udało się tam podejść. Można śmiało rzec, że H0werla to polski Giewont, nie chodzi o podobieństwo geologiczne a liczbę turystów.

PAtryk Tomaszewski - Howerla

Widok z Howerli

 

Patryk Tomaszewski słupek graniczny Howerla

Słupek graniczny polsko-czechosłowacki – Howerla

W wejściu zrewidowaliśmy plany i skierowaliśmy nasze kroki w stronę małych strumieni i wodospadów, będących źródłem Prutu.

Z gór udaliśmy się do Kut, a więc miejsca gdzie Polski rząd w 1939 r. przekroczył granicę z Rumunią. Kilka lat wcześniej widzieliśmy inne miejsce przekraczania granicy przez uciekinierów z Polski – Zaleszczyki. Odwiedziliśmy dawny budynek Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w którym najprawdopodobniej miało miejsce ostatnie posiedzenie rządu, inne źródła podają budynek parafii.

Dawny budynek – TG. „Sokół” Kuty

Patryk Tomaszewski Kuty

W Kutach wielkie wrażenie na nas zrobił Kirkut, naprawdę olbrzymi, niestety leżący trochę na uboczu miasteczka, jakby zapomniany.

Kirkut w Kutach

Z Kut udaliśmy się do już nam znanych urokliwych Czerniowiec, później obowiązkowa Chocimia i powróciliśmy do Lwowa, gdzie na starówce zauważyłem, że będzie otwarty nowy browar restauracyjny – ciekawe czy tak zacny jak „Prawda”.

————————————————————————————————-

W repozytorium UMK – znalazł się mój doktorat – można go znaleźć tu https://repozytorium.umk.pl/handle/item/4449

 

——————————————-

Zjazd Katedr Bezpieczeństwa WPiSM

Zjazd Katedr i Zakładów Bezpieczeństwa

Zachęcam do udziału w Zjeździe Katedr i Zakładów Bezpieczeństwa  – więcej tu.

——————————————————————————————————

Wizyta w Gruzji – lipiec 2016

Kachetia - Sighnaghi

Kachetia – Sighnaghi

Patryk Tomaszewski

Mestia

Mestia

Mestia

Mestia

Gruzja - Patryk TomaszewskiPatryk Tomaszewski


Wyszedł nowy numer „Historii i Polityki” – zachęcam do lektury! Kliknij tu

————————————————————————————-

Wywiad z „Gazety Pomorskiej”

————————————————————————–

ZAPRASZAM

Mój wykład o samorządzie w myśli konserwatystów i liberałów

https://www.facebook.com/events/937222626345835/

——————————————————————————

K

———————————————————————–

http://bydgoszcz.tvp.pl/23388864/30122015

————————————————————————————————-

Święta

———————————————————————————————–

12316152_1718146725085493_3919299613984683929_n

—————————————————

Zapraszam

spotkanie_z_detektywem

————————————

2 IX 2015

Podróż na wschód

Planować tygodniowy wyjazd, który ma mieć walory eskapady krajoznawczej, z peregrynacjami etnograficznymi i historyczno-politologicznymi nie jest łatwo. Zazwyczaj takie wyprawy dotyczą jednego miejsca lub kilku w których można przebywać przez dłuższy czas. Mi i przyjaciołom udaje się raz w roku wyrwać na wędrówkę, która trwa jednak znacznie krócej zazwyczaj kilka dni.
W tym roku wybór padł na Ukrainę (gdzie byliśmy kilka razy zwiedzając dawne województwo stanisławowskie, pasma Gorgan i Czarnohory, a także ukraiński fragment Bukowiny). Jako miasto docelowe wybraliśmy Odessę, z której postanowiliśmy pojechać do kraju którego nie ma – czyli Naddniestrza (Naddniestrzańska Republika Mołdawska), a stamtąd udać się do Mołdawii, której lewobrzeżna strona Dniestru stanowi oficjalnie integralną część.

IMG_0859

UKRAINA

W dniu dzisiejszym Ukraina wielu moim znajomym jawi się jako obszar działań wojennych. Faktem jest, że walki toczą się przy terytorium tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej oraz Donieckiej Republiki Ludowej. Jest to jednak wojna ograniczona o charakterze hybrydowym. Odczuć ją można na zachodniej Ukrainie, ale nie poprzez działania zbrojne, lecz raczej przez większe zmilitaryzowanie kraju (na ulicach pojawiają się oddziały paramilitarne – zazwyczaj w ubiorach wojskowych z różnych stron świata). Ponadto widać kwestujące osoby, zbierające datki na wsparcie ukraińskiej armii. Na temat kwestujących spotkałem się z opinią, że pojawiają się wątpliwości czy warto ich wspierać, gdyż pojawiło się sporo osób podszywających się pod wolontariuszy. We Lwowie oddzielny namiot miał też w Polsce dość dobrze opisany Prawy Sektor. Kilka lat wcześniej mijaliśmy się w górach ze zwolennikami Dancowa, Bandery i ukraińskiego nacjonalizmu, którzy dosłownie biegając po górach poprawiali swoją kondycję fizyczną.IMG_0974

Niemniej bezpośredniego kontaktu z Prawym Sektorem, czy też partią Swoboda – nie mieliśmy.

Spotykali nas natomiast Ukraińcy, którzy często przyznają się do polskich korzeni, lub wspominali z rozrzewnieniem pobyt w Polsce. Były to wyjazdy przede wszystkim zarobkowe, a Ukraińcy, według mnie, traktują Polskę podobnie jak my na początku lat 90’ Niemcy.

Odessa to barwne i ciekawe, ale jednocześnie w wielu zaułkach zaniedbane miasto, z pięknymi rozłożystymi platanami i przede wszystkim eklektyczną zabudową z przełomu XIX i XX wieku. Dotarliśmy do miasta z perypetiami, przede wszystkim jadąc koleją.

IMG_0876

W mieście odczuwalny jest brak turystów, katamarany odpływają z przystani wyłącznie do Stambułu – dawniej sporo pływało na Krym. W mieście nie zauważa się nastrojów prorosyjskich, jednak widząc pustki przed ogromnymi hotelami, można śmiało stwierdzić, że ich właściciele dobitnie odczuwają zaistniały w 2014 „kryzys krymski” – a co sądzą o obecnej Ukrainie?

Hotel w Odessie

Hotel w Odessie

Chcąc spotkać się z ukraińską czy mołdawską codziennością, a przy okazji zakupić dobrych produktów (owoce, warzywa, domowe wina, przyprawy) gdy tylko jestem na wschodzie odwiedzam różnego rodzaju bazary. Tu toczy się mrówcze życie. Miejsca te obecnie ukazują dobitnie ubóstwo społeczeństwa – ludzie sprzedają nie tylko produkty żywnościowe, ale również używane, często zniszczone, tekstylia, czy też zabawki. Ceny od mojej ostatniej wizyty na Ukrainie znacznie spadły, dla przeciętnego Polaka jest po prostu tanio. Kryzys powoduje, że nastroje społeczne wcale nie są proprezydenckie, spotkaliśmy się z prawdziwym zresztą zdaniem, że Petro Poroszenko, mimo deklaratywnego patriotyzmu, swoje przedsiębiorstwa prowadzi na terenie Federacji Rosyjskiej i tam płaci podatki.

NADDNIESTRZE

Naddniestrze, uznawane jest tylko przez dwie oderwane od Gruzji – autonomie, czyli Abchazją i Osetią Południową. Naddniestrze mocno jest związane z Federacją Rosyjską, a mieszkańcy tego „kraju” mówią przede wszystkim po rosyjsku.
Sporo jest opisów tego tworu. Skupię się zatem przede wszystkich na naszych wrażeniach. Od Odessy przekroczyliśmy granicę między Ukrainą a Naddniestrzem marszrutką – ten powszechny i wolnościowy środek transportu jest bardzo specyficzny. Kierowcy upychają busiki na tyle na ile się da, więc w środku panuje zazwyczaj ogromy ścisk, a marszrutka gna przez wertepy z dużą prędkością. Jeszcze nie ma w tych krajach Inspekcji Transportu Drogowego, ponieważ kierowcy nie przejmują się takimi szczegółami jak popękana szyba, pasażerom to też najwyraźniej nie przeszkadza.

przednia szyba

przednia szyba

Granica państwa którego nie ma – budzi zawsze obawy. Jest wiele opowieści o wymuszeniach łapówek przez pograniczników. Nam udało się przejechać granice bez większych problemów, a część nadniestrzańska przejścia granicznego była w znacznie lepszym stanie niż ukraińska.IMG_0932

Teraspol – nie jest szczególnie urodziwy, ale panuje w nim porządek, skojarzył mi się z białoruskimi miastami. Nie widać szczególnie biedy, jest to raczej odmalowany relikt przeszłości, gdzie mocno podkreśla się związki z Rosją, wspomina się okres „dobrobytu” za czasów ZSRR i wojnę ojczyźnianą. Oczywiście turysta widząc czerwoną gwiazdę, czy inne symbole byłego ZSRR może być trochę oniemiały.

IMG_0925IMG_0918

MOŁDAWIA

Sam już nie wiem czy pisać Mołdawia, czy zgodnie z wytycznymi MSZ – Mołdowa. W każdym razie od mojej ostatniej wizyty w 2004 roku Kiszyniów tylko nieznacznie się zmienił. Jest jakby bardziej kolorowy i jakiś weselszy. Niezbyt był podobno interesujący za czasów pobytu w nim Puszkina, który miasta bardzo nie lubił, a mimo to stał się jedną z niewielu jego wizytówek.
Puszkin wspominał o nim tak:

Przeklęte miasto Kiszyniów!
Język umęczony od łajania ciebie
Kiedyś w grzesznej krwi
Twoje domy zabrudzone
Grom z nieba, z pewnością walnie
I – nie znajdą twoich śladów!

Kiszyniów był dla nas jednak tylko postojem, przed dalszą podróżą.

Turystów do Mołdawii nie przybywa zbyt dużo, szacunkowo podobno 25 tys. rocznie. Kraj w mojej ocenie niedoceniony, poza bardzo dobrymi winami zachwycający krajobrazem. Turystów może odstraszać dość powszechna bieda i słaba infrastruktura turystyczna. Chyba wszyscy odwiedzający ten kraj chcą się wybrać do piwnic z leżakującymi winami, jednak należy pamiętać, że wycieczkę należy poprzedzić rezerwacją. Inaczej pozostaje nadzieję, że ktoś z rezerwujących turystów nie przyjedzie i zajmiemy jego miejsce. My byliśmy przy piwnicach Cricova. Nasze nadzieje się nie ziściły i wejść się nie udało. Wspomniane piwnice leżą ok. 20 km od Kiszyniowa. Podziemne korytarze i piwnice łącznie liczą sobie ok. 120 km. Panują tu idealne warunki do leżakowania wina: temperatura średnia 14 C, wilgotność 98% i dobra cyrkulacja powietrza.
Są jeszcze piwnice MILESTII MICI – największe i wpisane do Księgi rekordów Guinnessa! Wykute w skale korytarze mają 200 km długości!

Piwnica

Piwnica w Cricovej

IMG_0954
Kolejną marszrutką przez pagórkowaty teren, stoki z winoroślą, pola obsiane kukurydzą i słonecznikiem, dotarliśmy do malowniczej doliny rzeki Raut – Orheiul Vechi. Stary Orgiejów to nie tylko wspaniały krajobraz, ale również kompleks archeologiczny.
Z Mołdawii naszedł czas powrotu znów przez Odessę do Polski.

13 VII 2015

Indeksacja czasopism naukowych jest już sprawą powszechną  – jej zadaniem jest próba obiektywizacji oceny czasopism. Ja z dużym gronem współpracowników od roku 2005 jestem redaktorem serii, a następnie półrocznika „Historia i Polityka”.  Ostatnio byliśmy oceniani przez Index Copernicus – udało nam się otrzymać przyzwoita punktacje – ICV 2014: 55.10 – tu więcej info.

17 V 2015

Tekst o roli Żandarmerii Wojskowej w systemie zwalczania terroryzmu  – tu.

6 IV 2015

Insygnia Batorii. Z lewje na górze dekiel rycerza, na dole z prawej dekiel fuksa, sztandar i po lewej cyrkiel.

Znalazłem stara broszurę mówiącą o  historii i teraźniejszości KONWENTU BATORIA (lata 1922-2008)

Broszurka jest tu:Batoria – broszura

W biogramach występują błędy więc warto korzystać ze strony przygotowanej przez dr Wróblewskiego – tu.

———————————————————————————————————–

Karate Combat

27  II 2015

Na Akademickiej Platformie Czasopism UMK pojawiły się dwa numery „Historii i Polityki” – w tym pierwszy w historii pisma numer anglojęzyczny.

Pismo można znaleźć ty: http://apcz.pl/czasopisma//index.php/HiP/issue/view/473/showToc

Zahęcam autorów do publikowania w naszym piśmie – można do nas pisać na adres: HiPredakcja@gmail.com

————————————————————————-

Ukazał się kolejny numer pisma historycznego GLAUKOPIS a w nim mój tekst na temat myśli politycznej działacza „Jutra Pracy” – Wacława Budzyńskiego. Więcej tu.

—————————————————————————

Chciałbym polecić książkę o myśli Jana Hoppego której jestem współautorem:

Jan Hoppe - Tomaszewski, Meller, Sikorski
Hoppe nie był nigdy publicystą i politykiem jednoznacznie zdeklarowanym ideowo. Sam określał siebie jako państwowiec, nacjonalista, chrześcijański-demokrata. Nie sposób znaleźć dla jego pisarstwa jakiegoś wspólnego mianownika, który łączyłby różne konteksty i ideowe intuicje, tak wyraźne w jego twórczości, ale również działalności politycznej. Jeśli jednak musielibyśmy – choćby dla uczciwości wobec Czytelnika – taki wspólny mianownik znaleźć to będzie nim bez wątpienia ideowa synteza różnych wartości, wsparta o silne, mocno ugruntowane credo społeczne. Ale to jeszcze nie koniec. Był także Hoppe „zdrowym nacjonalistą”, może nietypowym, bo propaństwowym, był też – i nie ma w tym żadnej przesady chrześcijańskim humanistą, realistą, ale nie tak chłodnym, jak Władysław Studnicki i Stanisław Cat-Mackiewicz. Jego chłodny osąd sytuacji, ocieplany był nierzadko etyką, jakimś skonkretyzowanym systemem aksjologicznym. Motywem przewodnim pozostawało zawsze chrześcijaństwo i płynące z biblijnego pnia ewangeliczne nauczanie o państwie, społeczeństwie i polityce.
Jan Hoppe – co już wcześniej zostało podniesione – był w swoich przekonaniach nieco eklektyczny. Jego „stempel ideowy” nie był tak czytelny, jak choćby u Romana Dmowskiego, czy też Adama Skwarczyńskiego. Krawędzie jego przekonań były często, przez niego samego tępione – celowo i świadomie. Stąd zasadne wydaje się przekonanie, że Hoppe był poszukiwaczem sprzeczności, człowiekiem wewnętrznie odważnym, pozostającym przez całego swoje życie z dala od „salonów”, politycznych klakierów i poklasków. A pomimo to (a może właśnie dlatego) pozostawał autorytetem dla środowisk, którym przewodził w II Rzeczpospolitej, w czasie wojny i okupacji i w Polsce Ludowej.
Książkę można nabyć tu

———————————————————————————–

Komentarz powyborczy „Gazeta Pomorska:  – tu.

—-

Kolejny odcinek programu SAMORZĄDNI z moim udziałem – tu

Specjalne wydanie ZBLIŻEŃ tu

———————————————————————–

Debata samorządowa z moim udziałem w TV Bydgoszcz – można zobaczyć tu.

————————————————————————————-

Zapraszam na mój wykład w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Włocławku  -więcej info tu

——————————–

14 X 2014

Poniżej zamieszczam kilka fotografii z październikowej wyprawy na Gerlach (2655 m n.p.m.) – nazywanym w okresie  1896-1919 szczytem Franciszka Józefa).  Przed Gerlachem dla rozruszania mięśni przeszliśmy krótką ale mocno eksponowaną trasę Kasprowy Wierch – Świnica – Zawrat. Jeśli ktoś potrzebować będzie przewodnika polecam  Tomasza Michalika  – zawodowego ratownika TOPR.  Stron www.przewodnikwysokogorski.pl

Droga na Świnicę, fot. P. Tomaszewski

Wielicka Próbana Gerlachu

Widok z Gerlachu

Widok z Gerlachu

—————————————————-

28 IX 2014

W lipcu odwiedziłem z przyjaciółmi Gruzję i Armenią. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć z tej wyprawy. Początkowo chciałem napisać „reportaż” z miejsc, które zobaczyliśmy. Jednak czas nie pozwala mi na dłuższe wywody. Postaram się dodać odsyłacze do ciekawych stron odnoszących się do miejsc, które widzieliśmy. Warto może wspomnieć, że po Gruzji i Armenii poruszaliśmy się samochodem. Jazda wieczorem po Tbilisi to prawdziwa przygoda, przewodniki nie kłamią, gdy piszą, że taka jazda dostarcza mnóstwa wrażeń.

Co do różnic między Armenią i Gruzją, ta ostatnia jest znacznie już bardziej przygotowana na przyjęcie turystów.

Armenia

jez. Sewan

jezioro Sewan

Jezioro Sewan w Armenii – więcej tu.

fot. P. Tomaszewski

Gruzińskie jedzenie - Chinkali

Chinkali to moim zdaniem najsmaczniejsza gruzińska potrawa.

WardziaSkalne miasto – Wardzia  – opis tu.

fot. P. TomaszewskiGruziński koloryt. Targowisko – widać za Panią plakat partii Gruzińskie Marzenie, która rządzi od 2012 r. Obok zdjęcie Stalina i Jezus Chrystus.

———————————————————–

24 IX 2014

Znów Wilno – moje ulubione miasto. Fotki z dzisiejszego spaceru.

 

Podwórze domu "Wiktorii" - nr 32 ul. Zamkowa - Wilno. Podobno w winiarni "Wiktoria" bywali filareci.

Podwórze domu „Wiktorii” – nr 32 ul. Zamkowa – Wilno. Podobno w winiarni „Wiktoria” bywali filareci.

Kościół Bernardynów

Kościół Bernardynów

Most Wilno fot. Patryk TomaszewskiWilno, fot. P. Tomaszewski

Koładka - Kościół św. Anny

Koładka – Kościół św. Anny

Wilno

——————————————————————————————

 18 IX

Zapraszam przede wszystkim studentów BW na zapisy z rożnych technik walki:

Plakat_UMK_Combat_najnowsza 2.doc-page-001

 —————————————————————————–Górecki26 VIII

Zazwyczaj przed okresem letnim, pojawia się ranking książek wartych przeczytania. Ja ze względu na fakt, że na poważnie na urlopie jestem dopiero teraz, chciałbym napisać kilka słów o książce: „Toast za przodków” napisanej przez Wojciecha Góreckiego.
Jeśli ktoś interesuje się Kaukazem Południowym, chciałby tam pojechać, dowiedzieć się o tym obszarze i ludziach tam mieszkających więcej koniecznie powinien przeczytać reportaż pracownika Ośrodka Studiów Wschodnich, dziennikarza i dyplomaty – Wojciecha Góreckiego. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne w 2010 roku. Na okładce wykorzystano powszechnie znany w Gruzji motyw z obrazu Niko Pirosmanaszwiliego.

W książce opisani są religie, ludzie, zwyczaje i miejsca z Azerbejdżanu, Gruzji i Armenii. Relacje reportażowe przeplatają się w tej książce z fragmentami dokładnych i fachowych opisów historii, geopolityki i kultury regionu. Czytelnik nie znajdzie natomiast jednoznacznej odpowiedzi, czy Gruzja leży w Azji czy Europie. Dowie się natomiast jak bardzo zróżnicowanym krajem jest Gruzja. Przeczyta o specyfice rządów Hejdara Alijewa w Azerbejdżanie, czy też kilka faktów w wojny rosyjsko-gruzińskiej, zwanej pięciodniową z 2008 r. o której sporo w Polsce się mówiło i pisała, ale często nie rozumiejąc przyczyn i nie pamiętają przebiegu konfliktu.
Górecki zna Kaukaz, świetnie po nim „oprowadza” czytelnika, książkę bardzo mocno polecam.

Na koniec warto dodać, że roku ubiegłym wyszła kolejna książka Góreckiego dotycząca jednego z nieuznawanych przez większość społeczności międzynarodowej kraju kaukaskiego – Abchazji.

———————————————————————————————

8 VIII

wywiad z „Gazety Pomorskiej” na temat prezydenta Komorowskiego można przeczytać tu:

———————————————————————————

Przypominam, że do 31 VIII jestem na urlopie, często poza krajem więc na bieżąco nie odpowiadam na maile. 

——————————————————————————-

Mój tekst pt.:

Mundur i emblemat jako element komunikatu politycznego Związku Młodych Narodowców (z ikonografią) można przeczytać TU

———————————————————————————————

16 VII

Info o Republikańskiej Akademii Liderów tutaj

———————————————————————————

23 VI 2014

Zachęcam do głosowania!!!!!

Budżet partycypacyjny 2015 Toruń

Budżet partycypacyjny 2015 Toruń

——————————————————————————

21 V 2014

Od kilku lat organizacje pozarządowe oraz mieszkańcy organizują Święto Bydgoskiego Przedmieścia – jest to bardzo cenna inicjatywa dla rozwoju społeczności lokalnej. Sam mieszkam od kilku lat na tej przepięknej choć wymagającej rewitalizacji dzielnicy, uważam, że jest to jedna z cenniejszych akcji. Więcej dowiecie się tutaj: http://www.bydgoskie.org

————————————————————————-

Zapraszam – to już 30 maja !!!

Turniej strzelecki Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK

Zawody strzeleckie z broni krótkiej Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. Sekcja COMBAT

—————————————————————————————-

23 II 2014

PAN

Zapraszam

na mój wykład zorganizowany przez Zakład Dziejów Dyplomacji i Systemów Totalitarnych IH PAN w Warszawie, dnia 25 lutego o godzinie 10.00, sala 32 (Kościuszkowska) Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk. Temat wykładu:

Środowiska ruchu narodowo-radykalnego  i ich poglądy na politykę zagraniczną Polski w latach 1934-1939

—————————————————————————————————————————————

13 I 2014

Wykład Ryszard Król

Zapraszam: 

  1. Trening walki w bliskim dystansie oparty o formy Combat Karate i Ju-Jitsu ukierunkowany na walkę z kilkoma napastnikami
  2. Trening operowania i posługiwania się bronią w ramach sekcji strzeleckiej

Zajęcia :

Zespół Szkół Nr 24 ul. ul. Ogrodowa 3/5,   Toruń

ŚRODA             19.00 – 20.30  Walka w bliskim kontakcie

20-30 – 21.15  Trening strzelecki  CQB   / raz w miesiącu strzelanie /

PIERWSZE ZAJĘCIA JUŻ   15.01.2013r.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

——————————————————————————————————————————

Trzech Króli 2014

Niedawno minęła kolejna rocznica śmierci Romana Dmowskiego, budzącego wiele kontrowersji publicysty i polityka. Poniżej prezentuję swój stary artykuł, przedstawiający jak był oceniany w pierwszych tygodniach po śmierci w roku 1939.

Opinie o Romanie Dmowskim prezentowane w wybranych tytułach prasowych w pierwszych miesiącach po zgonie (artykuł z książki Roman Dmowski i jego współpracownicy, pod red. M. Białokura, M. Patelskiego, A. Szczepaniaka, Toruń 2008

Opinie o człowieku pisane po śmierci, a szczególnie o człowieku wybitnym, znanym, cenionym, a przy tym w niektórych kręgach politycznych znienawidzonym. Przede wszystkim zaś, już za życia kontrowersyjnym, pozostawiają na łamach prasy trwały ślad. Czy będzie on obiektywny, najprawdopodobniej nie, ponieważ duża część opinii publicznej zarówno dziś, a szczególnie dawniej uznawała, za  obowiązujące stwierdzenie Chilona ze SpartyDe mortuis aut bene aut nihil” – „O zmarłych należy mówić albo dobrze, albo w ogóle”. Jednakże zgon Dmowskiego wywołała znaczące echa prasowe, a komentarze dotyczące przywódcy endecji były dość zróżnicowane. Co przy kwerendzie pism różnych orientacji politycznych daje możliwość dość precyzyjnego odtworzenia postrzegania przywódcy Narodowej Demokracji. W środowisku wszechpolskim, tuż po zgonie Dmowskiego wyszedł specjalny numer „Warszawskiego Dziennika Narodowego” w całości poświęcony jego osobie. Ukazywał jednak tylko postrzeganie Dmowskiego z perspektywy jego zwolenników. Również współcześni badacze zajęli się opisaniem, opinii o Dmowskim zamieszczonych w prasie po jego zgonie. W roku 2006 ukazała się książka Ireneusza Fryszkowskiego „My wszyscy od Niego. Echa prasowe śmierci R. Dmowskiego”. Niniejszy tekst stanowi w pewnej mierze pendent do rozważań wspomnianego autora.

W artykule chciałbym skupić się przede wszystkim na prezentacji ocen Dmowskiego – zarówno jako czynnego działacza politycznego, przywódcy ideowego narodowców, ale także pisarza. Choć oczywiście zarysowane będę tylko niektóre z wątków, ponieważ jak zaznaczał działacz akademicki z lat dwudziestych XX w., redaktor „Myśli Narodowej”, a później dwutygodnika „Podbipięta” Jan Rembieliński na łamach pisma „Kultura i Wychowanie”: „Roman Dmowski był indywidualnością tak bujną, tak bogatą, tak wielostronną, jeśli chodzi o zasięg zainteresowań i talentów, że wystarczyłoby jej nie na jednego ale na kilku ludzi niepospolitych[1]. Także w prasie po jego śmierci były poruszane różne wątki dotyczące tego ideologa.

Śmierć przywódcy obozu narodowego, 2 stycznia 1939 roku, była ciosem dla działaczy i sympatyków tego nurtu politycznego. Stracił on ideowego przywódcę. Zgonu Dmowskiego można było się spodziewać, ponieważ od czerwca 1938 roku jego stan zdrowia był zły, a Dmowski „Nie miał już wówczas sił chodzić, najchętniej leżał lub siedział na tarasie, patrząc przed siebie”[2].

Najłatwiej pośmiertna ocena Dmowskiego przychodziła prasie obozu narodowego, co oczywiście wiązało się z bezsprzecznym autorytetem jakim cieszył się wśród wszechpolaków. Oczywiście jakość merytoryczna artykułów była bardzo różna. Jednakże wszystkie były bardzo pochlebne.

Pojawiały się wypowiedzi bardzo poważne, osób doskonale znających osobiście Dmowskiego, często towarzyszących mu w działaniach politycznych. Zdarzały się też apologie. W głównym dzienniku endecji w Wielkopolsce „Kurierze Poznańskim” przeczytać można było artykuł Marian Seydy, który prezentował następującą ocenę Dmowskiego: „Sam bowiem był o charakterze z granitu: zawdy, niezłomny, w żądaniu dla Polski, wobec siebie i swoich – rzec można – bezwzględny, fanatyczny w najszlachetniejszym słowa znaczeniu”. Podkreślano w obozie narodowym jego zasługi w wykuwaniu świadomości narodowej był jak podkreślał na łamach „Myśli Narodowej” Zygmunt Wasilewski wychowawcą narodu. „Pozostawał zawsze władcą duszy w narodzie, utrzymując z nim stałą łączność jako pisarz polityczny, nie mający sobie równego w dziejach literatury polskiej”[3].

Do oceny pisarstwa Dmowskiego jeszcze wrócimy, choć w tym miejscu warto przytoczyć jeszcze jedną opinię o Dmowskim, którą na łamach drugiego, co do wielkości tygodnika społeczno-kulturalnego w Polsce jakim było „Prosto z Mostu” zawarł działacz młodego pokolenia obozu narodowego – Witold Nowosad, który pisał: „Roman Dmowski należy do ludzi, którzy nie umierają nigdy duchowo nawet na tym świecie, żyją dalej w każdym z nas i żyć będą we wszystkich polskich pokoleniach jakie po nas się zjawią” oraz dalej już w nucie peanu: „Oczy mądre, które dawały Dmowskiemu Chrobrego siłę i bystrość, Krzywoustego nieustępliwe parcie do morza, Łokietkowi wytrwałość, Jana Zamoyskiego roztropność, ks. Skargi niezłomność charakteru, Mickiewicza rozumienie duszy narodowej – niech będą błogosławione![4]. Podkreślano w artykułach, że Dmowski nie umarł, ponieważ żyje w duszy społeczeństwa. Pisał o tym Jan Mosdorf: „Niczym jest nieśmiertelność wielkich zdobywców, czy monarchów konających na tronie wśród zaszczytów i hołdów, wobec nieśmiertelności, którą zdobył Dmowski[5]. Wpływ duchowy Dmowskiego był podkreślany także przez osoby niezwiązane z orientacją polityczną zmarłego. Ksawery Pruszyński, publicysta „Buntu Młodych” pisał na łamach krakowskiego „Ilustrowanego Kuriera Porannego”: „Wpływ człowieka bez władzy, właściwie już i bez partii przekroczy wtedy granice, jakie posiada największa nawet władza i najpotężniejsza partia. Dużo ludzi nie wie dziś, że myśli, mówi i działa wedle wskazań Romana Dmowskiego. Wielu zdziwiłoby się, gdyby im to powiedzieć. Niektórzy może i odrzucili. Nic o tym nie wiedząc, pism jego nie czytając, jego przyjaciół zwalczając, weszli pośrednio, przez innych w zasięg jego myślowej radiostacji. W jego czasach nawet kresowy miński ziemianin Melchior Wańkowicz, stawia krzyżyk na swych Kałużycach w Bramie Smoleńskiej, na szlaku Żółkiewskich i Batorych, a tropi ślady skarlałej w biedzie polskości pod Sztumem i Kwidzynem pruskim[6]. To, co Pruszyńskiemu prawdopodobnie nie odpowiadało, a więc skierowanie uwagi znacznej części Polaków na Kresy Zachodnie, traktowane było przez narodowców jako słuszne z punktu widzenia geopolityki. Stworzenie koncepcji granicy zachodniej podkreślał jako element istotny jego myśli działacz Stronnictwa Narodowego, redaktor naczelny „Tęczy” a jednocześnie autor głośnej w dwudziestoleciu książki „Ziemia gromadzi prochy” – Józef Kisielewski[7].

 Oczywiście część prasy sanacyjnej i lewicowej, podkreślała, także przywództwo duchowe Dmowskiego, ale jak słusznie zauważył Fryszkowski dzielono je z Józefem Piłsudskim[8]. Krakowskie pismo „Naprzód” związane z PPS twierdziło, że wpływ myśli Dmowskiego był dość duży ale nie ogarnął ruchu socjalistycznego i ludowego[9]. Była to oczywiście prawda, pamiętać jednak należy, że przywódca wszechpolaków, był przeciwnikiem koncepcji propagowanych przez środowiska socjalistyczne, co szczególnie widoczne było w roku 1905. Natomiast zarówno konserwatywne wileńskie „Słowo” jak i krakowski „Czas” podkreślały, że wpływ duchowy Dmowskiego, jest bardzo duży, ponieważ jest widoczny także w Obozie Zjednoczenia Narodowego, o czym pisał Józef Mackiewicz[10]. Zaś Jan Muszyński na łamach „Czasu” zauważał, iż myśl zmarłego wytrącała broń z ręki własnego obozu politycznego, ponieważ przeciwnicy przystępowali do realizacji jego zaleceń[11]. Także Apolinary Hartglas w wydawanym w języku polskim w Krakowie piśmie żydowskim „Nowy Dziennik” pisał, iż sanacja, przejęła jego program, a on „zszedł do grobu jako tryumfator”[12].

W niektórych pismach stwierdzano nawet, iż Dmowski nie jest „własnością” wyłącznie jednego nurtu politycznego. Ponieważ stał się on „wielkim nauczycielem politycznym całego Narodu Polskiego”[13], szczególnie zaś jak podkreślało studenckie pismo prawników młodego pokolenia „Prawo”, jego poglądy przenikać zaczynają do innych nurtów politycznych[14]. Także chadecki „Głos Narodu” pisał w podobnym duchu: „Roman Dmowski nie był człowiekiem partii. Mylą się ci którzy widzą w nim jedynie przywódcę Obozu Narodowego. Był on zbyt wielką postacią historyczną zbyt wielką odegrał rolę w dziejach Polski w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, by można było ograniczyć go do ram partyjnych”[15].

Jeżeli chodzi o pisma o odmiennej orientacji politycznej od endecji, to podkreślały one szczególnie rolę Dmowskiego w okresie do Kongresu Wersalskiego, zaś obniżały wartość jego późniejszej pracy.

Interesujący jest fakt, że nawet „Nowy Dziennik” pisał, iż będąc zagranicą Dmowski zawsze pamiętał o sprawie polskiej i miał w położeniu niepodległości „pewne zasługi”[16]. Natomiast w łonie niedawnych jego apologetów pojawiały się głosy lekceważące podpisanie Traktatu Wersalskiego. W takim tonie wypowiadał się działacz Związku Młodych Narodowców, a później Ruchu Państwowo-Narodowego Ryszard Piestrzyński, który podkreślał większe znaczenie teraźniejszości, pisząc, iż los Polski nie zależy „od pożółkłych pergaminów” ale od własnych sił[17]. Piestrzyński reprezentował tę część „potomstwa obozowego”, która zaczęła współpracować z piłsudczykami. Decyzję taką podjęto przede wszystkim ze względu na to, że w konstytucji kwietniowej widać było ideę silnej władzy, a także kult militaryzmu. Takie poglądy zbieżne były z programem reprezentowanymi przez Związek Młodych Narodowców. Szczególnie interesujące wydaje się stanowisko środowisk związanych wcześniej z ruchem narodowym, a przede wszystkim wyrosłych na bazie OWP. Głos zabrało także pismo przybudówki młodzieżowej OZN-u – Związku Młodej Polski. ZMP przeszło spod wpływów Ruchu Narodowo-Radykalnego pod kuratelę działaczy Ruchu Narodowo-Państwowego. W artykule o Dmowskim młodzi działacze ZMP nie uciekli od porównania go z Piłsudskim, konstatując: „Wprawdzie data jego śmierci (Dmowskiego – P.T.) w przeciwieństwie do śmierci Piłsudskiego nie znaczy się żadnym przełomem w życiu państwowym i narodowym Polski, ale Jego dziedzictwo duchowe nie zeszło z Nim do Grobu”. Zaznaczali jednak także, że „Byłoby tragicznym nieporozumieniem i nieszczęściem Polski gdyby w dalszym ciągu część młodego pokolenia polskiego znajdowała się w zasięgu myśli Dmowskiego pozostawała poza dorobkiem Polski Piłsudskiego i nie umiała stanąć na punkcie jego kontynuacji i rozbudowy”[18]. Tę wypowiedź słusznie podsumował Tomasz Sikorki w artykule o „Wychować żołnierza gotowego do uderzenia. Problematyka wychowania do wojny w publicystyce politycznej Związku Młodej Polski (1937-1939)” gdzie pisał: „W końcu lat trzydziestych na części ‘młodej prawicy’ nastąpiło wyraźne przesunięcie akcentów w kierunku Piłsudskiego. Dmowski pozostawał zdecydowanie w tle ikony marszałka. Dmowskiego zaledwie „przypominano” w kontekście działań jego wielkiego adwersarza. O zachowaniu proporcji nie było jednak mowy. Symptomatyczne, a zarazem oszczędne w formie i treści było pośmiertne wspomnienie poświęcone pamięci największego ideologa obozu narodowego zamieszczone w styczniowo-lutowym numerze „Młodej Polski”. Anonimowy tekst miał wyrazić opinię całego środowiska. Żaden z publicystów pisma nie pokusił się nawet o osobiste reminiscencje, by nie wspomnieć o omówieniu dorobku publicystycznego Dmowskiego”[19]. Choć faktem jest, że podkreślano podobnie jak w znacznej części artykułów, iż Dmowski był „współtwórcą ducha myśli politycznej i woli czynu narodowego” ale według działaczy ZMP szczególnie w XIX wieku, gdy formułował się nowoczesny polski nacjonalizm. Cześć dawnych zwolenników obozu narodowego podkreślała wielkość myśli Dmowskiego. Przytaczany już Rembieliński pisał, iż najważniejsze, u Dmowskiego: „Było zagadnienie stosunku jednostki do zbiorowości narodowej, któremu zagadnieniu poświęcił może najwięcej uwagi”. Rembieliński zdaje się, że słusznie uchwycił sedno tych rozważań pisząc, iż Dmowski dochodził do następującego wniosku: „przymus zewnętrzny wywierany w jakimś środowisku przez dostatecznie długa ilość pokoleń, stopniowo staje się dla jego członków wewnętrznym przymusem moralnym”[20]. Na łamach „Awangardy Państwa Narodowego” pisano, iż Dmowski, będąc teoretykiem narodu „nie ograniczał się pod tym względem tylko do wysuwania tez, pragnął ugruntować je przy pomocy sumiennego badania przeszłości i to nie tylko polskiej, ale całej cywilizacji z której dzieje Polski się wywodzą i do której należą”. „Umysł jego pracował zatem na pograniczu syntezy historycznej, filozofii dziejów i praktycznej filozofii bytu narodowego”[21]. Co do wspomnianej filozofii dziejów bardzo krytycznie odnosili ją publicyści totalizującego, piłsudczykowskiego miesięcznika „Zaczyn”, którzy pisali o publicystyce z okresu ostatnich 10 lat życia przywódcy obozu narodowego: „kiedy to uroczony wpływem Spenglera snuje jeremiaszowe proroctwa o upadku cywilizacji europejskiej. Ten okres przecież to już gorycz i pesymizm wszystkich zawodów”[22]. Podobnie krytykowano wybory polityczne Dmowskiego na łamach wspomnianego pisma. Według niego „działalność polityczna to jedno, pasmo zawodów i klęsk”. Argumentowali swoją ocenę następująco: „wierzył w potęgę Rosji carskiej jako elementu zjednoczenia, wierzył w potęgę traktatów,  wierzył we Francję i jej inicjatywę”, a we wszystkich tych sprawach według publicystów „Zaczynu” pomylił się,  poza tym wytykano zmarłemu kilka paradoksów i nieporozumień. Za takie uważano jego stosunek do Piłsudskiego, który według tygodnika, miał wynikać prawdopodobnie z kompleksu. Przytaczane przez „Zaczyn” paradoksy były następujące: „Piłsudski zwalczał sejmowładztwo – a Dmowski, wróg nieprzejednany sejmowładztwa, szedł przeciw niemu, Piłsudski stworzył wielką armię, Dmowski militarysta w teorii nie zmienia swego do niego stosunku, Piłsudski kładł pod nowy silny ustrój, partia Dmowskiego zwolennika silnego ustroju głosowała przeciwko konstytucji[23].

Natomiast były działacz RNR Wojciech Wasiutyński na łamach utworzonego przez siebie pisma „Wielka Polska” pisał: „Wielkość postaci R. Dmowskiego zmusza nas od porzucenia wielkich ozdobnych form wypowiedzi i do stwierdzenia jednego: choć przestaliśmy uznawać w swoim czasie organizacyjny autorytet Dmowskiego, nigdy on dla nas nie przestał być twórcą OWP”[24]. Jak widać dla części potomstwa obozowego to właśnie elementem przełomowym w dziejach obozu wszechpolskiego było utworzenie OWP, do którego spuścizny odwoływali się nie tylko działacze RNR ale także ZMN.

Rodzi się pytanie jak traktowano dorobek Dmowskiego pod kontem pragmatyzmu i możliwości wcielenia go w życie. Narodowcy uważali, że Dmowski był już za życia przywódcą duchowym Polski, a z biegiem czasu zwycięży obóz, któremu dowodził[25]. Natomiast publicysta „Głosu Narodu” Tadeusz Mildren pisał „[…] z nauki jego życia zaczerpnąć wskazówki dziś najaktualniejsze; jesteśmy przekonani, że wskazówkami tymi powinny być ‘demokracja’ narodowa”[26]. Mildren życzył sobie, co zarówno wówczas jak i dziś brzmi dość egzotycznie połączenia myśli Dmowskiego, Witosa, Paderewskiego i Piłsudskiego. O syntezie myśli narodowej i państwowej wspominał nie tylko „Głos Narodu”, również pisał o tym przywoływany już Wojciechowski, który chciał po śmierci dwóch czołowych antagonistów, aby doszło do jedności narodowej[27]. W tym duchu myśleli również działacze związani z środowiskami prometejskimi.  Do takich wniosków dojść można po przeczytaniu artykułu z „Myśli Polskiej”, w którym napisano, iż Dmowski dopełniał wizję Piłsudskiego. Pisano: „Bogu dzięki, iż Polska dała takiego wodza opozycji wobec linii dziejowej Piłsudskiego”[28]. „Zaczyn” zaś słusznie zauważał, że Dmowski nie uważał narodu za coś skończonego więc ten wątek jego myśli politycznej można było dalej kontynuować[29].

Dużo pisano o cechach charakteru Dmowskiego. Znaczna część przestudiowanych pism ukazuje, że najczęściej wskazywano następujące z nich: racjonalność, patriotyzm, idealistyczność. Natomiast w jego pisarstwie widziano: zwięzłość, przejrzystość i jasność wypowiedzi[30]. Oczywiście opisując jego styl pisarski, szukano źródeł, w jego wychowaniu. Podkreślano wpływ epoki, czyli w tym wypadku pozytywizmu na jego twórczość. Wasiutyński na łamach „Wielkiej Polski” wspominał, iż: „Dmowski był człowiekiem niesłychanie głęboko i organicznie zrośniętym z ziemią z której wyszedł. Nie pochodził z warstwy wędrownej inteligencji czy urzędników ani z warstwy wędrownej robotników przemysłowych, był synem mało piśmiennego brukarza”[31]. Natomiast na łamach „Wiadomości Literackich” wspominany już Ksawery Pruszyński, pisał: „A właściwie w owym Kamionku i owych tradycjach kamieniarskich mieści się nie tylko charakter człowieka. Mieści się rodowód jego ideologii”. Dalej Pruszyński argumentował: „Kamionek zaś i kamieniarstwo dały Dmowskiemu bardzo wiele, dały mu najpierw olbrzymi zapas pracowitości i to pracowitości w Polsce osobliwej: drobnej, ustawicznej, twardej, starannej. Każde zdanie, jakie w życiu napisał, nie jest zrąbane jednym rzutem, jak cięciem szabli, ale odkute równo, wyłupane solidnie, obrobione bez zarzutu. Jest coś z tej sumiennej kamieniarskiej roboty w jego stylu pisarskim”[32]. Stylowi pisarstwa Dmowskiego poświęcił duży artykuł Wasiutyński na łamach „Prosto z Mostu”, zauważał on, że nastąpiła zmiana stylu pisarskiego Dmowskiego z czasów XIX i początku XX wieku gdy był pełen metafor, odniesień. Zaś kilkanaście lat później jego styl pisarski był już: „realny, jednocześnie głęboko moralny, lub przynajmniej silący się na taką postawę, porównania w skali historycznej, argumentacja dążąca do ścisłości a przy tym idealistyczna, dążenie do lapidarności”[33]. Wasiutyński uważał, że Dmowski zmienił styl polskiej literatury politycznej, według niego, nawet socjaliści, którzy w Polsce nie pisali stylem dialektycznym wzorowali się na Dmowskim. W tym samym numerze „Prosto z Mostu” Piotr Grzegorczyk oceniając pisarstwo przywódcy obozu narodowego, zauważał, że charakteryzowało je oszczędność wyrazów. Dmowski zmieniał słowa na język prostszy, miał wstręt przed zbytnią ornamentyką. Jako interesujący przykład podawał Grzegorczyk opis inteligencji rosyjskiej przedstawiony przez przywódcę endecji w jednym z rękopisów. Opis dotyczył inteligencji pochodzenia nie komunistycznego i nie żydowskiego. W swych notatkach Dmowski początkowo pisał „bądź zepchnięto na najniższy poziom bytu materialnego, przy którym życie intelektualne jest prawie niemożliwe, a dzieci jej już na pewno na inteligencję nie wyrosną”. Zdanie to zastąpił po skreśleniach: „bądź zepchnięto w skrajną nędzę”[34]. Ten przykład miał właśnie ilustrować zwięzłość pisarstwa Dmowskiego.

Oczywiście opisów i refleksji o Dmowskim po jego śmierci było znacznie więcej, te przytoczone w artykule obejmuje wyłącznie pewien wycinek opinii o nim, choć wydaje się miarodajnych. Nie było w omawianym okresie pisma, któryby dezawuowała całkowicie postać przywódcy Narodowej Demokracji. Choć ocena poszczególnych wątków twórczości intelektualnej, czy też postawy politycznej, była bardzo zróżnicowana. Najbardziej jaskrawym przykładem może być stosunek Dmowskiego do Żydów i masonów, który jednoznacznie pozytywnie oceniała prasa obozu narodowego, ale także nacjonalistyczni publicyści współpracujący z sanacją, a oczywiście negatywnie np. przez publicystę i późniejszego działacza Stronnictwa Demokratycznego Wincentego Rzymowskiego, który jeszcze za życia Dmowskiego, napisał książkę „Czciciel Diabła”, krytykującą dorobek przywódcy obozu wszechpolskiego. Podobnie krytycznie, z oczywistych względów, do tych zagadnień odnosiła się prasa mniejszości żydowskiej[35].


[1] J. Rembieliński, Dmowski – wychowawca, „Kultura i Wychowanie”, nr 1, 1939, s. 1.

[2] K. Kawalec, R. Dmowski, Warszawa 1996, s. 342.

[3] Z. Wasilewski, Roman Dmowski umarł, „Myśl Narodowa”, nr 2, 8 I 1939, s. 2.

[4] W. Nowosad, Zgasły jego oczy, „Prosto z Mostu”, nr 3,  15 I 1939, s. 5.

[5] J. Mosdorf, My wszyscy z niego, „Prosto z Mostu”, nr 3,  15 I 1939, s. 2.

[6] K. Pruszyński, Niezadowoleni i entuzjaści. Publicystyka, t. I, 1931-1939, Warszawa 1990,  s. 635.

[7] J. Kisielewski, Dmowski, „Tęcza”, nr 2 , II 1939, s. 6.

[8] I. Fryszkowski, My wszyscy z Niego. Echa prasowe śmierci R. Dmowskiego, Krzeszowice 2006, s. 31.

[9] M. Niedziałkowski, Szlak odwrotu ideowego, Naprzód, nr 12, 12 I 1939, s. 3.

[10] Cat, Józef Piłsudski i Roman Dmowski. Ofensywa i obrona, „Słowo”, nr 3, 4 I 1939, s. 1.

[11] JM, Po zgonie Romana Dmowskiego, „Czas”, nr 5, 5 I 1939, s. 1.

[12] A. Hartlas, Zwycięzca, „Nowy Dziennik”, nr 6, 6 I 1939, s. 6.

[13] Ś. P. Roman Dmowski, „Prawo”, nr 1-2, I-II 1939, s. 2.

[14] Ibidem.

[15] T. Mildren, Roman Dmowski i jego testament, „Głos Narodu”, nr 5, 5 I 1939, s. 1.

[16] J. D. Roman Dmowski, „Nowy Dziennik”, nr 3, 3 I 1939, s. 2.

[17] R. Piestrzyński, Dmowski  jako myśliciel i realizator, „Jutro Polski”, nr 3,  8 I 1939, s. 1.

[18] Roman Dmowski, „Młoda Polska”, nr 1-2, I-II 1939, s. 1.

[19] T. Sikorki, Problematyka wychowania do wojny w publicystyce politycznej Związku Młodej Polski (1937-1939) [w:] Organizacje młodzieżowe w XX wieku. Struktury, ideologia, działalność, pod. red. Patryka Tomaszewskiego i Mariusza Wołosa, Toruń 2008, s. 173.

[20] J. Rembieliński, Dmowski – wychowawca, „Kultura i wychowanie”, nr 1, 1939, s. 3.

[21] Z. Wojciechowski, Po zgonie R. Dmowskiego, „Awangarda”, nr 1-2, I-II 1939, s. 2-4.

[22] Roman Dmowski a polska myśl Państwowa, „Zaczyn”, nr 1, 5 I 1939, s. 2.

[23] Ibidem, s. 2.

[24] W.W., Roman Dmowski nie żyje,  „Wielka Polska”, nr 1, I 1939, s. 7.

[25] I. Fryszkowski, op. cit., s. 26, 28-34.

[26] T. Mildren, Roman Dmowski i jego testament, „Głos Narodu”, nr 5, 5 I 1939, s. 1.

[27] Z. Wojciechowski, Po zgonie R. Dmowskiego, „Awangarda”, nr 1-2, I-II 1939, s. 6.

[28] Po zgonie R. Dmowskiego, „Myśl Polska”, nr 2, 15-31 I 1939, s. 1.

[29] Roman Dmowski a polska myśl Państwowa, „Zaczyn”, nr 1, 5 I 1939, s. 2.

[30] Z. Wojciechowski, Po zgonie R. Dmowskiego, „Awangarda”, nr 1-2, I-II 1939, s. 6; Po zgonie R. Dmowskiego, „Myśl Polska”, nr 2, 15-31 I 1939, s. 1; K. Frycz, System polityczny R. Dmowskiego w jego dziełach, „Myśl Narodowa”, nr 3, 15 I 1939, s. 1-2; A. Hartlas, Zwycięzca, „Nowy Dziennik”, nr 6, 6 I 1939, s. 5.

[31] W.W. Roman Dmowski, „Wielka Polska” nr 2. s. 59.

[32] K. Pruszyński, op. cit., s. 638.

[33] W. Wasiutyński, Styl polityczny Dmowskiego, „Prosto z Mostu”, nr 3,  15 I 1939, s. 2.

[34] P. Grzegorczyk, Pisarstwo Dmowskiego, „Prosto z Mostu”, nr 3,  15 I 1939, s. 4.

[35] J.D. Roman Dmowski, „Nowy Dziennik”, nr 3, 3 I 1939, s. 2; (h). Roman Dmowski. Wspomnienie pośmiertne, „Nasz Przegląd”, nr 3, 3 I 1938, s. 4.

—————————————————————————————————

1 XI 2013

Toruńskie nekropolie

fot. Patryk Tomaszewski

Cmentarz Garnizonowy Toruń

Kiedyś opisywałem Cmentarz św. Jerzego w Toruniu. Dziś chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden znacznie mniejszy ale również piękny toruński cmentarz. Przy ulicy Grudziądzkiej położony jest dawny Cmentarz Garnizonowy. Powstał w XIX wieku. Na nim znajdują się mogiły polskich żołnierzy z wojny polsko-bolszewickiej. Ponadto żołnierzy WP z 1945 roku, leżą również wojskowi radzieccy.

Mogiły żołnierzy walczących z bolszewikami.

Mogiły żołnierzy walczących z bolszewikami.

Spora kwaterę mają lotnicy, którzy ginęli widać dość często w katastrofach lotniczych przed 1939 rokiem.

Groby lotników

Groby lotników

Jest też oddzielna kwatera osób wyznania prawosławnego, znalazłem tam ciekawy grób podpułkownika rosyjskiej armii  – dokładniej – Armii Dońskiej, na nagrobku umieszczono – jelenia przebitego strzałą, który był elementem herbu wojsk dońskich. Poniżej pokażę to zdjęcie.

Mogiły prawosławnych

Groby wyznawców prawosławia

Grób oficera Armii Dońskiej

Grób oficera Armii Dońskiej

Herb Armii Dońskiej

Herb Armii Dońskiej

—————————————————————————————————————————————————–

1 XI 2013

PANNY WYKLĘTE

Lubelska Fundacja Niepodległości, jest wydawcą projektu muzycznego pod tytułem „Panny wyklęte”, którego inspiratorem był Dariusz Malejonek. Płyta zawiera 16 utworów, nie mieszczących się w jednej konwencji muzycznej. Usłyszeć można inspiracje popem, hip-hopem, reggae, rockiem.  W projekcie wzięli udział: Maleo Reggae Rockers, Ania Brachaczek, Gonix, Halina Mlynkova, Ifi Ude, Kasia Kowalska, Kasia Malejonek, Lilu, Marcelina, Marika, Mona, Paresłów, Ania Przybysz, Natalia Przybysz, Paulina Przybysz.

Panny Wyklęte

Płyta wydana została w ramach obchodów Roku Żołnierzy Wyklętych. Mimo mojego dość chłodnego spojrzenia na ostatnio mocno hołubione, nie tylko w środowiskach  narodowych ale również  stricte politycznych związanych raczej z lewicą niepodległościową, postawy podziemia antykomunistycznego, płyta jest ciekawa bez zbytniego patosu. Bez wątpienia przyczyni się do odkłamywania historii. 

Spotkałem się z opiniami, że aranżacje muzyczne są zbyt „wesołe” i nie pasują do tekstów zaprezentowanych na płycie.  Ja osobiście nie odnoszę takiego wrażenia. Mi szczególnie podobają się utwory: Niezłomni – Kasia Kowalska & MRR ; Modlitwa dziewczyńska – Marika & MRR, Noc – Ania Brachaczek, Darek Malejonek & MRR.

Zachęcam do posłuchania płyty – tu link do utworu NOC.

—————————————————————————————————————–

10 IX 2013

ORLA PERĆ

Tatry we wrześniu.

Droga do Doliny Pięciu Stawów Polskich

Droga do Doliny Pięciu Stawów Polskich

W Tatrach Wysokich nie byłem kilka lat, w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich okazało się, że jest bardzo, ale to bardzo dużo ludzi. Niektórzy z nich mający mniej szczęścia spali pod gołym niebem – zabrakło miejsca nawet na podłogach w „piątce”.

W drodze na Zawrat. Fot. P. T

fot. Patryk Tomaszewski,

Każdy chodzący po Tatrach Wysokich marzył aby przejść Orlą Perć, szlak bardzo trudny ale też bardzo eksponowany. Trasa jest faktycznie wyjątkowo trudna i uciążliwa, nie tylko fizycznie ale również psychicznie. Na trasie wiele niebezpiecznych miejsc i utrudnień. Wcześniej  – już kilkanaście lat temu, przeszedłem mały  i stosunkowo łatwy odcinek Orlej Perci od Zmarzłego Stawu, na Zadni Granat, później zaś zszedłem Żlebem Kulczyńskiego do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Jednak tym razem postanowiłem przejść całą trasę od Zawratu do Przełęczy Krzyżne. No i się udało, robiłem niewiele zdjęć ponieważ od pewnego momentu zmęczenie wpłynęło na chęci fotografowania.

Orla Perć, fot. P. Tomaszewski

Zamarła Turnia widok z Orlej Perci

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

———————————————————————————————————————————————————-

4 VIII 2013

Huculszczyzna-Pokucie-Podole-Bukowina – czyli podróż na Wschód

Karpaty wschodnie, fot. Patryk Tomaszewski

Po wyprawie w Gorgany w 2009 roku, postanowiłem z grupa przyjaciół znów udać się w Karpaty Wschodnie. Tym razem interesowało nas pasmo Czarnohory, a przede wszystkim – dwutysięcznik – POP IWAN.

Karpacka krowa, fot. Patryk Tomaszewski

Karpaty Wschodnie pozostają nadal terenem prawie zupełnie pozbawionym turystów, co jest ich niewątpliwym atutem. Trudno sobie wyobrazić w polskich Beskidach, Bieszczadach, nie wspominając o Tatrach aby przez kilka godzin nie mijać w górach ani jednego wędrowca.

Żabie (Wierchowina) - wykorzystanie stojaków do rowerów

Żabie (Wierchowina) – wykorzystanie praktyczne stojaków do rowerów

Obok stojaków do rowerów stał rower "Ukraina".

Malowniczo położone tereny na pograniczu dawnej  II RP są naprawdę piękne, warto zobaczyć nie tylko wspaniałe góry, ale także pograniczne miasteczka.

Kondukt żałoby - Rachów.

Kondukt żałoby – Rachów.

Stary Kirkut - Rachów

Stary Kirkut – Rachów

Z Zakarpacia, a więc dawnej Czechosłowackiej strony Karpat (następnie Węgierskiej), przejechać można na „galicyjską” stronę – pociągiem z Rachowa.

Kolej z Rachowa, fot. Patryk Tomaszewski

Kolej, fot. P. Tomaszewski

Rachów to niespecjalnie ładne, jeśli chodzi o architekturę miasto, ale za to najwyżej położone na Ukrainie 820 m n.p.m pomiędzy wzniesieniami Świdowca i Czarnohory.

Wiadukt w Worochcie

Wiadukt w Worochcie

Jazda pociągiem z Rachowa to dla cierpliwych, wspaniała krajoznawcza wyprawa, można podziwiać piękną dolinę Czarnej Cisy, tunele i wiadukty, do tego oczywiście dochodzi obserwacja współpodróżnych, którzy zmieniają się jak w kalejdoskopie na kolejnych stacyjkach.

Pociąg z Rachowa - fot. P. Tomaszewski

Kołomyja – a więc stolica Pokucia, na pierwszy rzut oka nie prezentuje się zbyt imponująco, centrum jednak przypomina trochę Stanisławów, zabudowa choć niewielka to jednak interesująca.

KOłomyja - noc

Kołomyja – noc

Z Kołomyi można dojechać pociągiem do Zaleszczyk, miasto malowniczo położone,  jak pisał w swym przewodniku po Galicji dr Mieczysłwa Orłowicz: „Zaleszczyki podniesiono do rzędu miasta dopiero w r. 1766, własność niegdyś Poniatowskich, posiadają szereg barokowych budowli i fundacyj. […] Zaleszczyki oblane z trzech stron szeroką wstęgą Dniestru, położone jakby na półwyspie. Klimat Zaleszczy jest najcieplejszy w Galicyi – dojrzewa tu mnóstwo moreli. W jarze Dniestru rosną bardzo rzadkie rośliny stepowe i piękne kwiaty”. Przez most w Zaleszczykach na bukowińską  –  rumuńską stronę we wrześniu 1939 r. przeszedł pisarz i publicysta  – Melchior Wańkowicz.

Zaleszczyki

Kościół katolicki pw. św. Stanisława z fundacji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Powstał w latach 1763-1828

Idąc w stronę centrum w Zaleszczykach natrafimy na stary cmentarz z grobami znamienitych Polaków  – mieszkańców miasta.

Cmentarz - Zaleszczyki, fot. P. Tomaszewski

Pałac Poniatowskich z końca XVIII wieku, przebudowany w 1831 roku. Mieszkał w nim książę Józef Poniatowski.

Pałac Poniatowskich z końca XVIII wieku, przebudowany w 1831 roku. Mieszkał w nim książę Józef Poniatowski.

Znajdujący się przy moście modernistyczny polski budynek celny z lat XX-tych.

Znajdujący się przy moście modernistyczny polski budynek celny z lat XX-tych.

Z Zaleszczyk warto udać się do stolicy Bukowiny – czyli położonych nad Prutem  – Czerniowiec. Miasto jest przepiękne, w znacznej mierze z zabudową secesyjną. Budynek tamtejszego uniwersytetu wpisany jest na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Czerniowce

Czerniowce

Teatr w Czerniowcach

Teatr w Czerniowcach

Czerniowce, fot. P. Tomaszewski

Czerniowce

Czerniowce

Dworzec - Czerniowce

Dworzec – Czerniowce

Warto wspomnieć, że w Czerniowcach mieszkało sporo Polaków. W mieście do dziś zachował się gmach Domu Polskiego. Na założonym w 1875 roku uniwersytecie sporo z nich studiowało.  W latach 1880-1890 spośród ogólnej liczby 5 297 studentów, Polacy stanowili 9,94%, zaś w następnym dziesięcioleciu, w latach 1890-1900, liczba studentów na uniwersytecie wzrosła do 7 037, zaś liczba Polaków wynosiła wówczas 676 osób, czyli 9,6%. W roku 1877 rozpoczęło swoją działalność Towarzystwo Akademików Polskich w Czerniowcach „Ognisko”; była to pierwsza polska organizacja studencka. Towarzystwo w swej strukturze i programie, szczególnie po reformie przeprowadzonej prawdopodobnie w roku 1907, stało się organizacją typu korporacyjnego (nie określało się jako korporacja, ale miało cechy tego typu organizacji), posiadająca zarówno hierarchiczną strukturę, jak również przypominającą korporacyjną symbolikę. W roku 1910, w wyniku rozłamu w Towarzystwie Akademików Polaków „Ognisko”, powstała korporacyjna o nazwie „Lechia”.

Pierwszym prezesem korporacji został Franciszek Różyłowicz. Za cel „Lechia” stawiała sobie roztaczanie opieki nad młodzieżą, werbowanie do „Lechii” Polaków, będących członkami innych narodowościowo korporacji, samokształcenie w duchu przyjaźni i przywiązania do wartości patriotycznych.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej zebranie korporacji odbyło się dnia 19 listopada 1921 r. Ukonstytuował się wówczas zarząd w składzie: prezes dr Kazimierz Żukowski, wiceprezes Tadeusz Miciński, skarbnik Jan Pustelnik. Z korporacją współpracował konsul polski Eustachy Lorentowicz. „Lechia” współpracowała z rumuńskimi korporacjami „Bucovina” i „Moldova” oraz wielonarodowościową korporacją „Gothi”. Należy dodać, że z czasem jednak „Gothia”, ze względu na odchodzenie z niej Polaków, przestała przyjmować obywateli narodowości polskiej jako swych członków.

Uniwersytet w Czerniowcach (Cerkiew seminaryjna)

Uniwersytet w Czerniowcach (Cerkiew seminaryjna)

Działacze korporacji prowadzili akcję odczytową, brali udział w wyborach do władz Towarzystwa Bratnia Pomoc i Czytelnia Polska, działali w kółku literackim i chórze. Ponadto brali udział w pracach Polskiej Rady Narodowej w Wielkiej Rumunii. Czynie uczestniczyli w protestach przeciw zamykaniu polskich szkół na Bukowinie. Dnia 17 września 1922 r. wraz z innymi towarzystwami polonijnymi witali przybyłego na Bukowinę Józefa Piłsudskiego. „Lechia”, po zakończeniu pierwszej wojny światowej, działała wraz z innymi organizacjami takimi jak wspomniane „Ognisko”, Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” – przy Domu Polskim. Dziś w dawnym Domu Polskim znajduje się Szkoła Muzyczna. Korporacja utrzymywała również kontakt ze Stowarzyszeniem „Ognisko” we Lwowie – grupującym byłych studentów z Czerniowiec. W roku 1931 korporacja liczyła 19 członków. W 1933 r. „Lechia” brała udział w zlocie organizacji polskich w Rumunii. Jej delegacja uczestniczyła w odsłonięciu pomnika pod Rarańczą.

—————————————————————————————————————————————-

MARSZ DLA ŻYCIA I RODZINY w TORUNIU (9 VI 2013) kilka fotek. Marsz napawa optymizmem, szczególnie zważywszy na sytuację demograficzną Polski. Więcej zdjęć i informacji tu

Marsz Życia i Rodziny

Marsz

Marsz dla Życia i Rodziny, fot. P. Tomaszewski Marsz dla Życia i Rodziny, fot. P. Tomaszewski

———————————————————–

Najnowszy numer „Historii i Polityki”. Do nabycia TU

W numerze:

Myśl polityczna
Marcin Czyżniewski, „Konserwatywny liberalizm Václava Klausa”
Jarosław Tomasiewicz, „Ugrupowania zadrużne i neozadrużne w okresie okupacji hitlerowskiej (1939-1945)”
Patryk Tomaszewski, „Ekstremizm polityczny, a bezpieczeństwo państwa – rozważania w kontekście Polski”
Stosunki międzynarodowe
Lucyna Czechowska, „Realia prowadzenia polityki zagranicznej państw w pierwszej dekadzie XXI wieku”
Piotr Zariczny, „Niemieccy korespondenci zagraniczni w III RP i ich postrzeganie Polski”
Wojciech Stankiewicz, „Dyplomacja publiczna – amerykański punkt widzenia”
Varia
Potorski Radosław, „Recepcja funduszy strukturalnych w Polsce jako impuls kreujący postawy społeczeństwa obywatelskiego”
Patryk Tomaszewski, „Mundur i emblemat jako element komunikatu politycznego Związku Młodych Narodowców”
Recenzje i omówienia
Jacek Misztal, „Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska 1922-1939”, Krzeszowice 2012
Roman Bäcker, „Nietradycyjna teoria polityki”, Toruń 2011
Camous Thierry, „Wschód–Zachód. 25 wieków wojen” („Orients-Occidents”), Warszawa 2011
Henryk Kocój, „Dyplomaci pruscy w powstaniu kościuszkowskim”, Kraków 2011
Grzegorz Janusz, „Ochrona praw mniejszości narodowych w Europie”, Lublin 2011

Historia i Polityka 2012

———————————————————————————————

Nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK, ukazał się wybór źródeł dotyczących bezpieczeństwa międzynarodowego, czy jak kto woli zewnętrznego państwa, pod redakcją naukową Arkadiusza Lewandowskiego, Grzegorza Radomskiego oraz moją.

Bezpieczeństwo zewnętrzne państwa

————————————————————————————————-

3 IV 2013

Na stronie www.klubkonserwatywny.pl, mój artykuł o Organizacji Monarchistycznej na Pomorzu.

Organizacja Monarchistyczna fragment winiety pisma

——————————————————————————————–

1 III 2012

Można dyskutować o pewnych sprawach związanych z Żołnierzami Wyklętymi; oceniać poszczególnych dowódców, czy zgrupowania. Można przyjąć, że ich postawa była zbyt romantyczna i należało postępować inaczej, choćby jak Stefan Kisielewski, czy Aleksander Bocheński. Nie można jednak nie pamiętać o Bohaterach, albo starać się zmarginalizować ich postawę, a to zauważam dziś w głównych opiniotwórczych mediach. Oddam więc, jakże aktualny, głos wspaniałemu poecie.

Zbigniew Herbert „Wilki”

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem
,,Ciemny” a ,,Świt” – księgowym
“Marusia” – matką ,,Grom” – poetą
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować – gryzipiórkom –
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy

Z dużym opóźnieniem ukazał się kolejny numer wychodzącego pod moją redakcją półrocznika „Historia i Polityka”, tym razem poświęconego liberalizmowi. Więcej na stronie www.cycero.net i www.hip.umk.pl

Historia i Polityka

————————————————————————————————–

W imieniu Klubu Konserwatywnego w Toruniu serdecznie zapraszam na wykład otwarty prof. dra hab. Aleksandra Nalaskowskiego pt. W poszukiwaniu Polski – na drodze ku „pedagogii źródeł”. Prelekcja odbędzie się w czwartek 13. grudnia 2012 roku w sali nr IX budynku Wydziału Humanistycznego UMK (Harmonijka) przy ul. Fosa Staromiejska 1a, o godzinie 18:15.

——————————————————————-

Adam Strug

———————————————————————————————————————

6 XI 2012

Wilno fotki

Wilno

Wilno

fot. Patryk Tomaszewski

Wilno, fot. Patryk Tomaszewski

Wilno

———————————————————————————-

Miło mi poinformować, że moje zdjęcie, zostało zakwalifikowane do tegorocznej wystawy pokonkursowej „Etnoklimaty”. Więcej o konkursie

http://www.etnomuzeum.pl/pl/etnoklimaty2012

————————————————————————————————————–

Po długim oczekiwaniu ukazał się pod moją redakcją multimedialny biuletyn kół naukowych i organizacji studenckich UMK

www.kolanaukowe.umk.pl

————————————————————————————————–

Polacy przebywający w Wilnie najczęściej pamiętają o Cmentarzu na Rossie, zapominają o innych nekropoliach, na których znajdują się piękne nagrobki, przede wszystkim Polaków, mieszkających nad Wilją. Niestety odwiedzając cmentarze dysponowałem „podręcznym” małym aparatem, więc tylko kilka fotek.

Cmentarz parafii kościoła św. Piotra i Pawła

Patryk Tomaszewski

Patryk Tomaszewski

Cmentarz Antokolski określany jako wojskowy

Patryk Tomaszewski, Gruzin na cmentarzu Antokolskim

———————————————————————————————————

Zachęcam do wysłuchania ciekawej audycji o korporacjach z Trójki

Tu można znaleźć audycję

———————————————————————————————————–

Mam zaszczyt poinformować, że moja książka pt. Polskie korporacje akademickie w latach 1918-1939. Struktury, myśl polityczna, działalność” została nominowana do nagrody Książka Historyczna Roku. Można na nią głosować wchodząc na stronę http://www.ksiazkahistorycznaroku.pl/

———————————————————————————————————————————–

Jutro to znaczy 17 października, o godzinie 14.00 w Tumulcie, na rynku nowomiejskim odbędzie się spotkanie z Pawłem Kukizem organizatorem akcji ZMIELENI – ja przed wystąpieniem Pana Pawła będę miał krótką prelekcję na temat ordynacji wyborczych.

Zapraszam. Szczegóły tu!

—————————————————————————————————–

Sierpc – skansen wrzesień 2012

19 IX 2012

Wszystkich miłośników fantastyki i gier zapraszam 5-7 października na Copernicon, który odbędzie się tym razem w gmachu Collegium Maius UMK, podczas festiwalu najprawdopodobniej poprowadzę spotkanie z Jackiem Komudą , również zapraszam.

————————————————————————————————–

1 IX 2012

Kim byli Jan Mosdorf i Karol Stefan Frycz? Jakie miejsce zajmowali w ruchu narodowym?  Czym wyróżniali się na tle obozu narodowego w głoszonych przez siebie koncepcjach? Czym była idea „Nowego Baroku”? Dlaczego obaj są obecnie zapomniani?

Na te i inne pytania odpowiedzą Arkadiusz Meller, dr Wojciech Muszyński, dr Patryk Tomaszewski podczas spotkania Jan Mosdorf i Karol Stefan Frycz. Z dziejów zapominanych kart ruchu narodowego w Polsce, które odbędzie się już 5 września o godz. 17 w Muzeum Niepodległości przy Al. Solidarności 62.

Serdecznie zapraszam, więcej:

http://www.facebook.com/events/144559225684772/

Spotkanie poprowadzi Daniel Pawłowiec z Muzeum Niepodległości.

Spotkanie będzie połączone z promocją książki Ku Nowemu Barokowi. Myśl polityczna Karola Stefana Frycza (1910-1942) oraz wznowienia pracy Jana Mosdorfa Wczoraj i jutro. Biblia narodowego-radykalizmu.

13 VIII 2012

Romantycy

i realiści

Minęła 68 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, rozgorzała o nim znów dyskusja, szczególnie na prawicy na temat jego sensu i rozumienia.

W swym eseju, nie zamierzam negować bohaterstwa i heroizmu powstańców, nie mogę jednak pozostać obojętny wobec pewnego pomieszania pojęć, które zaczęło dotykać kręgi części prawicy.

Otóż szczególnie interesują mnie dwa środowiska – szeroko rozumianych konserwatystów oraz część środowisk narodowych.

Obóz narodowy, a szczególnie sam Dmowski niezbyt entuzjastycznie odnosili się do idei powstańczych. Jako przykład wcześniejszego nastawienia przywódcy endecji do walki powstańczej  – może posłużyć postawa płynącego do Japonii Dmowskiego, który dotarł tam przed Piłsudskim aby …. zwalczać idee walki zbrojnej przeciw Rosji,  jaką chciał (utworzenie legionu przy boku Japonii) zaoferować Japończykom Ziuk. Dziś w środowiskach nacjonalistycznych, myśl Dmowskiego, w mojej ocenie, została spłycona i połączona z myślą romantyczną reprezentowaną przez obóz insurekcyjno-niepodległościowy. Aby wyjaśnić niezrozumienie przez współczesnych epigonów poglądów Dmowskiego, przytoczę spory fragment rozważań, moim zdaniem, jednego z najwybitniejszych publicystów obozu narodowego,  dawnego działacza Ruchu Narodowo-Radykalnego – Wojciech Wasiutyński, który w wydanej w 1946 roku książce „Ruiny i Fundamenty” pisał: „Każdy ruch społeczny o zacięciu historycznym ma swój ideał estetyczny. Dla socjalizmu, może więcej nawet od doktryny Marx’a zrobił ideał estetyczny Robotnika przez duże r. Ideał estetyczny trudno jest tracić, trzeba go raczej odmalować. Ideał socjalizmu to tłum młodych, silnych, z rozwianym włosem, z zakasanymi rękawami, nad nimi wieje czerwona płachta sztandaru, idą młodzi – niezłomni – nieprzeliczeni, przeciw nim lufy policji, zdrada i złoto, ale ich nic nie złamie…Miał swój ideał estetyczny i wojujący liberalizm z pierwszej połowy zeszłego wieku i nawet związki wolnomularskie. (w ciszy odciętego od świata gabinetu wolni od uprzedzeń i wyżsi ponad namiętności prawdziwi mędrcy w łagodnej, ale nieubłaganej dyskusji ustalają  losy mas ludzkich i tronów). Ideał powstańca zwycięzcy żył w polskim ruchu socjalistycznym w początkach bieżącego stulecia nad ideałem Robotnika. Jeszcze większe zwycięstwo odniósł w tym czasie nad Narodową Demokracją. Czynnikiem, który oderwał przed pierwszą wojną światową młodzież i robotników od endecji (chodzi o szereg rozłamów w łonie endecji w okresie 1907-1911 – uniezależnienie ZET i oderwanie Narodowego Związku Robotniczego – przyp. P.T.), było nie rozumowanie polityczne a ideał estetyczny ulegający wyrobieniu przez pokolenia gustowi, ideał Powstańca. Radykalizm Strzelców czy Legionistów był tylko dodatkiem, i to mieszczącym się w tradycji, do ideału powstańca. Ale najtragiczniejszy może być triumf ideału powstańca w naszych czasach. Po klęsce wrześniowej naród polski nie tylko w rozumowaniu ani nawet w mistycyzmie, ile w ideale powstańca i jego starszego brata, kolorowego ułana, znalazł ochotę do walki i życia. Gdy jedni przekradali się starym obyczajem za granicę do wojska, inni założyli zręby najbardziej imponującej konspiracji wojskowej, jaką zna Europa, i jaką znają dzieje Polski. Konspiracja ta od pierwszej chwili żyła ideałem powstańczym.

Najliczniejsze szeregi młodych konspiratorów tej doby wyszły pozornie ze szkoły Dmowskiego. Dmowski w swej pracy wychowawczej całe życie walczył z kolorowym ułanem – z kultem powstańca, z legendą rewolucji i Legionów, z kultem wojska. Młode pokolenie poszło za nim pozornie, ale wystarczyło przetrzebienie przywódców i zepchnięcie życia politycznego w podziemia, aby masa młodych narodowców poszła ofiarnie i gorąco za ideałem Ułana, wbrew ideom Dmowskiego. Nad rozumowaniem politycznym odniósł triumf i wśród nich ideał estetyczno-polityczny. Chcieli być powstańcami. I zostali nimi. Na ołtarzu polskiego Appolina złożono najkrwawszą  i najbardziej niszczącą hekatombę. Nieodmiennie, jak w szeregach poprzednich pokoleń obcy umieli wyzyskać wzniosły i nierozumny płomień tlący się w duszy polskiej przed obrazem kolorowego ułana”. Cytat trochę długi, ale celnie oddający sedno myślenia politycznego Dmowskiego i myślenia insurekcyjnego. Dziś znów wśród apologetów Dmowskiego zaczęły rozbrzmiewać fanfary estetyki młodych silnych z szturmówkami w dłoni! Jak wspomniałem we wstępie eseju – nie można oczywiście odmówić ofiarności czy też honoru i patriotyzmu walczącym nie tylko w Powstaniu Warszawskim, ale także w konspiracji niepodległościowej  – Żołnierzom Wyklętym (NSZ, NOW, WiN  innym organizacjom). Niemniej należy pamiętać, że stali oni parafrazując Józefa Mackiewicza na „drodze donikąd”. Jednocześnie zadać sobie należy pytanie – czy czasami największym myśleniem według szkoły Dmowskiego nie wykazała się Brygada Świętokrzyska, która przedostając się na Zachód uratowała wielu wspaniałych patriotów, którzy co prawda na przymusowej emigracji, ale jednak pracowali na rzecz przyszłej niepodległej Polski.

Wracając jednak do oceny powstania, warto zapoznać się z tym co o nim pisał wspaniały patriota, uczestnik powstania prof. Wiesław Chrzanowski. Przypomina on jak działacze narodowi podchodzili do jego wybuchu. W wywiadzie „Pół wieku polityki. Czyli rzecz o obronie czynnej”, na pytanie jak na powstanie zapatrywało się środowisko dwudziestoletnich żołnierzy konspiracji odpowiadał: „Panuje obiegowy, w dodatku utrwalony wielu wypowiedziami pogląd, że młodzieży warszawskiej nie można było powtarzać, że walki wybuchłyby niezależnie od rozkazów. Nie odpowiada to prawdzie. Oddziały były zdyscyplinowane, a w wielu z nich zdawano sobie sprawę choćby ze stanu uzbrojenia. Kierownictwo naszej akademickiej organizacji Młodzieży wszechpolskiej miało inny od Komendy AK pogląd na sytuację. Jeszcze 28 lipca 1944 roku, a więc tuż przed terminem pierwszej mobilizacji Zarząd MW – stołecznego środowiska postanowił przeciwdziałać wywołaniu Powstania.

W dniu jego wybuchu – nie bez wysiłku – dotarliśmy do kilku członków Rady Jedności Narodowej. Próbowaliśmy ich skłonić do zaniechania powstańczej decyzji, że w ówczesnych warunkach akcja jest pozbawiona szans powodzenia – przecież dotarły już informacje o aresztowaniu ujawnionej w ramach Akcji „Burza” Komendy AK i Delegatury Rządu w Lublinie […]”.

Więcej o ocenie obozu narodowego – postaw powstańczych, romantycznych i samym Powstaniu Warszawskim pisać chyba nie trzeba.

Dziś przeczytałem artykuł Wojciecha Wencla na temat powstania pt. „Rzeczpospolita powstańcza”, ten uzdolniony poeta i felietonista pisze: „Polacy kilkakrotnie musieli wybierać między zagładą narodu w wyniku złamania ducha i metodycznej eksterminacji patriotów a krańcowo ryzykowną próbą odzyskania wolności. Na tle dowódców np. powstania styczniowego ich następcy z 1944 r. okazali się wyjątkowo realistycznymi strategami. Jeśli ktoś kwestionuje sens takiej walki, powinien wybrać sobie inny naród z innym położeniem geopolitycznym i inną historią. Żyjąc na marginesie wspólnoty, której duszy nie rozumie, pozostanie człowiekiem sfrustrowanym i nieszczęśliwym”. Trudno mi się zgodzić z tymi słowami, Pan Wencel, myśli prawdopodobnie następującymi kategoriami – gdyby nie Powstanie Styczniowe nie byłoby pozytywizmu, gdyby nie Powstanie Warszawskie nie byłoby Sierpnia 80’ i Solidarności, a pewnie sowieci doszliby do Renu, a cała Europa byłaby czerwona. Rozważania alternatywnych historii nie mają sensu, chyba, że jako rozrywka intelektualna. Znamy fakty, a więc i cenę jaką ponieśli sami powstańcy, ludność cywilna miasta  i sama stolica, która przecież dziś, również na skutek powstania, może być w swym przedwojennym pięknie tylko odtwarzaną w filmach typu Warszawa 1935.

Co do dygresji Pana Wencla o narodzie – jak wiadomo trudno go sobie wybrać, choć można się faktycznie stać internacjonalistą.  Natomiast jedno jest pewne – myślenia Pana Wencla  nie podzielaliby tacy wybitni ludzie prawicy jak wspomniany już Dmowski, ale również przedstawiciele konserwatystów krakowskich zwani „Stańczykami”, podzielałby je natomiast zapewne Józef Piłsudski. W mojej ocenie zgodzić się należy ze Stefanem Kisielewskim, który o powstaniu pisał: „Ciągle pozostaje niezwykle trudnym dotarcie do świadomości społecznej, że Powstanie Warszawskie posiadało dwa aspekty. Z jednej strony niebywałego bohaterstwa Powstańców i poświecenia ludności cywilnej – z drugiej strony kompromitującego braku wyobraźni politycznej, nieodpowiedzialności i ignorancji zawodowej pomysłodawców Powstania – bo nie można ich nazywać dowódcami. Prawda jest taka, że żołnierze AK zaufali przywódcom Powstania, że poprowadzą ich do zwycięstwa, czyli pokonania garnizonu niemieckiego w Warszawie – a ci poprowadzili ich do z góry ZAPLANOWANEJ KLĘSKI. Okulicki na naradzie Komendy Głównej AK w lipcu 1944 mówił: „Musimy się zdobyć na czyn, który wstrząśnie sumieniem świata. W Warszawie mury się będą walić i krew poleje się strumieniami, aż opinia światowa zmusi rządy 3 mocarstw do zmiany decyzji z Teheranu”. Tak wiec dowódcy AK zdawali sobie sprawę, że Powstanie militarnie nie ma szans na powodzenie, jest w założeniu skazane na klęskę i miało być tylko rozpaczliwym krzykiem protestu przeciw zniewalaniu Polski przez Sowiety.
Miało być tylko rozpaczliwą polityczną demonstracją wobec Roosevelta i Churchilla, w oczekiwaniu na ich pomoc w obliczu nadchodzącej Armii Czerwonej […]”.

Dziwi mnie również postawa części środowisk uznających się za konserwatywne, które z wielką apologetyką podchodzą do Powstania Warszawskiego, zapominając co na temat powstań pisali przedstawiciele konserwatyzmu w XIX wieku. Choć niektórzy z nich jak Stanisław Tarnowski brali udział w Powstaniu Styczniowym – sprawa moim zdaniem podobna do udziału W. Chrzanowskiego w Powstaniu Warszawskim.  Bardzo dobrze myślenie romantyczne, które może nie zawsze, ale bardzo często, leży u podstaw myśli insurekcyjnej opisuje Aleksander Bocheński (oczywiście część czytelników powie no tak tłumaczył swoim „realizmem” współpracę z komunistami i udział w PAX), jednak przytoczę jego opinię, ponieważ jest ona przykładem, w mojej ocenie, myślenia realnego: „Kult walk powstańczych, jako rzekomej przyczyny odzyskania niepodległości, i kult tradycji feudalnych nakazujący apoteozę samej tylko bojowości – przy lekceważeniu rozwoju gospodarczego – wywarł decydujący wpływ na powstanie ludności i decydentów polityki polskiej przed II wojną światową i podczas niej” (Rozmyślania o polityce polskiej”).

Być może moja analiza myślenia „kolorowego ułana” i postaw zarówno ojców myśli konserwatywnej jak i czołowej postaci myśli nacjonalistycznej wynikają z faktu zajmowania się zawodowo myślą polityczną. Być może dopuszczalne jest łączenie kilku tradycji, kilku narracji politycznych w jedną całość, mi jednak trudno wyobrazić sobie jednocześnie apologetę myśli Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Być może spory nad trumnami już ustały – jednak różnice w rozumieniu sprawy polskiej tych dwóch mężów stanu były nader wyraźne.  W chwili obecnej taką synkretyczną postawę widzę zarówno w środowisku niepodległościowym, jak i części środowisk odwołujących się do myśli konserwatywnej oraz narodowej. Współpraca polityczna różnych środowisk politycznych określających się mianem prawicy (przecież mamy ich kilka: konserwatywna, radykalna, nacjonalistyczna, liberalna) istnieje – trudno mi sobie jednak wyobrazić sytuację, aby zapanowała zgodność co do oceny powstań, w tym przede wszystkim warszawskiego.  Z tego choćby względu nie odmawiałbym osobom odmiennie oceniającym powstanie od Pana Wencla – przynależności do narodu polskiego.

———————————————————————————————————————

27 VII 2012

Gruzja

Kaukaz

Początek lat 90’ pamiętam już dość dobrze, wśród wielu obrazów, w mej pamięci, znajdują się te dotyczące rodzącej się w Polsce wolności gospodarczej. Przejawiała się ona wielkim bumem sprzedaży różnych towarów na ulicach, na targowiskach i skwerach  – można było dostać prawie wszystko – wojskowy sprzęt poradziecki –  noktowizory, plecaki, bagnety, pewnie też Kałasznikowy choć te nie leżały na oczach gapiów. Poza tym przywożone z Zachodu walkmany, wieże, kasety, gierki itp…. Zagrać w trzy karty. W miastach i miasteczkach powstawały dość specyficznie, trochę przaśnie wystrojone puby i restauracje. Na drogach pojawiły się zachodnie auta, kolesie w skórzanych kurtkach z „kietami” na szyi – byli określani mafią i spotykało się ich w każdym miasteczku. Każda wioska w remizie strażackiej, czy budynku GS miała swoją dyskotekę, a przy stolikach siedzieli razem ludzie z półświatka i przemianowani na policjantów – milicjanci. Oczywiście wiadomo jest, że wolność gospodarcza w Polsce rozpoczęła się od reform Wilczka, a nie po Okrągłym stole, a z każdym rokiem posuwał się w Polsce fiskalizm, a z ulic w ramach cywilizowania się systemu  (czy raczej się domykał) – znikali handlarze.

fot. Patryk Tomaszewski

W każdym razie, to co  do dziś uznaję za złe z tamtych czasów to właśnie brak poczucia bezpieczeństwa, powiązania korupcyjne między przestępcami, a tutejszą oraz ruską mafią zarówno przez duże jak i małe „m”. Do tego dochodziły powiązania, które do dziś trudno odkryć i zbadać, a więc między powstającym wolnym biznesem a funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa.

Po przylocie do Gruzji od razu obrazy, które tam zobaczyłem skojarzyły mi się z tymi z początku lat 90’ w Polsce. Przy dworcu kolejowym w Tbilisi, każdy prawie czymś od rana handluje, stara się zarobić kilka Lari. „Tu jest życie” pomyślałem. Oczywiście handel uliczny, nieskrępowany, może istnieć tylko wówczas gdy państwo nie stosuje ogromnej ilości przepisów, utrudnień, zakazów. Nie nasyła na rodzących się przedsiębiorców policji podatkowej, sanepidu, inspektoratów pracy itp… w Gruzji mamy więc dużo więcej wolności gospodarczej, tej na najniższym, powiedziałbym ludzkim poziomie. Spotkani w Gruzji ludzie z UE często podkreślają, że to nie wolność a chaos i chętnie by wprowadzili cały szereg przepisów „usprawniających” funkcjonowanie wolnego rynku i jego „ucywilizowanie”. Jak wspomniałem, w Polsce z początku lat 90’ brakowało poczucia bezpieczeństwa ze względu na słabość organów ścigania i sądownictwa. Dziś w Gruzini władze starają się walczyć z korupcją w sadownictwie, policji, wypuszczają sporo patroli na ulicę aby obywatel, a także turysta czuł się bezpiecznie. Dbałość o bezpieczeństwo nie oznacza na szczęście tworzenia zbędnych zakazów, można spokojnie siąść sobie na ławce zapalić papierosa, wypić piwo, rozstawić namiot w racjonalnym miejscu bez zbędnych pozwoleń, pytań, opłat.

Gruzja boryka się z wieloma problemami wynikającymi choćby z położenia geopolitycznego – jest to kraj w strefie zainteresowania przede wszystkim Rosji, ale też Turcji. Gruzini w chwili obecnej nie mogą wjechać do dwóch regionów autonomicznych, które obecnie podobnie jak Republika Nadniestrzańska, są krajami nieuznawanymi przez większość opinii międzynarodowej – chodzi o Osetię Południową i Abchazję. Nie zmienia to jednak faktu, że pod kuratelą Rosji,  republiki te są poza jakimkolwiek wpływem Tbilist. Sytuacja ta pokazuje jak trudne do egzekwowania jest prawo międzynarodowe, no i oczywiście jak ciekawym przypadkiem jest za każdym razem powstawanie w dzisiejszym świecie nowych tworów państwowych, przy inercji opinii międzynarodowej.

fot. Patryk Tomaszewski

Przed przyjazdem do Gruzji, czytałem wiele o gościnności Gruzinów, traktując opisy przewodników, wpisów internetowych z przymrużeniem oka. Rzeczywistość okazała się zaskakująca, ponieważ Gruzini, naprawdę są nastawieni bardzo życzliwie i zazwyczaj, szczególnie na prowincji bezinteresownie. Ciepło wyrażają się o śp. Lechu Kaczyńskim, w mojej ocenie, dzięki któremu, dowiedzieli się o Polsce. Z Gruzinami faktycznie zawsze można porozmaiac, napić się Czaczy (ich księżycówka, czy też winiak produkowany z wytłoków winogronowych), czy też domowego wina, które jest produkowane w wielu domach. W górach produkcja spożywcza ma charakter dość autarkiczny, nastawiony na rynek lokalny – dzięki czemu sery, wina czy lawasz są smaczne, świeże, pozbawione konserwantów.

Gruzja dla turysty jest krajem przepięknym, szczególnie urokliwe są góry. Nie spotkamy na szczęście w nich zbyt dużo turystów (poza rejonami zareklamowanymi w przewodnikach), trzeba dodać, że nie ma tam też wytyczonych szlaków. W każdym razie będąc tam, można poczuć się (gdyby nie tropy krów które wypasają się na wysokościach ponad 2000 m n.p.m.), że jest się odkrywcą tych miejsc.

fot. Patryk Tomaszewski

fot. Patryk Tomaszewski

 ——————————————————————————————————————————————————–

13 VII 2012

Od kilku dni dostępną jest w sprzedaży opracowana przez Arkadiusza Mellera i moją osobę, książka KU NOWEMU BAROKOWI. Myśl polityczna Karola Stefana Frycza (1910-1942). Wybór źródeł, wydana przez Wydawnictwo von borowiecki.

MOŻNA KUPIĆ KLIKAJĄC TU

Karol Stefan Frycz był publicysta nietuzinkowym, apologetą polskiej gentry, uznający znaczenie szlachty w dziejach narodu. Wielki przyjaciel Węgier. Publikował przede wszystkim na łamach „Myśli Narodowej” oraz „Prosto z Mostu”.

22 V 2012

Kilka fotek z majowego pobytu w Irlandii

————————————————————————————————————

PRO MEMORIA

Profesora Wiesława Chrzanowskiego poznałem stosunkowo niedawno – gdyż w roku 1999, później w roku 2001 miałem okazję gościć u niego w mieszkaniu, gdzie dzielił się z kilkoma młodymi osobami, różnymi spostrzeżeniami dotyczącymi bieżącej polityki, ale także wspominkami o czasach minionych. Mnie z racji moich ówczesnych zainteresowań, interesowało  głównie życie przedwojennej Warszawy, postać ojca – prof. Politechniki Warszawskiej – Wiesława Chrzanowskiego. Ciekawiły mnie również czasy okupacji, Młodzieży Wszechpolskiej, konspiracji. Pan Wiesław opowiadał nam o tym, swym spokojnym głosem, traktując, nas wówczas jeszcze młodzieńców, jako partnerów do rozmowy. To utkwiło mi do dziś w pamięci.
Niedawno z racji zainteresowań badawczych, pracy nad rozprawą habilitacyjną, postanowiłem odwiedzić prof. Chrznowskiego w jego mieszkaniu przy ul. Solec. Do Warszawy pojechałem wraz z Kolega. Profesor przywitał nas niezmiernie życzliwie, choć mojego kolegę widział po raz pierwszy. O czym rozmawialiśmy. Wspominaliśmy trochę czasy Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, „Sprawy Polskiej”, później zaś przeszliśmy do pytań interesujących nas jako naukowców. Pytałem Profesora jak ocenia dziś Unię Europejską, nasze w niej położenie, czy Polska jest w otoczniu międzynarodowym bezpieczna. Profesor dostrzegał wiele mankamentów polityki wewnętrznej Unii, procesy migracyjne, tworzenie się gett kulturowych, antagonizmy między poszczególnymi nacjami i grę poszczególnych silnych aktorów. Zauważył jednak, że sytuacja międzynarodowa-  globalne bloki, zmuszają niejako do szukania rozwiązań mogących sprzyjać jednoczeniu Europy. Zauważał jednocześnie, że to zjednoczenie musi być oparte na wielkiej idei  – chrześcijaństwie. Zdaniem prof. Chrzanowskiego tylko Europa wspólnych, wielkich wartości jakie niesie chrześcijaństwo może prowadzić do prawdziwej wspólnoty narodów europejskich, podkreślał jednocześnie, że nie wierzy w upadek państwa narodowego jako podmiotu polityki międzynarodowej.
Oczywiście jest to tylko jeden z wątków naszej rozmowy, którą w całości nagrywaliśmy, rozmowy, którą mieliśmy nadzieję kontynuować za jakiś czas. Właśnie czas, o którym pamiętał profesor gdy rozmawiałem z nim przed przyjazdem do Warszawy (24 kwietnia), mówiąc do mnie z  wielkim spokojem, powiedziałbym z nutą żartobliwości, o tym abym zadzwonił jeszcze w poniedziałek dwudziestego trzeciego kwietnia, ponieważ w wieku profesora, liczy się każdy dzień! Odbierałem te słowa w sposób niedojrzały, odpowiadając, że nie można tak myśleć, że przecież jeszcze nie czas…. Cóż w niedzielę 29 kwietnia dowiedziałem się o śmierci wielkiego patrioty, wychowawcy pokoleń publicystów, polityków, naukowców – człowieka o wielkim sercu, wiedzy i doświadczeniu. Trudno mi dziś pisać, że odszedł człowiek  łączący czasy II RP ze współczesnością.  Brak słów…….
Huic ergo parce, Deus.
Pie Iesu Domine,
Dona eis requiem.
Amen

—————————————————————————————————————————————————–

Jerzy GiedroycNa rynku wydawniczym ukazały się rozmowy dr Mirosława Suproniuka z Jerzym Giedroyciem przeprowadzone w 1993 roku. Książkę wydano (wydanie autorskie Towarzystwa Przyjaciół Archiwum Emigracji, Toruń 2011) w 2012 roku w wydawnictwie CYCERO.PL, publikacja uzyskała uznanie jury Nagrody Historyczne POLITYKI  i została nagrodzona w w kategorii (dziale) pamiętniki, relacje, wspomnienia. Wiadomość ta niezmiernie mnie cieszy, ponieważ w wydaniu drugim miałem swój udział, ponieważ książka wyszła w serii wydawniczej półrocznika „Historia i Polityka”, którego jestem redaktorem naczelnym.

O książce jej recenzent dr hab. Mariusz Wołos napisał:„[…] Redaktor opowiada w książce Uporządkować wspomnienia o swojej rodzinie, o pamięci, o życiu polskim na kresach, o początkach działalności przed wojną, o karierze politycznej, o wydarzeniach ze świata polityki małej i wielkiej Drugiej Rzeczypospolitej; dalej snuje opowieść o losach uciekinierów z Polski w czasie wojny i po wojnie, opisuje własne losy na tle dziejów wychodźstwa niepodległościowego. Jego obraz Polski dwudziestolecia wymyka się jasnym podziałom politycznym i ukazuje rolę nie tylko wysokich dygnitarzy, ale też urzędników kilku ministerstw, a nawet postaci zakulisowych. Bohaterowie tych opowieści są najczęściej przyjaciółmi, znajomymi lub współpracownikami Redaktora. Rzadziej są przeciwnikami politycznymi. W polityce Drugiej Rzeczypospolitej Jerzy Giedroyc jest w środku wydarzeń, a prowadzone z różnymi osobami rozmowy i dyskusje polityczne są, o ile nie sprawcze w życiu politycznym, to przynajmniej w nim obecne. Wybuch drugiej wojny światowej, emigracja, a zwłaszcza działalność Instytutu Literackiego w Paryżu zmienia życie i możliwości Redaktora. Jego perspektywa staje się perspektywą „patrzącego z boku”. Nie wikła się w polityczne rozgrywki emigracyjnego Londynu, nie posłuje, nie negocjuje, nie bierze udziału w rozmowach formułujących rządy, ani przygotowujących nowych ambasadorów; jako świadek i obserwator widzi jednak więcej, ostrzej i dostrzega mechanizmy, którymi kierowali się bohaterowie jego opowieści. I jest w tych opowieściach szczery, czasem «szczery do bólu» […]”

——————————————————————————————————-

Pro memoria

29 kwietnia zmarł Wesław Chrzanowski, ta smutna wiadomość dotarła do mnie gdy jestem poza krajem, jest ona dla mnie tym bardziej szokująca i bolesna, że 18 kwietnia przeprowadzałem z profesorem wywiad. Więcej napiszę po powrocie do Polski w najbliższą sobotę. Odszedł wspaniały Polak, wielki patriota. 

—————————————————————————————————-

Zachęcam do kupna półroczniaka „Historia i Polityka” – do nabycia w księgarni internetowej CYCERO.NET

7 II 2012

wywiad z Pro Fide Rege et Lege

24 I 2012

UCIECZKA OD WOLNOŚCI

Sprawa związana z ACTA pokazuje, jak łatwo można ograniczyć wolność, również w przestrzeni internetowej, moim zdaniem, cały dokument jest bardzo kontrowersyjny, dziwię się, że Minister Boni – powiedział, że jest za późno aby go nie przyjmować przez nasz kraj. Więcej na temat ACTA – pisze Krzysztof Gonciarz – przeczytać można TU

———————————————————————————————-

Portal Konserwatyzm.pl, przeprowadzał ankietę dotyczącą ciekawych książek przeczytanych w minionym roku. Zaznaczona, że najlepiej jeśli książki były nowe, z takich pozycji wybrałem dwie, które uznałem za godne polecenia:

Jacek Gzella, Między Sowietami a Niemcami. Koncepcje polskiej polityki zagranicznej konserwatystów wileńskich zgrupowanych wokół „Słowa” (1922-1939), Toruń 2011, ss. 477.

Książka autorstwa Jacka Gzelli, jest już kolejną publikacją w ostatnich latach (po książce dr Macieja Wojtackiego) przybliżającą koncepcje polityczne prezentowane na łamach wileńskiego „Słowa”. Książa szczególnie cenna dla badaczy polskiego konserwatyzmu jak i koncepcji geopolitycznych II RP. Publikacja mimo naukowego charakteru napisana została przystępnym językiem. Szczególnie interesujące są fragmenty odnoszące się do koncepcji polityki zagranicznej Stanisława Mackiewicza, który choćby w broszurze „Kropka nad i”, negatywnie wypowiadał się o endeckim programie polityki zagranicznej – proponując w zamian sojusz francusko-niemiecko-polski! Współpracownicy „Słowa”, w swojej publicystyce odwoływali się również do spuścizny wielkiego Księstwa Litewskiego i różnych koncepcji nawiązania stosunków z Republiką Litewską, które miały być zależne od wyrzeczenia się przez Litwę pretensji wobec Wilna.

Tomasz Budzyński, Soul Side Story, Poznań 2011, ss.432.

Jest to autobiografi – znanego wokalisty zespołu „Armia”. Tomasz Budzyński jest postacią nietuzinkową, a stworzony przez niego zespół „Armia” jest jednym z najciekawszych, w mojej ocenie, projektów rockowy w Polsce. Oczywiście Budzyński zarówno wśród lewicy jak i wśród konserwatystów nie cieszy się estymą. Jedni krytykują go za nawrócenie – zerwanie z gnozą i nawiązanie w twórczości do katolicyzmu, drudzy za zbyt modernistyczne, ekumeniczne patrzenie na katolicyzm.

Pozostawiając te oceny, należy zauważyć, że czytelnik z autobiografii Budzyńskiego dowie się bardzo dużo o muzyce niezależnej, szczególnie punk rocku w okresie PRL-u. O początkach dziś już legendarnego zespołu „Siekiera”, festiwalu w Jarocinie i „klimacie” w jakim tworzyła się niezależna scena muzyczna.

Biografia  – szczególnie jeśli chodzi o opis dzieciństwa Budzyńskiego została napisana bardzo poetyckim językiem, później niestety ten ton narracji gdzieś ucieka, może ze względu na opis już mniej poetyckich i bajkowych wydarzeń.

Budzyński potrafi w swojej biografii wyjść poza tuzinkowe opisy okresu PRL-u, które czasami prezentują inni bohaterowie sceny rockowej zaczynający karierę w tamtych latach. Ponadto Budzyński wychodzi poza szablonowe myślenie przeciętnego rockmana, cenne są jego uwagi chociażby o wojnie wandejskiej i znaczeniu w tym kontekście rewolucji francuskiej.

Z lektury można dowiedzieć się, że Tomasz Budzyński, zafascynowany jest twórczością Stefana Grabińskiego, który w latach dwudziestych pisał opowiadania z pogranicza fantastyki i horroru. Dziś jest to pisarz prawie zupełnie zapomniany – a szkoda!

Książkę gorąco polecam, szczególnie dla osób interesujących się historią muzyki niezależnej w Polsce.

———————————————————————————–

W internecie jest zamieszczona moja wystawa, która przygotowana była z okazji 65 lecia UMK zachęcam do obejrzenia: WYSTAWA

——————————————————————————–

2 I 2012

Chwilę przed Bożym Narodzeniem wyszła zbiorówka pod moją oraz Pani Marceliny Smużewskiej redakcją. Książka nosi tytuł Studencki ruch naukowy. Wczoraj dziś i  jutro.

Za kilka dni będzie dostępna w księgarni internetowej cycero.net

11 XII 2011

4 XII 2011

27 XI 2011

Dziś w Od Nowie zagrał zespół ARMIA, która wyruszyła z trasą koncertową. Trasa niecodzienna, gdyż life motivem jej jest krążek sprzed XX lat – LEGENDA – płyta ta, nie tylko moim zdaniem, przeszła już do historii rocka w Polsce. Gdy byłem młodszy ulubionym utworem z tej płyty był „Niezwyciężony”, po latach jednak uważam, że najciekawszy utwór zarówno muzycznie jak i tekstowo to Podróż na wschód.

Koncert uświadomił mi, że czas nieuchwytnie i potajemnie przemija – pamiętam koncert Armii na którym było w Olsztynie ok. 400-500 osób  – dziś w Od Nowie  70-80, a średnia wieku to 30+

Podróż na Wschód
Przygotowałem wczoraj
Gotowy koń
Ktoregoś dnia
Cóż po mnie tu?
Cóż po mnie na twej drodze?
Cóż po mnie tu?
Cóż po mnie na twej drodze?

Krok za krok, jak dudni most
Zostaw to, uciekaj stąd!

Naprawdę Wschód jest za daleko
Lub nie ma go wcale
Mówili znawcy.
Jeśli zdobędą świat
Odwrócę twarz
i chyba zostanę górą
gdzie ponad nic nie ma

Krok za krok, jak dudni most
Zostaw to, uciekaj stąd!

Piękni i szkaradni
Ciało i duch
Otwarci, a jednak zamknięci na klucz
Tu!

Dłuży się noc
Uciekły z rąk latarnie
Dlatego znów podróż na Wschód
Podróż na Wschód, podróż na Wschód
Podróż na Wschód

—————————————————————————————–

14 XI 2011

Toruński oddział Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych wychodzi z inicjatywą spotkań Pracowników WPiSM z mieszkańcami Torunia.

W środę w CSW – dokładniej w Kawiarni Tall odbędzie się inauguracja cyklicznych spotkań pod nazwą Toruńska Kawiarnia Politologiczna
O godz. 17:00, będzie mieć miejsce prezentacja dr Aleksandry Sekleckiej pt. ‚Socjotechniki kampanii wyborczych’

—————————————————————————————————-

14 XI 2011

Ukazała się nowa książka pod m.in. moją red. pt.: „Spójność przedsiębiorczości i nauki”. Tematyka może niecodzienna dla humanisty – jednak coraz częściej należy traktować naukę również humanistyczną jako wartość nie tylko intelektualną ale także konkretną praktyczną mogącą znaleźć zastosowanie w gospodarce.

———————————————————————————————————

1 XI 2011

Wszystkich Świętych na cmentarzu św. Jerzego w Toruniu – czyli najstarszej, obchodzącej w tym roku dwustulecie nekropolia.

fot. Patryk Tomaszewski

17 X 2011

STACH z WARTY

autor Patryk Tomaszewski

Wczoraj przypadkiem natknąłem się na plakat reklamujący wystawę, która przygotowana została przez Muzeum Okręgowe w Toruniu – Dom Kopernika – wystawa nosi tytuł Mikołaj Kopernik w twórczości STANISŁAWA SZUKALSKIEGO. Twórczość Szukalskiego jest w Polsce mało znana, a moim zdaniem to jeden z najciekawszych artystów XX wieku, rysownik, rzeźbiarz ale również literat, twórca Szczepu Rogate Serce. Szukalski inspirował się słowiańszczyzną, poza tym sztuką Azteków. W 2007 ukazała się znakomita monografia poświęcona Szukalskiemu pióra prof. Lechosława Lemańskiego. w mojej ocenie wystawa o Szukalskim, jest warta obejrzenia – w młodości Stach z Warty sam trochę przypominał wyglądem wyobrażenia M. Kopernika.

———————————————————————————————————-

11 X 2011

ZAPRASZAM na

TARGI AKTYWNOŚCI organizowane przez AIESEC Toruń

12 października studencka organizacja AIESEC organizuje „Targi Aktywności”. W budynku Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania będzie można poznać ofertę szkół językowych, szkół tańca, jazdy oraz zapoznać się z działalnością kół naukowych i organizacji studenckich.

O godz. 16. 20 poprowadzę panel  przeznaczony dla organizacji studenckich i kół naukowych pt. „Zacznijmy razem”. Będzie dotyczyć tego jak koła naukowe i organizacje mogą współpracować oraz komunikować się między sobą.

Tagi rozpoczną się o godz. 9.00 i potrwają przez sześć godzin.

—————————————————————————————————————————————————

26 IX 2011

NOWY TYGODNIK

Czy ktoś pamięta „Nowe Państwo” gdy wychodziło jako tygodnik, a felietony pisał m.in. Ludwik Dorn, Wojciech Wencel i któż jeszcze? Także np. gwiazda „Krytyki Politycznej” – Cezary Michalski. Z czasem tygodnik – wcześniejszy nieregularnik zamienił się w tygodnik, a ostatecznie w kwartalnik. W mojej ocenie stając się już jako kwartalnik bardziej intelektualną wersją „Gazety Polskiej”.

Gdy „Nowe Państwo” było tygodnikiem, w mojej ocenie, wydawanym na całkiem porządnym poziomie, byłem jego czytelnikiem. Po przekształceniu się „Nowego Państwa” w miesięcznik byłem rozczarowany, ponieważ szczególnie mi zależało na opiniach bieżących, które można uchwycić w tygodniku, w miesięczniku natomiast są one co najmniej „musztardą po obiedzie”. Przyszedł wówczas czas na „OZON” – na początku ten tygodnik wydawany częściowo za pieniądze Janusza Palikota był raczej obły i nie wyróżniał się niczym od „Wprost” czy „Polityki”. W końcu na skutek małego popytu – nastąpiła wyraźna zmiana w profilu pisma – redakcję objął Grzegorz Górny, redaktor „Frondy”, a pismo przyjęło katolickie oblicze. Tygodnik nie utrzymał się jednak na rynku. Wówczas pojawiła się próżnia w mediach papierowych, na otarcie łez w „Fakcie”, a później „Dzienniku”, co tydzień  ukazywał się dodatek „EUROPA” kierowany przez Roberta Krasowskiego,. Zczasem tygodnik zaczął wychodzić jako miesięczny dodatek do  „Newsweeka”, by skończyć ostatecznie jako niezależny miesięcznik idei. „Europa” przechodziła przemiany. Z pluralistycznego inteligenckiego dodatku, w którym można było przeczytać autorów zarówno neokonserwatywnych i konserwatywnych, a także lewicowych z Slavojojem Žižkiem na czele, z czasem obrała ostry skręt w lewo zatracając początkową równowagę w publikowaniu różnych środowisk.  Czytelnikowi nie pozostało nic innego jak czytanie „Wprost” pod redakcją Stanisława Janeckiego, lecz ze zmianą redakcji po sprzedaży udziałów większościowych przez  Króla, nastąpiła reorientacja pisma.

W roku 2011 pojawił się na rynku nowy tygodnik, którego sama nazwa budzi kontrowersje – jest to tygodnik Uważam Rze – inaczej pisane”. Pismo ma w mojej ocenie profil zbliżony do „Rzepy”. Tygodnik odniósł spektakularny sukces ponieważ, część czytelników była znudzona tymi samymi tematami poruszanymi we „Wprost”, „Polityce” czy „Newsweeku”. Tygodnik został okrzyknięty jako ultrapisowski, ze względu na krytyczną linię wobec PO. W mojej ocenie tygodnik jest dość różnorodny, oczywiście wśród dziennikarzy i publicystów w nim piszących są również zwolennicy partii Kaczyńskiego, ale prezentuje ciekawe tematy i jest dość różnorodny. Pojawiają się w nim antysalonowe teksty Ziemkiewicza, jak również krótkie wolnorynkowe felietony, jest propisłudczykowski Waldemar Łysiak oraz były naczelny „Trybuny” Janusz Rolicki. Ponadto można napotkać świetnie artykuły Andrzeja Harabuły, recenzje Krzysztofa Masłonia, czy politologiczne rozważania Eryka Mistewicza. Po sukcesie „Uważam Rze”, nastąpiła również ofensywa tabloidowa środowiska „Gazety Polskiej”, które postanowiło wydawać dość siermiężny dziennik „Gazeta Polska Codziennie”.

Dziś na rynku tygodników ukazało się nowe pismo, które już na początku miało problemy z wydaniem – gdyż założone zostało przez dziennikarzy związanych wcześniej z tygodnikiem „Wprost”, chcących dać swemu tygodnikowi równie kontrowersyjną nazwę co „Uważam Rze” – „WPROST PRZECIWNIE”, jednak ostatecznie po perturbacjach z kolporterem prasy, jakim jest „Ruch”, nazwa została zmieniona na „ Wręcz Przeciwnie”. Tak o sobie pisze na stronie www. redakcja: „Jesteśmy grupą byłych dziennikarzy tygodnika Wprost. Współtworzyliśmy to pismo w czasach, kiedy odnosiło ono największe sukcesy. Dziś nie możemy pogodzić się z tym, co stało się z tygodnikiem po przejęciu go przez Platformę Mediową Point Group i postawieniu na jego czele redaktora Tomasza Lisa. Dlatego razem tworzymy nowy tygodnik Wręcz Przeciwnie. Będziemy nawiązywać w nim do najlepszych tradycji „starego” Wprost: liberalnego w sferze gospodarczej, konserwatywnego w sprawach obyczajowych i nie bojącego się poglądów przeciwnych niż obecne w większości mediów”. Jestem ciekaw jak potoczą się losy nowego tygodnika, czy część czytelników „Uważam Rze” zacznie czytać nowy tygodnik?

Wśród publicystów „ Wręcz Przeciwnie” znaleźli się publikujący również w konserwatywno-liberalnym „Najwyższym Czasie” – Janusz Korwin-Mikke i dawniej Paweł Zarzeczny, publikuje również redaktor naczelny internetowego wydania „Frondy”  – Tomasz Terlikowski. Jakie losy spotkają wspomniane tygodniki pokażą nadchodzące miesiące. Oby nie takie jak „Nowe Państwo” i „OZON, co wówczas pozostanie czytelnikom – pozostanie na szczęście wychodzący od lat cyklicznie choć trochę monotematyczny „Najwyższy Czas”.

9 IX 2011

Wojciech Wasiutyński był publicysta nietuzinkowym, karierę rozpoczynał w piśmie Stanisława Piaseckiego „Prosto z Mostu”, wiążąc się równocześnie politycznie z Bolesławem Piaseckim. Więcej informacji na temat tego publicysty w moim tekście zamieszczonym na portalu FRONDA

Między II a III RP – twórczość Wojciecha Wasiutyńskiego

————————————————————————-

4 IX 2011

DWIE PŁYTY

Czas wakacji pozwolił mi trochę poprzyglądać się „nowością” muzycznym. Wspominałem już, że na festiwalu w Jarocinie zafascynował mnie Olaf Deriglasoff – jego płyta NOŻE jest naprawdę bardzo dobra, poza tym ma on jedną z lepszych stron (jeśli ktoś ma szybki komputer).

Dziś chciałbym jednak obmówić dwie zupełnie różne od siebie płyty.

Tomasz Budzyński lider zespołu ARMIA wydał swoją trzecią solową płytę OSOBLIWOŚCI. Kto spodziewa się na niej utworów brzmieniowo podobnych do granych przez Armię, może się rozczarować. Płyta jest spokojna –  można rzec delikatna, trochę smutna – na co wpływają takie instrumenty jak klarnet czy saksofon. Płyta jest bardzo zróżnicowana w warstwie muzycznej  – płyta eklektyczna.

Teksty zaś oparte są często na prostej grze słów:

Królik ponury
Kotu tortury
Zadał okrutne
Ucho mu puchnieNatura
Natura
Tu nic się nie wskóraOko w rosole
Mucha w oczodole
Kot już bez wąsa
Ta pani kąsaNatura
Natura
Tu nic się nie wskóraTa pani kąsa
Kąsa bez wąsa
Ta pani kąsa
Kąsa bez wąsaNatura
Natura
Już nic się nie wskóra
Wskóraj!

Najmocniejszą stroną płyty jest jej różnorodność – wskazujący, że Budzyńskiego nie można zaszufladkować.

Mi najbardziej odpowiadają takie utwory jak MORDOPOLIS, IMIĘ, WIO GARBUSKU.

Podsumowując płyta Budzyńskiego faktycznie zawiera utwory, które można określić jako OSOBLIWOŚCI!

Drugą płytę którą chciałbym polecić, choć z pewnym przestrachem, ponieważ nie jest to płyta nawet w minimalnym stopniu konserwatywna, a wręcz przeciwni – mocno rewolucyjna. Jest to płyta R.U.T.A.„GORE – Pieśni buntu i niedoli, XVI-XX w.” projekt jest pomysłem Maćka Szajkowskiego znanego z Kapeli ze Wsi Warszawa. Uważam, że jest to najbardziej punkowa, najbardziej czadowa płyta ostatnich lat. Z warstwy tekstowej dowiemy się o rewolucyjnych nastrojach chłopach, którym jako wróg jawił się szlachcic – później ziemianin oraz kler. Oczywiście dobór tekstów, jest jak każdy wybór  – subiektywny – jednak pasują bardzo do zaproponowanych na płycie interpretacji muzycznych. Co tu dużo mówić płyta na pewno jest antykapitalistyczna. Punkowego kopa raczej nie spodziewalibyśmy się po takich tradycyjnych instrumentach jak lira korbowa, czy fidele płockie. W każdym razie te instrumenty w połączeniu z wokalami Pawła „Gumy” Gumoli z Moskwy, Roberta „Robala” Matery z Dezertera, a także Niki z Post Regiment i Spiętego z Lao Che są prawdziwie buntowniczą mieszanką. Mi szczególnie spodobała się Pieśń robotników leśnych Warmii.

—————————————————————————————————————————

14 VIII 2011

Nie sądzę aby w Polsce znalazło się osoby, które uznają promocję czytelnictwa za coś szkodliwego, każdy kto zna akcję „Cała polska czyta dzieciom” musi przyznać, że to doskonały pomysł. Oczywiście wszelkie próby promocji czytelnictwa są jak najbardziej uzasadnione, problem polega jednak na tym, iż może przyjść czas, że czytanie będzie domeną nielicznych, którzy nie zdołają dotrzeć z kagankiem oświaty do każdego sioła. Dlaczego tak sądzę, w piątkowej Rzeczpospolitej znalazłem następujące dane na temat czytelnictwa w Polsce.

Z badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową wynika, że w 2010 roku 56 % Polaków nie przeczytało ani jednej książki. 46 % badanych nie przeczytało w ciągu miesiąca nie tylko ani jednej książki ale także dłuższego artykułu (3 strony) – również w Internecie. Nie czyta też co piąta osoba z wykształceniem wyższym! 

Skąd więc ludzie czerpią wiedzę o otaczającej ich rzeczywistości – najprawdopodobniej z przefiltrowanych, banalnych informacji telewizyjnych.

———————————————————————————————————————————–

19 VII 2011

Prawica pozaparlamentrana w nadchodzących wyborach

Kalendarz wyborczy jest nieubłagany, na jesieni odbędą się po raz siódmy (lub 8 jeśli bierzemy pod uwagę wybory czerwcowe  z 1989 r.) wybory do Sejmu i Senatu. Na prawicy po raz kolejny rozgorzała dyskusja o możliwości powodzenia partii nie zasiadających dziś w parlamencie oraz o potencjalnych koalicjach. W numerze „Najwyższego Czasu” z 9-16 VII (nr 28-29) redaktor Tomasz Sommer napisał artykuł „Jednoczenie prawicy w działaniu”, w którym nakreślił prawdopodobne możliwości koalicyjne takich ugrupowań jak Prawica Rzeczypospolitej, Nowa Prawica oraz PJN. Okazało się jednak, że cała dywagacja o koalicji jest najprawdopodobniej czczym prorokowaniem, gdyż w takowej nie chce uczestniczyć Marek Jurek.

Społem mości Panowie

Od kiedy obserwuję pozaparlamentarną prawicową scenę polityczną, zawsze pojawiały się głosy, że jedynie wspólny start wszystkich ugrupowań pozaparlamentarnych o choćby nieco zbliżonym profilu da szansę zaistnieć w przyszłości ich reprezentacji w parlamencie. Od zawsze, szczególnie młodzi publicyści, którzy nie pamiętają porażek takich rozmów koalicyjnych, we wspólnej liście upatrują szansę na przekroczenie 5% Rubikonu. Niesłusznie zakładając, że potencjał wyborczy poszczególnych członów koalicji będzie się sumował. Takie myślenie posiada błąd metodologiczny!

a)      Wyborca chcący zagłosować na ugrupowanie konserwatywno-liberalne, może nie chcieć zagłosować np. na narodowców startujących z tej samej listy, w ramach bojkotu „zgniłej” koalicji nie odda na ten komitet swojego głosu.

b)      Respondent często odpowiada, że zagłosuje np. na UPR (dawniej), lecz nie znając nikogo z tej listy w swoim okręgu może przesunąć swój głos na partię najbardziej zbliżoną ideowo, gdzie znajduje się bardziej znany lider o dość podobnych przekonaniach – często duża (pewna co do uzyskania mandatów) partia.

c)      Start pod nowym szyldem – nieznanego dotychczas komitetu wyborczego, powoduje nierozpoznawanie go przez część potencjalnych wyborców, którzy są po prostu zagubieni. W badaniach najczęściej pyta się o partie, które są już w jakiejś mierze rozpoznawalne.

Sztandarowym przykładem braku sumowania się elektoratów był przykład Libertasu Polska, na kandydatów którego nie oddawali głosu dawni zwolennicy Ligi Polskich Rodzin – uznając Libertas za mało wiarygodną libertariańsko-nacjonalistyczną międzynarodówkę.

Innym zagadnieniem dotyczącym koalicji prawicowych jest zawsze powtarzający się problem z możliwością ich powołania. Problem dotyczy parytetu na listach wyborczych, pytań czy startować jako nowa partia czy też koalicja (najwyższy 8% próg) lub komitet wyborczy wyborców oraz kto może w takim porozumieniu uczestniczyć. No i oczywiście sporów na linii liderzy tych partii, których myślenie można śmiało określić „sam sobie sterem, okrętem i żeglarzem”.

 Zazwyczaj dochodzi do następującej sytuacji, która w moim przekonaniu zaistnieje, jeśli już nie ma miejsca, również w nadchodzących wyborach. Uogólniając, można przyjąć, że pojawią się przynajmniej dwa poważniejsze komitety wywodzące się z nurtu prawicy pozaparlamentarnej. Jeden konserwatywno-liberalny, drugi chrześcijańsko-narodowy. Taki podział już kilkakrotnie się dokonywał. W roku 1993 startowała Unia Polityki Realnej oraz Katolicki Komitet Wyborczy „Ojczyzna”, w 1997 Unia Prawicy RP oraz Blok dla Polski, w 2005 – Platforma JKM i Prawica RP, a także LPR. Jak pamiętamy LPR, mimo braku wewnętrznej spójności, dzięki różnym sprzyjającym okolicznościom po raz drugi dostał się do Sejmu, choć szybko pokazał, że pokładane w nim nadzieje antymainstreamowych środowisk prawicowych są  przedwczesne, a ostatecznie LPR w imię smutnego powiedzenia „władza deprawuje” kończy jak w 1928 roku Związek Ludowo-Narodowy.

Do porozumień między ugrupowaniami nie doszło mimo oczywistych korzyści, jakie z nich mogły płynąć, jak choćby większe zasoby finansowe i potencjał osobowy.

Podchody czyli strategia ONR – czy też pecunia non olet

W latach trzydziestych ubiegłego wieku powstał Obóz Narodowo-Radykalny, środowisko to po niespełna dwumiesięcznej legalnej działalności zostało rozwiązane przez sanację, doprowadziło to do podziałów  wewnątrz grupy narodowych-radykałów. Część z nich przyjęła taktykę infiltracji innych środowisk politycznych nie wyłączające z tego sanacji. Taktyka miała doprowadzić do wprowadzenia myśli narodowo-radykalnej „na salony”, umocnienie się w różnych środowiskach, a dzięki temu zwiększenie zasobów finansowych oraz możliwości pozyskiwania zwolenników. Współcześnie również część z polityków prawicy pozaparlamentarnej wybiera taką taktykę. Przykładem może być zaangażowanie niektórych polityków dawniej w Akcji Wyborczej Solidarność, a współcześnie w PiS, a czasami również PO. Działania te wynikają z przeświadczenia, że należy walczyć o konserwatywne, czy też narodowe minimum, przetrwać najtrudniejszy okres, ponieważ dzisiejsza polaryzacja sceny politycznej, no i brak realnej alternatywy na prawicy, pozostawia tylko takie rozwiązanie. Wśród zwolenników „hibernacji” w dużych ugrupowaniach dominują zwolennicy porozumienia z PiS, które uznawane jest przez nich za mniej kosmopolityczne, bardziej patriotyczne od PO. Mniej zwolenników ma opcja mówiąca o przetrwaniu w ramach PO. Zwolennicy tego rozwiązania zazwyczaj wyrażają następujące poglądy: dopóki będzie silny PiS nie powstanie nic innego na prawej stronie; PiS to socjaliści, romantycy nawiązujący do PPS-Frakcja Rewolucyjna, którzy pogrążą Polskę w romantycznej histerii. A przecież zasadniczo nie ma różnic między tymi ugrupowaniami, a co więcej PO nie „bije w rewolucyjne bębny” jak to określił w tekście „Zmiany barw partyjnych”, we wspomnianym już wcześniej numerze „Najwyższego Czasu” z 9-16 VII (nr 28-29) prezes KZM – Adam Wielomski.

Strategia przetrwania w ramach głównych nurtów politycznych budzi pewne obiekcje. Przede wszystkim patrząc na tzw. transfery między poszczególnymi ugrupowaniami, dziś obserwowane w PJN, partii mającej słabiutkie notowania. Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście chodzi wyłącznie o utrzymanie pewnego np. konserwatywnego minimum, czy też spory ideowe już zupełnie nie mają znaczenia i politykom zależy wyłącznie na własnym przetrwaniu w świecie postpolityki w imię zasady pecunia non olet.

Co z pozaparlamentarną alternatywą?

Niestety, w mojej ocenie, przed ugrupowaniami pozaparlamentrnej prawicy nie rysuje się świetlana przyszłość, prawdopodobnie znów wystartuje kilka mniejszych komitetów, z głównym, wspomnianym już podziałem, opcja konserwatywno-liberalna, no i chrześcijańsko-narodowa. Wyborcy niezadowoleni z głównego nurtu polityki, dostają sprzeczne sygnały, okazuje się, że Kongres mający za zadanie jednoczyć prawicę, to podrasowany UPR, w którym wcześniej doszło do podziału na UPR i Wolność i Praworządność. Ostatecznie do Kongresu Nowej Prawicy przystępuje jedna z frakcji w UPR, zaś druga startować będzie wspólnie z Prawicą Rzeczypospolitej. Generalnie nawet osobom dość dobrze zorientowanym w polityce trudno w tych podziałach, przetasowaniach i walkach frakcyjnych dojść do ładu. Jaki więc sygnał ma szansę dotrzeć do przeciętnego Kowalskiego czy Nowaka? Przekaz jest następujący: środowiska te są skłócone, niepoważne i od lat powtarzające ten sam scenariusz. W mojej ocenie wszystko wskazuje, że następne wybory to nadal parlament z czterema ugrupowaniami.

————————————————————————————————————————————–

17 VII 2011

Festiwal w Jarocinie, jest znany chyba wszystkim słuchaczom rocka.  Jego geneza sięga roku 1970, lecz to dopiero od roku 1980, gdy zaczął go organizować Walter Chełstowski, kojarzy się przede wszystkim z muzyką punk rockową, bluesem, nową falą no i metalem i hardcorem. Dzięki festiwalowi w Jarocinie dały się poznać szerszej publiczności takie zespoły jak: T. Love, Abaddon, Siekiera, Moskwa, Variété, Cela nr 3, Sztywny Pal Azji, Karcer, Zielone Żabki, GaGa, czy też toruńska Rejestracja.

Walter Chełstowski – siedzi 2 z lewej

Festiwal dawał możliwość zaprezentowania się młodym, nieznanym zespołom, był przede wszystkim skierowany w ich stronę. Poza tym stał się  w czasach szarej rzeczywistości PRL, miejscem, które jawiło się jako oaza wolnej zbuntowanej myśli. Co prawda po latach, dzięki badaniom przeprowadzonym przez naukowców z IPN, okazało się, iż był częściowo „wentylem bezpieczeństwa” dla władzy, która wolała całą niezależną, buntowniczą, konstatującą system młodzież mieć w jednym miejscu pod okiem Służb Bezpieczeństwa. Mimo wszystko festiwal pozostawał kolorowym azylem  – namiastką niezależności. Muniek Staszczyk o klimacie Jarocina pisał: „Jarocin, wymyślony i zrealizowany przez Waltera Chełstowskiego, stawał się miejscem gdzie można było zaśpiewać wszystko bez żadnych obaw przed cenzurą, przechodziły nawet najostrzejsze, polityczne kawałki”.

Ja z racji młodego wieku, udałem się na Jarocin dopiero w roku 1993, wówczas już zmienił się jego charakter, wynikało to ze zmian jakie nastąpiły w 1989 roku. Na czym polegała zmiana – jeśli chodzi o zespoły punkowe – przede wszystkim punkowcy nie kontestowali już tak mocno władzy, a znacznie bardziej Kościół katolicki.

Acid Drinkers – Jarocin 2011

Jadąc do Jarocina wyobrażałem sobie festiwal jako miejsce przesiąknięte muzyką, młodzieńczą energią i radością. Jednak rok 1993 był specyficzny, od kilku lat słychać już było o bójkach festiwalowych między punkami i pojawiającymi się od czasu do czasu skinami. Poza tym w prasie drukowanon informacje o czarnych mszach urządzanych przez black metalowców. Mnie po przyjeździe na festiwal przeraził rozchodzącego się w różnych mniej widocznych dla oczu mieszkańców miejscach zapach kleju, jednoznacznie kojarzony bynajmniej nie z zakładem szewskim. Poza tym odczuwało się dość duży poziom podenerwowania wśród festiwalowiczów. Koniec końców w roku 1993 doszło do zdemolowania małej sceny. Jeśli dobrze pamiętam, na małej scenie grała wówczas Wańka Wstańka & the Ludojades. Ochrona zachowywała się agresywnie, dość brutalnie zrzucała ze sceny osoby chcące z niej skakać w tłum. Jedna ze zepchniętych dziewczyn spadła na beton, co stało się bezpośrednią przyczyna demolki. Początkowo poleciały w stronę sceny jakieś przedmioty, fragmenty ławek, jedzenie. Później na scenę gdzie nie było zbyt dużo ochrony wtargnęły pierwsze osoby. Pamiętam jak nagłośnienie poleciało ze sceny, ktoś rozwalił perkusję, uciekając z blachami. Po zajściach dowiedzieliśmy się, że festiwal został przerwany. Kolejny rok – 1994 był zaś ostatnim w dziejach festiwalu.

Od 2005 r. znów festiwal zaczął być ponownie organizowany. Ja postanowiłem się wybrać na jego tegoroczną edycję. Byłem przekonany, że jest to festiwal dla „emerytów” rocka, gdzie średnia wieku wynosić będzie 40-45 lat. Przeświadczenie to umocnione było notkami prasowymi, które opisywały Jarocin, jako miejsce w którym można odnaleźć „dawny klimat”, ale sama impreza jest przygotowana już dla bardzo „dorosłej młodzieży”, która przyjeżdża z całymi rodzinami. Owszem na parkingu faktycznie stało ponad 700 samochodów świadczących o „znakach czasów”, jednak co mnie bardzo zaskoczył, wśród uczestników festiwalu przeważała młodzież i to moim zdaniem w wieku 15-22 lata. Nie zabrakło metalowców (choć tych było stosunkowo niewielu), ale przede wszystkim ze zdziwieniem stwierdziłem, że w Polsce nadal istnieje cała masa punków i to nie sezonowych, którzy wystylizowali irokezy specjalnie na festiwal. A więc – punk’s nod dead.

Zauważyłem, że zmieniła się koncepcja samego festiwalu, ponieważ jest mało młodych zespołów konkursowych, które dawniej dzięki Jarocinowi miały szansę szerzej zaistnieć. Jarocin zaczyna przypominać, jeśli chodzi o dobór zespołów, inne duże festiwale. Obok polskich gwiazd pojawiają się znane zespoły zagraniczne, w tym roku kontrowersyjny ze względu na swoją nazwę i stosunek do religii punkowo-„szantowy” Bad Religion. Otoczenie tegorocznego festiwalu, moim zdaniem, przypominało jednak to ze starych czarno-białych zdjęć z lat 80’. Warto wspomnieć, że festiwal miał bardzo dobre nagłośnienie. Jeśli miałbym powiedzieć jaki zespół czy wykonawca najbardziej przypadł mi do gustu – na pewno jest to Olaf Deriglasoff, energetycznie zagrał Acid Drinkers oraz występujący na małej scenie Biff. Oczywiście bez zarzutu wypadł Myslovitz i Armia, która słyszałem już z pola namiotowego.

Ważne jest, że festiwal nie ma jednoznacznego oblicza politycznego, co moim zdaniem jest jego wielkim plusem. Obok lewicujących Bad Religion czy Anti Flag występuje również chrześcijańska Armia.

Tomaszewski, festiwal JarocinFestiwal Jarocin 2011

——————————————————————————————————

4 VII 2011

21 czerwca w Toruniu już po raz kolejny odbyło się ŚWIĘTO MUZYKI, z tej okazji w różnych częściach miasta zorganizowana wiele ciekawych koncertów.

Liczę, że w przyszłym roku uda mi się w pewien sposób współuczestniczyć w tym święcie. Od niedawna z Mokrego przeprowadziłem się na Bydgoskie Przedmieście, tam też często spaceruje zapoznając się z architekturą dzielnicy. Przy ul. Konopnickiej 15, spostrzegłem tablicę poświęconą Zygmuntowi Moczyńskiemu, kompozytorowi i nauczycielowi. Pomyślałem, że w przyszłym roku warto byłoby przybliżyć mieszkańcom ul. Konopnickiej postać i twórczość tego zasłużonego dla Ziemi Pomorskiej kompoztora.

Zygmunt Moczyński (ur. 23 lutego 1871 r. w Bydgoszczy, zm. 17 września 1940 r. w Palmirach w egzekucji) – był pedagogiem muzyczny, kompozytorem, dyrygentem, a także  przywódca pomorskiej organizacji konspiracyjnej Bataliony Śmierci za Wolność (młodzięzowa org. konspiracyjna działająca w 1939/40 roku).

Był synem Marcina Moczyńskiego, organisty w toruńskiej farze. Uczęszczał do szkoły wstępnej dla nauczycieli w Rogoźnie. Następnie uczył się w seminarium nauczycielskim w Paradyżu koło Opoczna, w którym w 1893 r. uzyskał świadectwo dojrzałości. Pracował przez pewien czas w szkole powszechnej w Koźminie, po czym rozpoczął naukę w Instytucie Nauki Kościelnej w Berlinie, którą zakończył w 1898 r. Był sympatykiem Narodowej Demokracji. Z powodu okazywania polskości spotykały go szykany ze strony władz niemieckich, m.in. nie mógł zostać nauczycielem muzyki w Grudziądzu. W 1918 r. po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, powrócił w rodzinne strony. W 1922 r. objął stanowisko nauczyciela muzyki w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Toruniu. Jednocześnie od 1934 r. był wicedyrektorem Konserwatorium Muzycznego Pomorskiego Towarzystwa Muzycznego w Toruniu. W latach 1928-1940 prowadził chóry „Dzwon” i „Cecylia”. Był także członkiem różnych towarzystw muzycznych i śpiewaczych. Skomponował wiele utworów, m.in. Hymn Pomorza i Straż nad Wisłą.

Muzykę Hymnu Pomorza Moczyński skomponował, gdy z okazji 10-lecia przyłączenia Torunia do Polski –  Związek Towarzystw w Toruniu ogłosił konkurs na napisanie słów do hymnu Pomorza. Wyróżniony został utwór napisany przez sędziego z Torunia – Zenona Szusta.

Hymn jest dość patetyczny, należy pamiętać, że był pisany również „ku pokrzepieniu serc”, gdyż Pomorze jako wąski pas rozdzielało Niemcy i poczucie rewizjonizmu niemieckiego mieszkańcy Pomorza dość mocno odczuwali.

Ziemio  pomorska kraju drogi!
nie wydarł nam Cię wróg, nie wydarł- wróg!
Bo nas od wieków w walce srogiej
wiódł zew: Ojczyzna, Bóg!, wiódł zew: Ojczyzna Bóg!

Ref. Polsko, Ojczyzno, Matko święta,
dla Ciebie dzierżmy tu straż, dzierżmy straż!
Jest w nas wytrwania moc zaklęta,
a wiara to puklerz nasz, a wiara to puklerz nasz.

Z dwu stron germańska prze nawała,
do Polski bije wrót, do Polski wrót!
lecz niewzruszony jako skała
pomorski stoi lud, pomorski stoi lud!

I choćby wszystkie piekieł hufce
do walki, miały wstać, do walki wstać,
ślubujemy tu na swej placówce
nad morskiej wiecznie trwać, nad morskiej wiecznie trwać!

Po klęsce wrześniowej Moczyński współorganizował na terenie Torunia i okolic młodzieżową organizację konspiracyjną Bataliony Śmierci za Wolność, stając się jej faktycznym przywódcą. Nadzorował wydawanie podziemnego pisemka pt. „Za Wolność” („Za Wolność Waszą i Naszą”). Był przeciwnikiem zaangażowania młodzieży do poważniejszych akcji konspiracyjnych. 6 marca 1940 r. został aresztowany przez Gestapo wskutek zdrady razem z innymi członkami Batalionów. Niemcy osadzili go w Forcie VIII. Podczas śledztwa był torturowany, ale nie załamał się; odrzucił także ofertę współpracy. Na początku września 1940 r. został wysłany do więzienia na Pawiaku w Warszawie, gdzie go dalej przesłuchiwano i torturowano. Został rozstrzelany 17 września 1940 r. w Palmirach.

———————————————————————————–

27 VI 2011

Portal konserwatyzm.pl zadał mi kilka pytań odnośnie współczesnego narodowego-radykalizmu. Pytania zadawał mi Arkadiusz Meller.

W swoich badaniach wielokrotnie zajmował się Pan Doktor historią polskiego narodowego-radykalizmu. Jakie zdaniem Pana Doktora współczesne organizacje ruchu narodowego nawiązują do tradycji Obozu Narodowo-Radykalnego i Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”?

W latach 90. XX wieku najaktywniejszą formacją odwołującą się do dorobku Obozu Narodowo-Radykalnego oraz do formacji, które powstały po jego delegalizacji („ABC” i „Falanga”) było Narodowe Odrodzenie Polski, choć z czasem ugrupowanie to znacznie mniej przywiązywało wagi do spuścizny narodowo-radykalnej na rzecz tzw. „Trzeciej Pozycji”. Obecnie wyraźnie widać wzrost zainteresowania narodowym-radykalizmem w środowisku Obozu Narodowo-Radykalnego, który już w samej nazwie wskazuje swoje ideowe korzenie. Ponadto istnieje autonomiczne w stosunku do wspomnianego ONR-u – stowarzyszenie regionalne – „ONR – Podhale”. Poza tym po rozłamie do jakiego doszło w mazowieckich strukturach ONR – powstała organizacja o nazwie „Falanga”, której nazwa wskazywałaby na  nawiązanie do tradycji bepistów (zwolenników Bolesława Piaseckiego).

Znacznie więcej odniesień do ONR-u i spuścizny całego obozu narodowego znajduje się w enuncjacjach obu ONR-ów niż „Falangi”, choć żadna z organizacji nie odwołuje się bezpośrednio np. do „Zielonego Programu”, tworząc nowe deklaracje. W „Falandze” widać natomiast odniesienia do wodzowskiego charakteru ruchu, moim zdaniem Pan Bartosz Bekier chciałby być współczesnym Bolesławem Piaseckim. Warto jednak zwrócić uwagę, iż kolorystyka jaką przyjęła ta organizacja przypomina raczej barwy nacjonalistów ukraińskich z OUN niż przedwojenne „łapki” z mieczami, które wpisane były w zielone tło.

Jacy obecnie myśliciele są najbardziej inspirujący dla radykalnej młodzieży utożsamiającej się z prawicą? I czy nie obserwuje się zjawiska polegającego na tym, że skrajne ugrupowania większą wagę przywiązują do inspiracji zewnętrznych niż do rodzimych twórców myśli politycznej?

Jeśli mówimy o prawicy nacjonalistycznej to od lat 90. widzimy zainteresowanie europejskimi ruchami nacjonalistycznymi i autorytarnymi. W pismach, na stronach internetowych pojawiały się i pojawiają artykuły dotyczące gen. Franco, prof. Salazara, ale także kontrowersyjnej postaci jaką był L. Degrel. W środowiskach narodowych, również zwolenników opcji narodowo-radykalnej widzimy większe niż w latach 90. zainteresowanie Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Oczywiście nadal aktualny, szczególnie w ONR, jest dorobek intelektualny „młodych” zarówno działających w  Stronnictwie Narodowym – jak chociażby Adam Doboszyński, a także działaczy narodowo-radykalnych jak Tadeusz Gluziński, Jan Mosdorf, Bolesław Piasecki.

Pojawiają się jednak nowe trendy, przede wszystkim w środowisku „Falangi” widoczne jest zainteresowanie Aleksandrem Duginem i jego rozważaniami geopolitycznymi. Moim zdaniem  koncepcje bardzo interesujące dla badaczy myśli politycznej, jednak nie przystające w żaden sposób do polskiej rzeczywistości. Ponadto w „Falandze” widoczny jest dość duży synkretyzm, gdyż obok Dugina inspiracją jest również twórca AF – Charles Maurras.

Według mnie prawica nacjonalistyczna w Polsce sama nie próbuje tworzyć nowych programów nie mówiąc już o zwartej doktrynie. Działacze narodowo-radykalni zdają sobie jednak sprawę, że współczesność znacznie odbiega  od II RP i nie wszystkie enuncjacje programowe pasują do dzisiejszej sytuacji naszego kraju. Stąd pewnie poszukiwania innych wzorców. Przeniesienie ich na nasz grunt moim zdaniem jest niemożliwe gdyż myśl polityczna powstaje  w specyficznych warunkach odrębnych dla każdego narodu.

To co charakteryzowało nurt narodowo-radykalny po 1989 roku to specyficzny eklektyzm i czerpanie z różnych szkół politycznego myślenia od włoskiego faszyzmu do  jak się nie tak dawno okazało nacjo-bolszewizmu. Współczesny narodowy-radykalizm to również mieszanka polityczności  i subkultury (skinheads), która gdzieś zawsze tliła się w tych środowiskach.

Wśród ugrupowań skrajnych ostatni czasy zdobywa popularność przekonanie o konieczności zawarciu „sojuszu ekstremów”, czyli połączenie w celach taktycznych skrajnej lewicy ze skrajną prawicą. Czy takie „sojusze” mogą być realnym zagrożeniem dla demoliberalizmu i czy współpraca takich środowisk nie spowoduje utraty wyrazistości ideowej przez te ugrupowania?

Z punktu widzenia teorii polityki, od dawno wiadomo, że skrajności się przyciągają (w celu przeprowadzenia dowodu można zastosować Heglowską triadę: teza, antyteza, synteza).

Współpraca dwóch przeciwstawnych obozów wynika to z podobnej optyki  i oceny rzeczywistości. Może okazać, się, że katalog wspólnych wrogów dla nacjonalisty i przedstawiciela skrajnej lewicy może być podobny. Przykładem mogą być korporacje i kartele, konsumpcyjny tryb życia, wolny rynek, ustrój parlamentarno-gabinetowy.

Mogą nawet w jakimś wycinku mieć podobne założenia programowe np. podobne poglądy gospodarcze, czy też społeczne.

Czy oznacza to, że wszelkiego rodzaju „sojusze ekstremów” maja szansę przetrwania a może nawet zburzenia obecnego ustroju? Moim zdaniem nie, ponieważ ekstremizm mają szansę powodzenia w sytuacjach skrajnych, gdy władza traci nagle poparcie, pojawiają się rozruchy społeczne, pojawia się kryzys itp. W mojej ocenie taka sytuacja w tej chwili nie nastąpi. Szansą mogłoby być  także poparcie np. w kołach wojskowych, jednak takiego ugrupowania ekstremistyczne w Polsce nie mają. Nie bez znaczenia jest, że są to środowiska bardzo niewielkie, mające śladowe poparcie.

Co do utraty wyrazistości, czy też swych fundamentalnych zasad. Moim zdaniem współpraca ugrupowania odwołującego się do cywilizacji łacińskiej (choćby były tzw. lewicą prawicy) z materialistami jest samo w sobie zatraceniem tożsamości lub niezrozumieniem dystynktywnych cech cywilizacji łacińskiej do której się odwołuje. Przecież w tej cywilizacji doczesność jest tylko chwilowym przystankiem na drodze człowieka, zaś dla materialistów jest sednem istnienia.

Czy zawarcie sojusz przez „Falangę” z maoistami reprezentującymi narodowy komunizm jest zrozumiałe w świetle znajomości historii polskiego ruchu narodowego?

Polski obóz narodowy zarówno myślę tu o „starych” jak i „młodych” był zdecydowanym przeciwnikiem komunizmu,  o maoizmie nie mogło wówczas jeszcze być mowy!

Niechęć do komunizmu wynikała z następujących przesłanek:

–  polscy nacjonaliści sprzeciwiali się materializmowi, uznając prymat duszy nad ciałem, kulturą itp.;

–  polski nacjonalizm przeciwstawiał się internacjonalizmowi, który traktowano jako sprzeczny z interesami narodowymi poszczególnych nacji;

–  uznawano komunizm nie tylko za zły reżim polityczny, system gospodarczy (choć w „Falandze” widać było pewne odniesienia do planowości w gospodarce i zainteresowanie przemysłem ciężkim) ale przede wszystkim za „nową religie”, która posiadała swoje dogmaty stojące w sprzeczności do  katolicyzmu.

——————————————————————————————————————————

9 VI 2011

POSTPOLITYKA

Nie tak dawno temu dowiedzieliśmy się, o przejściu obiecujące posła lewicy – Bartosza Arłukowicza do PO – transfer ten wywoła medialną burzę jakie będą kolejne przetasowania między partiami. Sam temat transferów uważam za zupełnie bez powodu poruszany przez media, ponieważ osoby, które przechodzą z jednego do drugiego stronnictwo poza nielicznymi przykładami (minister Radosław Sikorski), po wyborach nie stają się postaciami pierwszoplanowymi tych ugrupowań, a często zupełnie się o nich zapomina. Łatwość zmieniania barw partyjnych, szczególnie jeśli chodzi o polityków „obiecujących” czy też z pierwszych stron gazet, związane jest, przede wszystkim z szukaniem dogodniejszego miejsca na liście, albo spowodowane jest „duchotą” wewnątrz własnego ugrupowania, co oznacza np. bycie w niełaskach przewodniczącego/prezesa – co zresztą równoznaczne jest ze słabym miejscem na liście wyborczej. Transfery, harcownicy to wyraźna oznaka zbliżających się wyborów. Dlaczego media poświęcają tym przesunięciom tyle miejsca. Przyczyny widzę przynajmniej dwie: mediom nie zależy na rzetelnej dyskusji o stanie państwa, o pokazaniu co zarówno opozycja (ta ze zrozumiałych względów w mniejszym zakresie) jak i władza uczyniły przez ostatnie cztery lata, na ile udało się zrealizować obietnice wyborcze, przedstawić bilans działań. Jeśli taka jest przyczyna zajmowania się tematyką zastępczą to oznaczałoby, zatracenie jednego z podstawowych zadań mediów prezentowanie rzetelnych ale również pogłębionych informacji. Przyczyna druga dość banalna, a wielce prawdopodobne, że prawdziwa – mediom zależy wyłącznie na tworzeniu dyskusji wokół płytkich mało istotnych ale lekko sensacyjnych tematów typu: kto z kim, kiedy i gdzie. Wracając jednak do sprawy transferów – ostatnio głośno jest na temat możliwości przejścia do PO – Pani poseł Kluzik-Rostkowskiej, niedawnej liderki PJN. Jeśli faktycznie tak się stanie, można śmiało stwierdzić, że współczesnym politykom zależy przede wszystkim na własnym przetrwaniu. Można jednego dnia prowadzić kampanię Jarosława Kaczyńskiego, następnego dnia, już po wyrzuceniu z ugrupowania, ostro go krytykować, przy tym nawiązując do spuścizny jego brata ś. p. Lecha Kaczyńskiego. Gdy ugrupowanie którym się kieruje nie jest w stanie stworzyć jednolitej polityki wewnętrznej, a sondaże są również bezlitosne, to wówczas można zmienić szyld polityczny. Coraz częściej i bardziej uporczywi nasuwa mi się myśl – żyjemy w świecie postpolityki.

———————————————————————–

Dzięki uprzejmości poznańskiej Korporacji Akademickiej „Hermesia” dnia 7 VI o godz. 17.00, w budynku Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, al. Niepodległości 10 – sala 407, będę miał spotkanie promujące moją książkę dotyczącą korporacji. W czasie spotkania można będzie ją nabyć w promocyjnej cenie, ponadto do dostania będzie opracowana współnie z Arkadiuszem Mellerem antologia źródeł dotyczących myśli narodowo-radykalnej.

———————————————————————————————————–

W niedzielę 29 maja w kilku miastach w Polsce odbyły się Marsze dla Życia i Rodziny, inicjatywa w mojej ocenia bardzo ważna, pokazująca, że najważniejszą mała wspólnotą pozostaje Rodzina – która daje miłość, poczucie bezpieczeństwa i choć świat staje się globalną wioską, a na Facebooku można mieć niewyobrażalną liczbę znajomych – to nadal w trudnych chwilach można liczyć właśnie na Rodzinę.

Niestety w niedzielę pracowałem i nie mogłem uczestniczyć w Marszu, który odbył się również w Toruniu  – bardzo żałuję. Starałem się już po powrocie z pracy odnaleźć jak najwięcej informacji zarówno o największym Marszu, który odbył się w Warszawie jak i o lokalnym toruńskim. Z przykrością zauważyłem, że Marsz został prawie zupełnie przemilczany w dużych mediach – choć to  bardzo piękna i przecież niepolityczna inicjatywa!

W przyszłym roku mam nadzieję, że wspólnie z Rodziną wezmę w nim udział.

—————————————————————————————————————–

Jutro 24 maja o godz. 15. 30 Studenckie Koło Myśli Politycznej zorganizowało spotkanie promujące moją najnowszą książkę poświęconą korporacjom. Wszystkich zainteresowanych II RP – organizacjami młodzieżowymi, ich ideologią zapraszam na Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych.

17 V 2011

KOLEJNE JUWENALIA

Ja i Pan prof. Witold Wojdyło – pochód Juwenaliowy

W historii UMK minęły już  51 Juwenalia. W tym roku po raz kolejny w pewnym stopniu uczestniczyłem wraz z prorektorem ds. studenckich Witoldem Wojdyłą w ich organizacji. Obaj jesteśmy zdania, że to studenci powinni decydować o tym w jaki sposób świętować.

Przed Juwenaliami pojawiają się w prasie artykuły stwierdzające, iż studencka zabawa sprowadza się wyłącznie do picia piwa i kiwania przy barierkach w rytm bardziej lub mniej wyrafinowanej muzyki.

Otóż obraz ten jest krzywdzący, ponieważ w czasie Juwenaliów odbywa się zawsze kilkanaście imprez sportowych. Studenci mogą wziąć udział w rożnych turniejach, czy też warsztatach tańca.

Ponadto w czasie Juwenaliów wystąpił kabaret Limo

W tym roku w czasie pochodu Juwenaliowego (pod znakiem komiksu) brała udział orkiestra, a nad dużą sceną rozrzucał cukierki samolot z Pomorskiego Aeroklubu w Toruniu.

Obserwując reakcje publiczności podczas występów zespołów –  renesans przeżywa DISCO POLO – które w tym roku reprezentował zespół AKCENT.

Moim zdaniem słuchacze mogli usłyszeń dobra dawkę muzyki z obrzeża reggae, ska, punk rocka, folk. Na szczególną uwagę zasługują w mojej ocenie zespoły: ZABILI MI ŻÓŁWIA, KONOPIANS, ŻYWIOŁAK – no i już legendarny i trochę biesiadne – KSU.

——————————————————————————

Już po raz ósmy Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich organizuje ogólnopolski Tydzień Bibliotek. Jednym z punktów programu jest panel dyskusyjny na temat myśli konserwatywnej i liberalnej. Panel przygotowała Biblioteka Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych, wśród biorących udział będę również ja.  Dyskusji odbędzie się 10 maja 2011 w godz. 10.00-11.15, w bibliotece wydziałowej  – wszystkich zainteresowanych myślą konserwatywną i liberalną zapraszam do wzięcia w nim udziału.

——————————————————————————————————————————

Portal „Fronda” opublikował wywiad ze mną dotyczący korporacji, przeprowadzony przez Aleksandra Majewskiego.

Oto link do wywiadu: Polityczność jest dziś passé

——————————————————————————————

W tygodniku „Uważam Rze” ukazał się artykuł Piotra Zychowicz pt.: „Sikorski – wierny uczeń Dmowskiego”, napisałem polemikę z Autorem, jednak w najnowszym numerze tygodnika ukazał się jej tylko fragment jako list do redakcji, poniżej zamieszczam całość. Jednoznacznie podkreślam, że unikałem odniesień do fragmentów artykułu traktujących o współczesnej polityce ministra Sikorskiego – ponieważ nie chciałem stawiać się w roli krytyka czy też obrońcy tej polityki, odniosłem się wyłącznie do fragmentów które uznałem za „naciągane”.

Ostrożnie z Dmowskim

W czasach władzy ludowej Dmowskiego oskarżano o stworzenie obozu nacjonalistycznego, który był o krok od nazizmu, zakłamując i przeinaczając dorobek twórcy obozu wszechpolskiego – gdyż jak wiadomo za największe zagrożenie ekonomiczne, kulturowe uznawał on Niemcy. Po 1989 Dmowski stał się w niektórych środowiskach ojcem nacjo-komunizmu, który kojarzono z Moczerem i Patriotycznym Ruchem Odrodzenia Narodowego.

Dziś postać Dmowskiego uległa znaczącej demistyfikacji, niestety od czasu do czasu pojawiają się w prasie artykuły prezentujące ojca endecji w krzywym zwierciadle. Do takich tekstów zaliczyć należy art. redaktora Piotra Zychowicz pt.: „Sikorski – wierny uczeń Dmowskiego”, który ukazał się w numerze 9/2011 „Uważam Rze”.

Autor na wstępie rozlicza się z „Traktatem Ryskim”, uważając, iż podpisanie traktatu przyniosło opłakane skutki ponieważ endecy „wyrzekli się spuścizny wielonarodowej Rzeczypospolitej” a  „w Rydze pogrzebana została idea budowy potężnej polsko-litewsko-białorusko-ukraińskiej federacji, która mogła stać się poważnym graczem w regionie”.  Autor prawdopodobnie celowo pomija fakt, iż w przeważającej mierze Litwini, Białorusini i Ukraińcy nie chcieli budowy federacji, gdyż w ówczesnej Europie Środkowo-Wschodniej  rozwijał się nacjonalizm również wśród tych nacji. Litwini jak i Ukraińcy patrzyli na Polskę jako kraj mający imperialne dążenia i chcący pod przykrywką federacji dominować nad innymi państwami regionu. Piotr Zychowicz pomija milczeniem bardzo symptomatyczny brak stosunków polsko-litewskich aż do 1938 r., który  pokazuje jak duże były antagonizmy między dwoma sąsiadami. Sprawa białoruska ma trochę inne oblicze, ponieważ ich ruch narodowy był nader słaby  – a znaczna część Białorusinów uważała się za „tutejszych” lub z łatwością podawała się propagandzie bolszewickiej.

Trudno mi odpowiedzieć na ile minister Radosław Sikorski odwołując się do „Polski piastowskiej” kieruje się wskazaniami płynącymi z dzieł Dmowskiego i czy do ich czytania zachęca go Roman Giertych. Czytając artykuł odniosłem jednak wrażenie, że red. Zychowicz uznaje dążenie do modernizacji Polski wielokrotnie wyrażane przez Dmowskiego za jakiś grzech.

Zychowicz pisząc o współczesnej polskiej polityce zagranicznej konstatuje: „Polska silnie wiąże się z Europą Zachodnią  – co notabene uważam za godne najwyższej pochwały – całkowicie zapominając jednak o Europie Wschodniej”  – czyżby? Nie wiem czy red. Zychowicz nie słyszał, czy też celowo bagatelizuje fakt istnienia projektu pod nazwą Partnerstwo Wschodnie, którego ojcem założycielem jest minister Sikorski. Nie chcę się wdawać w rozstrzyganie sporu czy Partnerstwo spełnia postawione przed nim zadania. Jedno jest pewne, w swych założeniach jest ono nawiązaniem do wskazań Giedroycia i Mieroszewskiego, a nie Dmowskiego, o czym wspomina również Sikorski w udzielonej półocznikowi „Historia i Polityka” (nr 4/2010) odpowiedzi na ankietę. W niej minister pisał na temat koncepcji Giedroycia: „Ta myśl, aczkolwiek zracjonalizowana   i dostosowana do możliwości  i czasów współczesnych, nadal przyświeca naszej  praktyce politycznej i dyplomatycznej w odniesieniu do wschodniego sąsiedztwa”.

Piotr Zychowicz opisując współczesne stosunki Polski z Ukrainą i Litwą zdaje się nie widzieć zarówno polityki litewskiej w stosunku do polskiej mniejszości jak i zmiany obozu politycznego rządzącego na Ukrainie. Cały tekst red. Zychowicza podporządkowany jest z góry postawionej tezie  – zły nacjonalistyczny, szowinistyczny Roman Dmowski i jego epigon Radosław Sikorski.

—————————————————

Zachęcam do zapoznania się  z moją najnowszą książką!!

Korporacje, Patryk Tomaszewski

Nakładem oficyny wydawniczej CYCERO.PL ukazała się moja książka poświęcona polskiemu ruchowi korporacyjnemu w latach 1918-1939.

Czytelnik w monografii znajdzie nie tylko fakty dotyczące korporacji, ich działalności, struktur  i przede wszystkim myśli politycznej. Książka porusza również takie zagadnienia jak:

– polski nacjonalizm;

– życie studenckie w II RP;

– powiązania między korporacjami a Młodzieżą Wszechpolską i Sekcją Młodych SN;

– biografistyka działaczy młodzieżowych z czasów II RP;

– historia polskich organizacji akademickich poza Polską (Wolne miasto Gdańsk, Wrocław, Berlin, Ryga, Kowna, Czerniowce, Paryż);

Książkę można nabyć na stronie księgarni internetowej www.cycero.net

Spis treści publikacji:

Wykaz skrótów …………………………………………………………………………………..8

Wstęp ………………………………………………………………………………………………11

I. Geneza korporacji akademickich oraz charakterystyka

środowiska uniwersyteckiego II RP ………………………………………………..27

1. Geneza ruchu korporacyjnego oraz polskie korporacje

w XIX i na początku XX wieku …………………………………………………….27

A. Geneza niemieckiego ruchu korporacyjnego ………………………….27

B. Polski ruch korporacyjny w XIX i na początku XX wieku ……….33

a. Polskie organizacje typu korporacyjnego w XIX wieku ………33

b. Polskie korporacje akademickie w XIX i na początku

XX wieku ………………………………………………………………………….38

2. Ustrój wewnętrzny korporacji akademickich, terminologia,

zwyczaje i insygnia …………………………………………………………………………..50

A. Organizacja wewnętrzna ………………………………………………………..50

B. Barwy, insygnia i hymny korporacyjne …………………………………..56

C. Statutowe cele działalności korporacji i obowiązki ich

członków ……………………………………………………………………………….60

3. Charakterystyka środowiska studenckiego II RP …………………………63

A. Przepisy prawne ……………………………………………………………………..63

B. Liczba, wyznanie i struktura społeczna studentów ………………….67

C. Organizacje akademickie i studenckie struktury

ogolnoakademickie ………………………………………………………………..71

II. Ogolnopolskie organizacje korporacyjne w II RP …………………….83

1. Związek Polskich Korporacji Akademickich ………………………………..83

2. Zjednoczenie Polskich Akademickich Korporacji

Chrześcijańskich ………………………………………………………………………..118

3. Federacja Polskich Korporacji Akademickich ……………………………125

6 Spis treści

4. Konwent Polskich Korporacji Akademickich oraz Blok

Polskich Korporacji Akademickich ……………………………………………138

A. Konwent Polskich Korporacji Akademickich ……………………….139

B. Blok Polskich Korporacji Akademickich ……………………………….140

III. Zarys struktury polskich korporacji akademickich

w latach 1918–1939 ……………………………………………………………………….144

1. Korporacje krakowskie ………………………………………………………………144

2. Korporacje lwowskie………………………………………………………………….150

3. Korporacje poznańskie ………………………………………………………………158

4. Korporacje warszawskie …………………………………………………………….172

5. Korporacje wileńskie …………………………………………………………………180

6. Cieszyńskie i lubelskie środowisko korporacyjne ……………………….192

A. Środowisko cieszyńskie ………………………………………………………..192

B. Środowisko lubelskie …………………………………………………………….196

7. Korporacje żeńskie …………………………………………………………………….203

8. Organizacje typu korporacyjnego ………………………………………………207

A. Konfederacje ………………………………………………………………………..207

B. Korpusy ………………………………………………………………………………..213

IV. Polskie korporacje akademickie poza granicami kraju …………..216

1. Austria – Wiedeń oraz Czechosłowacja – Praga i Brno ………………217

2. Francja – Paryż ………………………………………………………………………….222

3. Litwa – Kowno…………………………………………………………………………..224

4. Łotwa – Ryga …………………………………………………………………………….231

5. Niemcy – Wrocław i Berlin ………………………………………………………..232

6. Rumunia – Czerniowce ……………………………………………………………..237

7. Wolne Miasto Gdańsk ……………………………………………………………….240

V. Myśl polityczna korporacji akademickich ………………………………..255

1. Nacjonalizm w myśli politycznej korporacji akademickich ………..255

2. Religia w myśli politycznej korporacji akademickich …………………281

3. Mniejszości narodowe w myśli politycznej korporacji

akademickich …………………………………………………………………………….288

A. Mniejszość żydowska ……………………………………………………………289

B. Mniejszości słowiańskie ………………………………………………………..296

Spis treści 7

C. Mniejszość niemiecka …………………………………………………………..302

4. Miejsce Polski w Europie w myśli politycznej korporacji ……………303

5. Ideologia wewnątrzkorporacyjna……………………………………………….309

A. Ideały wychowawcze korporantów ………………………………………309

B. Program pracy organicznej korporacji akademickich ……………322

VI. Podstawowe kierunki działalności korporacji akademickich ..338

1. Działalność w środowisku akademickim ……………………………………338

A. Korporacje akademickie pośród innych organizacji

akademickich ……………………………………………………………………….357

2. Działalność poza terenem akademickim ……………………………………366

A. Działalność społeczna …………………………………………………………..366

B. Udział korporacji w uroczystościach religijnych …………………..369

C. Aktywność polityczna …………………………………………………………..374

D. Zamieszki i bojki z udziałem korporantów …………………………..386

Post factum …………………………………………………………………………………….400

Zakończenie …………………………………………………………………………………..412

Bibliografia …………………………………………………………………………………….419

Aneks nr 1. Korporacje mniejszości narodowych działające

w Polskie ………………………………………………………………………………………..445

1. Korporacje żydowskie …………………………………………………………..445

2. Korporacje ukraińskie …………………………………………………………..451

3. Korporacje innych mniejszości narodowych …………………………457

A. Korporacja białoruska „Scorinia” …………………………………….457

B. Rosyjski konwent „Ruthenia Vilnensis”…………………………….459

C. Oddziały korporacji estońskich ………………………………………..460

D. Korporacje niemieckie w Polsce ……………………………………….461

Aneks nr 2. Wykaz Prezesów Związku Polskich Korporacji

Akademickich ………………………………………………………………………………..464

Aneks nr 3. Metryki korporacji akademickich ………………………………468

Indeks …………………………………………………………………………………………….501

——————————————————————————————

31 III 2011

W numerze 8/2011 „Najwyższego Czasu” ukazał się artykuł Pana Jakuba Wozińskiego pt.:  O pobożnych socjalistach. Tekst uznałem wraz z kol. Arkiem Mellerem za wysoce polemiczny (można przeczytać tutaj) z tego względu napisaliśmy replikę, którą zamieszczam poniżej (pochodzi z numeru 11 NCz). Do naszego tekstu w sposób interesujący i kulturalny odniósł się brat Pana Jakuba Wozińskiego  – Lucjan Woziński w „Najwyższym Czasie” nr 13/2011 (art. Libertarianin może być pobożnym katolikiem,  – tekstu nie znalazłem w sieci. Do tekstu Pana Lucjana Wozińskiego jeszcze nie wiem czy będziemy się odnosić, jeśli tak to zapewne już nie na łamach NCz – ponieważ przydługa polemika może „zmęczyć” czytelników, być może, całość zamieszczona zostanie na portalu konserwatyzm.pl.

Oto nasz tekst z 11 numeru NCz.

„Pobożni socjaliści” w odpowiedzi „niepobożnemu niesocjaliście”

„Świętym” prawem każdego publicysty jest symplifikacja. Mózg człowieka jest już tak skonstruowany, że posługuje się prostymi kategoriami. Jednakże zbytnie upraszczanie rzeczywistości może i częstokroć prowadzi do przeinaczeń, błędów, gdyż nie postrzega się złożoności rzeczywistości. Tak też ma się sprawa z tekstem p. Jakuba Wozińskiego, który ukazał się w „Najwyższym Czasie!”, nr 8/2011. Szanowny autor posługuje się w swoim artykule jak młotem zbitką pojęciową „pobożny-socjalista”. Kimże jest owa inkryminowana postać? Jest nim każdy polski katolik. Mało tego. Katolik, który ma zapędy „socjalistyczne”. I co ważniejsze w świecie p. Jakuba Wozińskiego nie ma od tego wyjątku. Ciekawe jak p. prof. Michał Wojciechowski poczuje się, gdy dowie się że należy do grona „socjalistów”. Też pewnie nie swojo poczuliby się w inkryminowanym gronie Erik Maria Ritter von Kuehnelt-Leddihn czy Claude Frédéric Bastiat. W końcu to też katolicy, więc o zgrozo także i niechybnie „socjaliści”. Wszak katolik to socjalista tyle, że „pobożny”. Zastosowaną terminologię można byłoby zrozumieć gdyby tekst odnosił się bezpośrednio do środowisk chadeckich, dziś reprezentowanych przede wszystkim przez PiS. Pan Woziński dokonał jednak groźnej generalizacji.

P. Jakubowi Wozińskiemu nie starcza szermowanie to na lewo to na prawo wygodnymi etykietkami. Otóż zdecydował się kategoryczne, posługując się sobie tylko znanymi kryteriami,  rozdzielić wiarę od rozum jako strefy nie przystające do siebie, a nawet antagonistyczne. Temat relacji wiara-rozum był już wielokrotnie tu i ówdzie podejmowany. Jednak szanownemu Autorowi trzeba przypomnieć, iż co najmniej od XIII wieku ów dla p. Jakuba Wozińskiego nie redukowalny spór, został na gruncie teologii rozstrzygnięty. A rozstrzygnął go św. Tomasz z Akwinu. Ów „pobożny socjalista” dokonał delimitacji obszaru  wiary i wiedzy twierdząc, że wprawdzie rozum poznaje tylko rzeczy doświadczalne, ale istnieją także prawdy wiary dostępne rozumowi poprzez fakt Objawienia. Jednak na ogół wiara i wiedza stanowią dwie różne dziedziny tym bardziej, że niektóre prawdy wiary przekraczają zdolności rozumu przy czym między samym rozumem a Objawieniem nie możliwe jest wystąpienie sprzeczności. Oparcie filozofii przez św. Tomasz na przesłankach o charakterze empirycznym najbardziej było widoczne w jego słynnych pięciu dowodach na istnienie Boga, które wyprowadzone zostały z dzieł dokonanych przez Boga, które można poznać za pomocą obserwacji rozumowych.

Zresztą św. Tomasz skonkretyzował to, co w teologii zachodnioeuropejskiej było obecne od wieków. W gruncie rzeczy w średniowieczu jedynie mistycy podkreślali antagonizm wiary i rozumu. Jednak spotykały ich za to kary czy też upomnienia ze strony Urzędu Nauczycielskiego Świętego Kościoła Rzymskiego by przypomnieć losy największego mistyka owych czasów czyli Mistrza Eckhart. Zresztą pojawiały się próby wypracowania swoistego rodzaju syntezy scholastyki i mistyki. Została podjęta w opactwie św. Wiktora pod Paryżem, a którego głównym przedstawicielem był Hugon od św. Wiktora. Dokonał on rozdziału na wiedzę i wiarę. Przy czym wiedza miała odnosić się do rzeczywistości poznawanej zmysłami, natomiast wiara do rzeczywistości nie poznawalnej zmysłami. Tym samym miała zajmować lukę wytworzoną przez wiedzę, która ze względu na słabości i ograniczenia rozumu nie była w stanie poznać prawd wiary. W podobny sposób próbując pogodzić wiarę z rozumem wypowiadał się św. Anzelm z Canterbury, nazywany następcą św. Augustyna. Uważał, że dla poznania równie ważna jest wiara jak i rozum. Przy czym rozum nie mógł uchodzić za narzędzie, które miało weryfikować prawdy wiary, lecz je uzasadniać. Wiara miała stanowić punkt wyjścia do rozumowych poszukiwań, które powinny być zgodne z wynikami rozumowych spekulacji. Inny słowy ludzkie poszukiwania rozumowe miały poruszać się w  obrębie dogmatów wiary. Istotą teologii św. Anzelma było użyte przez niego sformułowanie: „wiara wymagająca zrozumienia”.

Powyższe siłą rzeczą dość skrótowe ujęcie tak istotnego zarówno dla filozofii jak i dla refleksji, a ściśle mówiąc katolickiej relacji między wiarą a rozumem przybierała w historycznym procesie różny kształt jednak nigdy, poza mistykami, nie odrzucano czy też odmawiano rozumowi prawa do poznania prawd wiary.

Pana Jakuba Wozińskiego irytuje fakt, że katolicy chcą w porządku publicznym ustanowienia reguł zgodnych ze swoją konfesją. Drogi Panie!!! Niestety już nie chcą!!! Od Vaticanum Secundum dla przeciętnego polskiego katolika Społeczne Panowanie Chrystusa Króla jest pojęciem z całkiem „innej planety”. Od wspomnianego soboru katolicy dokonali  ralliement do świata demokratycznego. Trzeba się zgodzić, że to schizofreniczna postawa. Katolicy przekonani o świętości swojej wiary są zobowiązani przez Jezusa Chrystusa do wcielania w życie głoszonych przez Niego nauk. Zresztą, co warta byłaby wiara, która ograniczałaby się wyłącznie do głoszenia na swój własny użytek jakiegoś systemu aksjologicznego?

Nawet Autor opowiadając się za „neutralnością” państwa nie chce pozostać „neutralny” tylko w stosunku do siebie samego, ale chce te swoje zasady rozprzestrzenić. Zresztą za niewinnym pojęciem „neutralności” kryje się konkretna ideologia, którą można z łatwością rozpoznać, a jest nim laicyzm. „Neutralność” światopoglądowa szybko postępująca od rewolucji francuskiej zaciera granice pomiędzy dobrem i złem, które są wyraźne dzięki moralności opartej tak czy inaczej na jakimś systemie aksjologicznym. Pan Woziński zdaje się, że zna jakiś „powszechny kodeks etyczny”. Nam trudno go dostrzec, nawet jeśli za taki uznamy – prawa człowieka np. według Deklaracji Praw Człowieka, która jak wiemy nie jest powszechnym drogowskazem postępowania również we współczesnym świecie. Pan Jakub przychyla się w swych rozważaniach do „pozytywnej” wizji człowieka w której z swej natury jest dobry, taka perspektywa wyklucza takie dechy jak: obłuda, zawiść, złośliwość, nikczemność, brak honoru. Człowiek żyje na ziemi gdzie jak pisał św. Augustyn przeplatają się pierwiastki dobra i zła. Z tego względu nie jest on w stanie sam z siebie postępować według kategorii dobra. Fakt, iż człowiek nie do końca umie postępować według zasad dobra dostrzegał również John Stuart Mill, zakładał on bowiem, że społeczeństwo może pouczać jednostkę.

Pan Jakub Woziński jest zdecydowany wrogiem państwa, nie dostrzegając w nim (tak wynika z treści tekstu) żadnej wartości. Darujemy sobie pisanie o takich wartościach jak wspólnota, gdyż dla indywidualisty-Wozińskiego one nie przemówią i będą niezrozumiałe. Do rozwagi autora podać przykład, gdzie rola państwa Autorowi mogłaby przynieść pewne pozytywy. Chcielibyśmy zapytać: jak Autor w systemie nieskrępowanej wolności gospodarczej rozwiąże problem istnienia trustów, karteli, monopoli? Przecież dla niego jako „wolnorynkowca” nie istnieje żadna instancja, która by hamowała firmy przed dobrowolnymi zmowami kartelowymi. Jak można zrozumieć dla Autora nie będzie problemem życie w społeczeństwie kartelowym. Wszak to zawsze będą prywatne kartele i będzie mógł sobie między nimi wybierać.

Na marginesie traktowanie przez pana Jakuba Wozińskiego państwa jako wroga i wyzyskiwacza to nic innego jak czysto marksistowska teoria genezy państwa. O tym, że marksizm jako metoda opisu zjawisk społecznych nie jest obcy libertarianom świadczy tekst Hansa-Hermanna Hoppe ,,Analiza klasowa: marksizm a Szkoła Austriacka”.

Jednym z bardziej przedziwnych punktów tekstu jest ten mówiąc o „prawie naturalnym”. Do tej pory uważaliśmy, że każdy kto miał chociaż krótkotrwałą styczność z filozofią posługuje się tym samym pojęciem co my. A tu niespodzianka!!! Autor w sposób tylko dla siebie wiadomy (nie podaje za kim tak rozumie to pojęcie, chyba, że za „samym sobą”) posługuje się jak mantrą pojęciem „prawo naturalne”, które dla niego to nic innego jak prawo własności. My z kolei znamy definicję autorstwa „pobożnego socjalisty” św. Tomasza, według którego prawo naturalne (lex naturalis) czasami nazywane także prawem moralnym odnosi się do natury całego rodzaju ludzkiego. Jest ono dostępne poznawczo każdemu człowiekowi, nakazując w uproszczeniu czynić dobro a unikać zła, dlatego potępia np. kradzież, lecz nie reguluje w sposób raz na zawsze kwestii własności warunkując je od danych warunków społecznych, a konkretnie od niepisanego prawa zwyczajowego danej wspólnoty.

Zgodzić się można, że nadmiar państwa powoduje patologie, odbiera wolność, prowadzi do stagnacji. Nie można zgodzić się wszak, iż państwo samo w sobie jest złem, jak pisał np. Rothbart, choć już libertarianin Nozick widział pewne pozytywy istnienia państwa  – ochronę obywateli. Skoro są obywatele może istnieć miłość tej choćby minimalistycznie postrzeganej ojczyzny – rozumianej już według klasycznego modelu Jelinka.

Trudno pochylać się szczegółowo nad błędami zawartymi w sześciu punktach w których Pan Woziński rozprawiał się z „pobożnymi socjalistami”. Warto wskazać jednak, iż pisząc w punkcie 5 Autor pisze: „Po katolicku można jednak zarządzać tylko prywatnym przedsiębiorstwem – państwo to potężny aparat przymusu”. Skoro można po katolicku zarządzać przedsiębiorstwem, w którym obowiązują pewne normy postępowania, to dlaczego tymi normami nie można posługiwać się w rządzeniu państwem? Widzimy problem w przynależności do danego państwa, która niejako jest narzucona miejscem urodzenia. Nie sądzimy aby w stanie natury miejsce urodzenia nie determinowało pewnych zachowań.  Zgadzamy się jednak, iż powinna istnieć wolność zostania apatrydom.

Znamy marksistowską teorię państwa, znamy też teorię państwa według Hobbsa, czy też teorie funkcjonalistyczne, jednak konserwatystom bliżej do koncepcji patriarchalnych, patrymonialnych i teologicznych – choćby według przywołanego św. Tomasza. Na pewno nie jest jednak po drodze z anarchizmem. Natomiast czytając artykuł Pana Wozińskiego nasuwają nam się słowa anarchisty Proudhona, który pisał: „Ktokolwiek położy na mnie rękę, aby mną rządzić, jest uzurpatorem i tyranem; stwierdzam, że jest moim wrogiem”.

Arkadiusz Meller, Patryk Tomaszewski

—————————————————————————————————

27 III 2011

Od dłuższego czasu zabieram się za przygotowanie folderu  – biuletynu dotyczącego kół naukowych i organizacji studenckich działających przy UMK. Ostatecznie jeśli wszystko będzie przebiegało zgodnie z planem „biuletyn” ma przyjąć formę multimedialną – wzorowaną trochę na  „Gazecie Niecodziennej” http://absolwent.umk.pl/gazeta/05/

w związku z tym przedsięwzięciem zapraszam prezesów/przewodniczących organizacji studenckich na spotkanie które w dużej mierze poświęcone będzie właśnie temu przedsięwzięciu.

Spotkanie odbędzie się o godz. 17.00 dnia 7 IV 2011 r. w sali 605 w budynku rektoratu.

————————————————————————-

26 III 2011

W dzisiejszym wydaniu „Plus minus” – dodatku do sobotnio-niedzielnego wydania „Rzeczpospolitej” znajduje się omówienie  książki „Życie i śmierć dla Narodu!”  autorstwa Rafała A. Ziemkiewicza – pt. Przepraszam ONR

4 III 2011

Serdecznie zapraszam na spotkanie promujące II wydanie antologii poświęconej myśli narodowo-radykalnej. Organizatorem spotkania jest Koło Myśli Politycznej, któremu serdecznie dziękuję za bardzo dla mnie i  kol. Mellera miłą inicjatywę. W czasie spotkania będzie można nabyć książkę.

Życie i śmierć dla narodu - Tomaszewski Patryk

————————————————————————————————-Historia i Polityka red. Patryk Tomaszewski

Miesiąc luty obfituje w wydarzenia wydawnicze. Dopiero co ukazało się II wyd. „Antologii myśli narodowo-radykalnej z lat 30. XX wieku”, a na rynku księgarskim pojawił się najnowszy 11 numer „Historii  i Polityki”. Tym razem poświęcony polskiej polityce wschodniej. Na jej temat wypowiedział się minister spraw zagranicznych – Radosław Sikorski, ale także badacze i specjaliści zajmujący się tą tematyką.

Klikając tu można nabyć pismo.

Kolejny 12 numer poświęcony będzie  pojęciu prawica-lewica w postmodernistycznym świecie, następny zaś relacją między polityką a literaturą.

Zachęcam zarówno do lektury jak i pisania na naszych łamach!!!

Spis treści numeru 11:

ANKIETY NA TEMAT POLSKIEJ POLITYKI WSCHODNIEJ

RADOSŁAW SIKORSKI
MARIUSZ WOŁOS
PIOTR GROCHMALSKI
MAŁGORZATA NOCUŃ
TADEUSZ A. OLSZAŃSKI
PRZEMYSŁAW SIERADZAN

TEMAT NUMERU: POLSKA POLITYKA WSCHODNIA
ANNA PANKOWSKA VEL JANKOWSKA
Problem polskiej polityki zagranicznej wobec państw wschodnich w początkach lat dziewięćdziesiątych XX wieku
na łamach prasy katolickiej
PRZEMYSŁAW JASTRZĘBSKI
Wobec „ludu ruskiego…”. „Myśl Narodowa” (1921–1939) wobec mniejszości ukraińskiej i białoruskiej

MYŚL POLITYCZNA
GRZEGORZ RADOMSKI
Eugenika i przejawy jej recepcji w polskiej myśli politycznej do 1939 roku
DARIUSZ MAGIER
Cnoty republikańskie i patriotyzm w PRL
TOMASZ CERAN
Historia i polityka – światy przeciwstawne? Na marginesie myśli Juliusza Mieroszewskiego
JAROSŁAW TOMASIEWICZ
Osmoza komunizmu i nacjonalizmu w Rosji: geneza hybrydy

STOSUNKI MIĘDZYNARODOWE
KRZYSZTOF KANIA
Brytyjska polityka ustępstw, a wybuch Drugiej Wojny Światowej
ALEKSANDRA AFTARUK
Tworzenie zrębów polityki zagranicznej pierwszej „Solidarności” wobec Zachodu
MARCIN CZYŻNIEWSKI
Polityka wschodnia Unii Europejskiej w okresie prezydencji czeskiej (styczeń–czerwiec 2009)

ŹRÓDŁA

PAWEŁ LIBERA
Zwalczanie ruchu prometejskiego w Polsce Ludowej:
wstęp do badań. Część I
RECENZJE I OMÓWIENIA
Marek Czyrka, Ratusz zatrzymany w czasie. Narodowcy we władzach Lublina w latach 1918–1939, Szczecin 2008                                     (rec. RAFAŁ DOBROWOLSKI) .
Polska i Ukraina w walce o niepodległość 1918–1920, pod red. T. Krząstka, Warszawa 2009 (rec. EMILIAN WISZKA) .
Obóz narodowy w obliczu dwóch totalitaryzmów, pod red. R. Sierchuły, Warszawa 2010 (rec. PATRYK TOMASZEWSKI)
G. Kucharczyk, Polska myśl polityczna po roku 1939, Dębogóra 2009 (rec. ARKADIUSZ LEWANDOWSKI)
Autorytaryzmy iberyjskie – Hiszpania Franco i Portugalia Salazara, pod red. B. Szklarskiego, M. Słęckiego, Warszawa 2010,                  (rec. ARKADIUSZ MELLER)

————————————————————————————————-

Nakładem wydawnictwa PROHIBITA ukazało się drugie wydanie antologii źródeł „Życie i śmierć dla Narodu!” – jest to wydanie znacznie poprawione edycyjne zawiera również nowe źródła.

Na temat książki wypowiedział się Pan redaktor Rafał Ziemkiewicz, który napisał:

Życie i śmierć dla Narodu! Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat trzydziestych XX wieku to prawdziwa perełka i niewątpliwy hit wydawniczy ostatnich lat. Po raz pierwszy bowiem Czytelnicy uzyskują dostęp do tekstów źródłowych, publikowanych przez środowisko przedwojennego ONR. Niniejsza antologia tekstów to swoisty elementarz, tym ważniejszy, bo ukazujący ideę narodowego radykalizmu nie tylko jako paradowanie w mundurach po ulicach polskich miast i wykrzykiwanie prostych haseł, ale jako w pełni usystematyzowany światopogląd, co prawda radykalnie krytykujący rzeczywistość, ale jednocześnie zdecydowanie podkreślający i odwołujący się do wartości będących od wieków fundamentem Polski i Europy.

Obóz Narodowo Radykalny znany jest przeciętnemu polskiemu inteligentowi tylko na podstawie jednego zdania Czesława Miłosza: „Jest ONR-u spadkobiercą partia”, zdania z całej twórczości noblisty bodaj najczęściej cytowanego i, powiedzmy to, najmniej sensownego. Czym był rzeczywiście ONR, co głosił, jak działał? Tego nikt nie wie. Publikacja panów Arkadiusza Mellera i Patryka Tomaszewskiego zapełnia lukę w naszej pamięci w sposób najlepszy z możliwych – po prostu udostępniając źródła.

Rafał A. Ziemkiewicz

6 II 2011

Wiele osób poszukuje swojej tożsamości, szczególnie szczęśliwi są ci, których rodziny pielęgnują tradycję i wspomnienia o swoich korzeniach. Niestety po 1945 r. władze komunistyczne uznały, że wszystko co związane zarówno z tradycją rodzinną, szczególnie jeśli jakaś rodzina posiadała korzenie ziemiańskie (choć również mieszczańskie), jest wsteczne i reakcyjne. Po odebraniu prawowitym właścicielom ich majątków, a także po zawierusze wojennej, okazało się, że stajemy się narodem okrojonym ze swych korzeni, ze swych tradycji rodzinnych, a często także przywiązania do ziem, z których pochodzimy. Taki los spotkał większość osób przybywających na terytorium tzw. Ziem Odzyskanych, z terenów wcielonych do ZSSR. Na tych ziemiach Polacy zaczynali budować na nowo swoją tożsamość. Położenie tych osób było bardzo trudne ponieważ wbrew własnej woli zostali wygnani z ziemi, na której mieszkali  i pracowali. Z miast, w których spędzili swoją młodość, słowem z ziemi przodków. Po przybyciu na tereny odzyskanie nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości, nie tylko politycznej, ale również w obcym świecie nieznanej okolicy. Władza ludowa podsycała wśród tych osób nastrój niepewności i tymczasowości. Podkreślano, iż tylko władza ludowa i sojusz z ZSRR jest gwarantem granicy na Odrze i Nysie.

Przywiązanie do nowej małej ojczyzny zaczęło wzrastać po 1989 roku, osoby szukające tożsamości zaczęły coraz bardziej interesować się historią wsi, miast, miasteczek w których przyszło im żyć, czasami już w drugim pokoleniu. Miejsca w których mieszkali stawały się ich pierwszym  i już nie tymczasowym domem.

W mieście, w którym się wychowałem wychodzi poważne pismo naukowe – jakim jest „Rocznik Dobromiejski„, wydawany przez Stowarzyszenie na Rzecz Oświaty w Dobrym Mieście. Dotychczas ukazały się jego trzy tomy, pismo przybliża czytelnikom dawne dzieje Dobrego Miasta oraz całej Warmii. Jest mi niezmiernie miło zapoznawać się z kolejnymi tomami naprawdę bardzo ciekawego pisma, dzięki niemu odkrywam  na nowo historie ulic i miejsc, które zawsze chętnie odwiedzam.

„Rocznik Dobromiejski” niewątpliwie buduje więź między historią i współczesnością.

———————————————————————————————————–

15 I 2011

Patrząc na dzisiejsze życie kulturalne i  naukowe studentów, długo nie mogłem wyzwolić się z porównywania go z okresem II RP, którym zajmowałem się naukowo. Szybko doszedłem do wniosku, że takie odnoszenie się do świata minionego i konfrontowanie go z rzeczywistością nie ma sensu, ponieważ czasy  II RP różniły się zasadniczo od naszych. Co więcej, porównań nie należy szukać nawet z latami dziewięćdziesiątymi, gdy na uczelniach toczyły się spory polityczne między zwolennikami ZSP i NZS, czy też Ligi Republikańskiej, dziś takie zjawiska zanikły – może to oznaka czasów postpolityki.

Jeśli ktoś chce bliżej przyjrzeć się, jak dziś wygląda życie naukowe studentów serdecznie zapraszam na konferencję: „Studenckie Koła Naukowe – Wczoraj i Dziś”, którą organizuje 20 maja -Zakład Socjologii Nauki przy Instytucie Socjologii UMK.

Natomiast osoby, które są zainteresowane historią organizacji studenckich, a przede wszystkim korporacji akademickich, zachęcam do lektury 2 zeszytu pisma „Historia Academica”, redagowanego przez Filistra Michała Laszczkowskiego. Pismo  ma format B5, ilość stron 370, cena 40 PLN (zamawiać można kierować na mail: laszczkowski@op.pl). W najnowszym numerze czytelnik znajdzie:

HISTORIA ACADEMICA. STUDIA I MATERIAŁY

Zeszyt II – Spis treści

ROZPRAWY

Arkadiusz Janicki

Prawa i obowiązki studentów Uniwersytetu w Dorpacie (Tartu) w świetle przepisów z 1803 roku – teoria i praktyka.

Jan Trynkowski

Dorpatczycy w powstaniu styczniowym

Maurycy Zajęcki

Udział członków Korporacji Akademickiej Chrobria w Powstaniu Wielkopolskim

Michał Wołłejko

Operacja „Kartel” – działania Służby Bezpieczeństwa wobec środowiska korporantów wileńskich

WSPOMNIENIA

Antoni Wejtko (1895-1962)

Dziennik

Jerzy Eysymontt (1908-1963)

Dziennik z lat wojny 1939 – 1945

DOKUMENTY

Patryk Tomaszewski (oprac.)

Projekt ustroju polskich korporacji akademickich

Michał Laszczkowski (oprac.)

Protokół ze wspólnego Zjazdu Komilitonów AK! Arkonii i PAK Jagiellonii, który odbył się dnia 4 grudnia 1943 r. w Londynie.

RECENZJE

Jacek Misztal

M. Ryba (red.) Rzeczpospolita Akademicka. Działalność młodzieży studenckiej na KUL-u w II Rzeczypospolitej.

Patryk Tomaszewski

A. Pilch, Studenci polscy w Republice Austrii: 1919-1938.

KOMUNIKATY

Dorota Janiszewska-Jakubiak

Grób Gustawa Manteuffla na cmentarzu w Drycanach

———————————————————————-

Moja recenzja książki Macieja Wojtackiego: Słowo Stanisława Cata-Mackiewicza. Dziennik konserwatystów wileńskich w latach 1922-1939. Monografia pisma

——————————————————————————–

Wszystkim odwiedzającym moją stronę, życzę zdrowych, spokojnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, a w nadchodzącym roku samych sukcesów

Oto promień złoty,
oto wśród nocnej ciszy rozwarte ramiona –
oto próg mój przestąpił
kres długiej tęsknoty…

Karol Hubert Rostworoswski

===================================================

ZAPRASZAM NA SWÓJ WYKŁAD PRZYGOTOWANY DLA STUDENTÓW WSB W TORUNIU  –

JUTRO DNIA 16 XII, GODZ. 11.30, SALA 210 – GMACH WSB.

3 XII 2010

Finansowanie partii politycznych

Jak mawiają starzy ludzie: „kiedyś to było lepiej”. Jeśli weźmiemy pod uwagę zaangażowanie w sprawy społeczno-polityczne, to faktycznie kiedyś było lepiej. Należy zapytać się no dobrze, ale kiedy? Choćby w na początku XX wieku, gdy Polacy mieszkali w trzech zaborach, a polskie partie polityczne działały w niezmiernie trudnych warunkach (no może trochę łatwiej mieli w Galicji). Czy możemy sobie dziś wyobrazić jak Roman Dmowski i Jan Ludwik Popławski zwracają się o dofinansowanie np. „Przeglądu Wszechpolskiego” do władz w Wiedniu, lub też Józef Piłsudski zamiast napadać na pociągi, aby zdobyć pieniądze na działalność PPS „Frakcja Rewolucyjna”, zwraca się do Mikołaja II o dofinansowanie swojej organizacji.

Dziś sprawy wyglądają zupełnie inaczej. Partie polityczne są finansowane z budżetu państwa, oczywiście nie wszystkie, ale te wybrane, którym udało się otrzymać 3% głosów na jej listy w wyborach do sejmu. Subwencja z budżetu państwa, jest argumentowa przede wszystkim faktem, że w innym wypadku partie polityczne będą korzystać z niejasnych źródeł finansowania i będą narażone znacznie bardziej na korupcję. Strasznie słuchać, gdy politycy sami mówią wprost, że jeśli podatnicy nie dotują ich działalności, to wówczas może dojść do ich korumpowania. Chyba należy raczej starać się budzić zaufanie publiczne, aby wykorzystać pozostałe źródła finansowania jak np. składki członkowskie, darowizn, działalność z wykorzystaniem własnego majątku, a nie straszyć swą nieuczciwością!

Biorąc pod uwagę, co dziś zauważył również premier Donald Tusk, dotychczasową historię partii politycznych i afer korupcyjnych z nimi związanych, trudno uwierzyć w taki argument. Poza tym to, że ktoś posiada majątek, nie oznacza, że nie będzie chciał go pomnożyć w sposób nieuczciwy. Nieuczciwość dotyczy wszystkich grup społecznych – zadaniem państwa jest wprowadzić takie mechanizmy, które minimalizują zagrożenia z nią związane.

Pojawiają się także argumenty (vide poseł Iwiński) zupełnie kuriozalne, w których jedynym argumentem przemawiającym za subwencjami, jest fakt, iż tak jest w innych krajach UE!!!

Moim zdaniem sprawą najważniejszą jest fakt, że partie polityczne, które nie przekroczyły 3% nie otrzymują dotacji, tym samym z kieszeni wyborcy wspiera się ugrupowania, na które często on sam nie dałby ani grosza!!! Pieniądze idą więc tylko na partie, które przez jednego z polityków spoza mainstreamu, nazywane są „bandą czworga”.

Dofinansowanie partii, pomaga w utrwaleniu obecnego podziału politycznego. Kolejnym elementem, moim zdaniem, wpływającym na to utrwalenie – jest proporcjonalna ordynacja wyborcza, która w połączeniu z subwencjami betonują wręcz scenę polityczną.

Inną sprawą, którą warto poruszyć, są intencje PO, która jest zwolennikiem zawieszenia dotacji partii politycznych. Z jednej strony jest to świetny trick PR, gdy partia posiada w zasadzie pełnię władzy w kraju i nie musi dodatkowo promować swoich polityków. Może też chodzić o odsunięcie od pieniędzy opozycji, co doprowadzi do całkowitej dominacji PO na scenie politycznej.

—————————————————————————————————————

31 X 2010

Od czasu do czasu ktoś pyta mnie na kogo będę głosował w wyborach samorządowych. Uciekam zazwyczaj od jednoznacznej odpowiedzi, co czyni mnie jednym z wielu współczesnych klerków. Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że jestem przeciwnikiem centralizmu, szczególnie zaś omnipotencji władzy, ale nie oznacza to, że nie pragnę władzy silnej i prawej. Uważam, że państwo jest tworem naturalnym, a skoro tak, to również samorząd, podobnie jak rodzina i państwo jest takim tworem. Idealnie byłoby gdyby samorząd nie powstawał w ramach reform. Niestety współczesne państwa, a szczególnie Polska,  ze względu na różnorakie tradycje administracyjne, zmiany granic, została podzielona na trzy szczeble samorządu odgórnie.

W każdym razie skoro mamy trzystopniowy podział samorządu (najwięcej kontrowersji budzą moim zdaniem powiaty), to zależałoby mi aby jak najwięcej władzy pozostawało na dole – w samorządzie. Co więcej idealna byłaby sytuacja aby do samorządu dostawali się ludzie nie tylko kompetentni ale reprezentujący rożne grupy społeczne. Z tego wynika, iż czym więcej w samorządzie społeczników, tym lepiej. Idealnie byłoby gdyby jeszcze społecznicy mieli własne przedsiębiorstwa czy też działali w usługach, a nie byli np. urzędnikami administracji publicznej (obojętnie czy centralnej czy też zdecentralizowanej).

Skoro samorząd ma decydować o naszych sprawach lokalnych, przecież tak istotnych dla naszego codziennego funkcjonowania, chciałbym aby osoby zasiadające w radach i sejmikach mogły pochwalić się sukcesami, aby radni nie przypominali sobie  o wyborcach tuż przed głosowaniem. W Polsce coraz częściej oderwanie przedstawicieli ludu dostrzegam już nie tylko w Sejmie i Senacie ale samorządzie, co moim zdaniem podważą całą ideę samorządności!!! Brak inicjatyw lokalnych w porozumieniu z mieszkańcami, marazm  a do tego jeszcze ospałość urzędników –  tak często wygląda samorząd.

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem takiego rozumienia samorządności, uważam, że wspierać trzeba ludzi, którzy niezależnie od diety, czy poklasku politycznego wspierają inicjatywy lokalne, kreują nowe pomysły, a do tego reprezentują świat wartości!

————————————————————————————–

18 X 2010

Jakiś czas temu wysłałem kilka swoich zdjęć na konkurs fotograficzny pt. ETNOKLMATY, organizowany przez Muzeum Etnograficzne w Toruniu. Dnia 15 X rozstrzygnięto konkurs, niestety żadne moje zdjęcie nie zostało nagrodzone ani wyróżnione 😦  – ale mimo wszystko odniosłem swój mały sukces ponieważ moje zdjęcie znajdzie się na wystawie pokonkursowej. Jak się mawia „pierwsze koty za płoty”.

Więcej o konkursie kliknij TU!

———————————————————————————————————–

15 X 2010

Toruniowi nie udało się przejść do następnego etapu starań o prestiżowy tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Wielu artystów, ale również osób zajmujących się animacją kultury, przewidywało, że nasze starania mogą zakończyć się fiaskiem. Jakie są tego przyczyny.

Moim zdaniem, biuro ESK, postawiło na złą koncepcje, to znaczy zaczęło przekonywać już przekonanych. Duża część wysiłków skupiła się na przekonywaniu mieszkańców, o potrzebie zostania przez Toruń  – Europejską Stolicą Kultury. Co powinno się robić w zamian? Przede wszystkim  wyjść do zawodowych oraz amatorskich środowisk artystycznych, wspierać ich działania, a one przez swoje projekty i przedsięwzięcia w sposób naturalny zwracałyby uwagę  i podskórnie przekonywały mieszkańców o toruńskich staraniach, a przede wszystkim pokazywałyby, że kultura to wielki atut miasta, wpływający na ilość turystów, na oddolne zaangażowanie mieszkańców, na rozwijanie artystycznych zainteresowań dzieci itp… Skończyło się na przekonywaniu przekonanych oraz komunikowaniu się z mieszkańcami za pomocą plakatów zamiast różnego rodzaju wydarzeń artystycznych.

Poza tym, jeśli już mowa o wychodzeniu z informacją o aspiracjach kulturalnych Torunia, to zauważyłem, że Biuro prowadziło podobnie jak większość instytucji samorządu gminnego, coś co nazwałbym „centralnym planowaniem kultury”. Zabrakło inicjatyw w które włączyliby się spontanicznie mieszkańcy. Gdy byłem jakiś czas temu w Wilnie, które było Europejską Stolica Kultury (zresztą w czasie wielkiego tąpnięcia finansów publicznych Litwy), w czasie obchodzonego tam Święta Muzyki zauważyłem, że mieszkańcy bardzo chętnie wychodzą z gitarami, drumlami, harmonijkami – do parków, na skwery, aby tak w gronie przyjaciół grać i miło spędzać czas. Zespoły tańca zachęcały przechodniów aby ci zaczynali w rytmach, często  ludowej muzyki, z nimi tańczyć, ucząc się kilku prostych kroków. Nikt nie przechodził obojętnie, chodziło o pomysł, który został dobrze rozreklamowany w szkołach, autobusach oraz o jego otwartość, każdy mieszkaniec przechadzający się przy Placu Ratuszowym, czy też Katedrze mógł włączyć się w obchody Święta Muzyki.

Któregoś dnia usłyszałem w Trójce reportaż, poświęcony architekturze modernistycznej  w Katowicach. W sumie to teoretycznie nic nadzwyczajnego, a jednak, ta architektura została tak barwnie opisana, że chce się jechać do Katowic aby zobaczyć modernizm na własne oczy. Prosty zabieg reklamujący Katowice, a jakże skuteczny. W Toruniu na mniejszą skalę „szlak” modernizmu pokazywali działacze stowarzyszenia Bydgoskie Przedmieście – moim zdaniem gdyby zainteresowało się takimi inicjatywami miast i zareklamowało je na zewnątrz – to byłby sukces promujący zarówno wśród mieszkańców jak i osób spoza miasta – toruński bardzo interesującą architekturę z czasów II RP.

fot. Patryk Tomaszewski, Święto Bydgoskiego Przedmieścia

Ktoś zapyta, no dobrze ale jak Biuro ESK miało wspierać przedsięwzięcia artystyczne? Przede wszystkim  pomagać w organizacji imprez, każdy kto oficjalnie próbował w przestrzeni miejskiej zorganizować koncert lub wystawę, wie ile trzeba zezwoleń, jak długo trwają procedury decyzyjne, do ilu wydziałów miejskich trzeba zadzwonić. Moim zdaniem to właśnie Biuro ESK miało być tą instytucją, która jeśli zaaprobowała jakiś pomysł, to czuwała od strony logistycznej nad jego realizacją,. Dlaczego przede wszystkim jeśli jakiś niezależny artysta będący np. w Toruniu na stypendium zechciałby zorganizować na otwartym powietrzu wystawę, gwarantuję, że ilość zezwoleń, rozmów i telefonów, przerosłaby jego budżet, poza tym osoba z zewnątrz „zginie” poruszając się miedzy anonimowymi urzędnikami, niczym Józef K. – bohater Frantza Kafki.

————————————————————————————————————————————-

22 IX 2010

Nowy Sołoniec - Tomaszewski Patryk

Po raz drugi miałem okazję być na sesji naukowej w Suczawie poświęconej szeroko pojętym stosunkom polsko-rumuńskim. Na sesję licznie przybyli badacze z Polski, Rumunii oraz przedstawiciele rumuńskiej polonii. Organizatorem sesji był Związek Polaków w Rumunii. Polska diaspora jest w tym kraju doskonale zorganizowana, a jej przedstawiciele mocno związani z polskością. Sesja jest organizowana w ramach „Dni polskich w Rumunii”. Przemili organizatorzy, w tym roku zaprosili uczestników sesji do wzięcia udziału w dożynkach zorganizowanych w Nowym Sołońcu, wsi w której większość mieszkańców jest Polakami. Jak powstała wieś? Otóż w październiku 1834 roku trzydzieści góralskich rodzin założyło w dolinie rzeczki Sołoniec wieś o nazwie Nowy Sołoniec.

Oto kilka zdjęć z dożynek

Dożynki, Nowy Sołoniec, Rumunia, Patryk Tomaszewski

Dożynki, Nowy Sołoniec, Rumunia, Patryk Tomaszewski

Dożynki, Nowy Sołoniec, Rumunia, Patryk Tomaszewski

Dożynki, Nowy Sołoniec, Rumunia, Patryk Tomaszewski

Dożynki, Nowy Sołoniec, Rumunia, Patryk Tomaszewski

29 VIII 2010

Obawiałem się wyjazdu nad Bałtyk pod koniec sierpnia, z powodu pogody, okazało się jednak, że bezpodstawnie, pogoda mimo zastraszających prognoz nie była najgorsza, a na szczęście jest w tym okresie coraz mniej wczasowiczów, co pozwala „złapać” trochę samotności spacerując po plaży.

Mieszkając w Rowach nie omieszkałem wybrać się na spacer do przepięknego Słowińskiego Parku Narodowego, interesujący jest również skansen w Klukach, w którym można odnaleźć „toruński” akcent, gdyż idea utworzenia Zagrody Muzealnej w Klukach narodziła się w 1958 roku, a koncepcję naukową dla zagrody stworzył zespół etnografów: muzealników i naukowców z Torunia pod kierownictwem prof. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej.

——————————————————————————————————————————————

6 VIII 2010

Publiczna służba zdrowia

Jestem ojcem, ktoś powie i co w tym nadzwyczajnego, ano to, że syn narodził się kilka dni temu, a w związku z jego przyjściem na świat, częściej stykam się z publiczną służbą zdrowia.  Pierwszy szok spotkał mnie, a przede wszystkim moją Żonę w szpitalu. Okazało się, że szpital jest przepełniony i kobiety czekające na poród muszą leżeć na korytarzu, skoszarowane po cztery za parawanami. Złe warunki, jak nas uprzedzono, były związane z remontem przeprowadzanym w szpitalu. Mimo wszystko trudno tym argumentem przekonać kobiety czekające na poród. Po porodzie okazało się, że nie ma miejsc na oddziale noworodków i żona została umieszczona na innym oddziale, w jakiejś małej salce wraz z współtowarzyszką niedoli i dwojgiem osesków, w salce o powierzchni ok. 9 m². Dni były ciepłe i parne, w sali nie było co marzyć o wentylacji, natomiast klimatyzacja była, przynajmniej w niektórych gabinetach lekarzy.

Pomijam takie drobnostki jak płatne parkingi pod szpitalem, które wyglądają jak ścieżki piesze, pomiędzy porastającymi okolicę szpitala sosnami. Każdy wjazd na teren szpitala to kolejne 3 złote opłaty, można się z takim komercyjnym podejściem zgodzić, gdyby nie małe ale… No właśnie, skoro odwiedzający, czy potencjalny pacjent, płaci za parkowanie na terenie należącym do szpitala, to ma prawo oczekiwać, że wjazd na parking będzie dobrze oznakowany, a wyjazd z pomiędzy szpaleru samochodów i rosnących między nimi drzew nie będzie groził stłuczką.

Już dawno zauważyłem w publicznej służbie zdrowia, a oczywiście wyraźnie uwidoczniło mi się w czasie porodu Żony, iż brak jest dostatecznej informacji o stanie zdrowia pacjenta, normą stały się, a może zawsze były, lakoniczne odpowiedzi personelu medycznego, choć przecież jednym z podstawowych praw pacjenta jest możliwość uzyskania przystępnej informacji o stanie swojego zdrowia, rozpoznaniu choroby i rokowaniach.

No cóż nadszedł w końcu czas wypisu ze szpitala, z czego cała moja rodzinna była niezmiernie zadowolona. Przygody jednak się nie skończyły gdyż, okazało się, że wpis Żony nie został na czas sporządzony. Wróciłem po niego następnego dnia no i odwiedziłem trzy miejsca w szpitalu, aby usłyszeć, że wypis nie został jeszcze przygotowany. Od lat panuje w publicznej służbie zdrowia eufemistycznie mówiąc rozgardiasz. Nie wiem dlaczego nadal problemem jest założenie każdemu pacjentowi na oddziale teczki z wszystkimi dokumentami, również takimi jak wypis ze szpitala czy recepta.

Przyjście na świat maleństwa rekompensuje nie tylko ból porodu, ale również niedostatki szpital. Młody, a w moim przypadku  młody-stary rodzic, zaczyna śledzić różnego typu internetowe poradniki dla rodziców i ich fora. Z dostępnych informacji wynika, że w ciągu kilku tygodni po urodzeniu (po 6 tygodniu) należy przeprowadzić badania bioderek u noworodka. Próbowaliśmy zapisać dziś naszego malucha do ortopedy, w zakładach publicznej opieki zdrowotnej, okazało się, że trzeba czekać ok. trzech miesięcy (sic!) na takie badania!

Człowiek opiekując się maluchem, żyjąc problemami związanymi z jego rozwojem ma czas na przemyślenia dotyczące publicznej służby zdrowia, do jakiej konstatacji dochodzi? Ja doszedłem, że w zasadzie i tak leczę się prywatnie, czasami licząc na pomoc publicznych przychodni i szpitali, gdzie po styczności z nimi dochodzę do następującego wniosku  – zostawcie mi moją składkę zdrowotną, a nigdy więcej nie będę waszym petentem!

———————————————————————————————————————————

30 VII 2010

Dziś ukazał  się, moim zdaniem, bardzo dobry artykuł w „Rzeczpospolitej”, napisany przez Michała Wojciechowskiego (autor jest teologiem świeckim, profesorem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Opublikował m.in. książki „Biblia o państwie” , „Biblijny pogląd na świat”) .

Artykuł  porusza sprawę bardzo istotną jaką są relacje wewnątrz rodzin, a także jaki wpływ na zachowania poszczególnych rodzin powinno mieć państwo. zamieszczam więc tekst w całości, nie oznacza to, że zgadzam się z wszystkimi tezami jakie są w nim zawarte,  jednak w znacznej mierze podzielam obawy, co do ingerencji państwa w sprawy rodziny i mogące pojawić się w związku z tym nadużycia ze strony urzędników.

Najważniejsze, w mojej ocenie, fragmenty tekstu podkreśliłem.

Ustawa przeciwko rodzinie

U Orwella bezpieka zowie się ministerstwem miłości. W tym kierunku poszedł nasz Sejm, który siłami PO oraz SLD i z podpisem jeszcze p. o. prezydenta ogłosił ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Faktycznie zakazuje ona karcenia przy wychowaniu dzieci oraz poddaje rodzinę samowoli specjalnej struktury urzędniczej. Ustawa ta, która wejdzie w życie 1 sierpnia, jest nie do przyjęcia zarówno z powodu błędnych rozwiązań, jak i z powodu sprzeczności z prawami nadrzędnymi.

Ponieważ w duchu Orwella przeciwnicy tej ustawy mogą być ogłoszeni zwolennikami bicia dzieci, autorytety polityczne i kościelne zazwyczaj mówią o niej ostrożnie. Śmielej protestują rodzice, w których ta ustawa uderza bezpośrednio, ale media mało o tym mówią. Bez echa przeszły krytyki ze strony szczególnie kompetentnej Krajowej Rady Kuratorów.

Tymczasem ustawa ta może mieć większy wpływ na życie Polaków niż jakiekolwiek wybory, o których bębni się miesiącami.

Zanim podejmę kwestie szczegółowe, muszę wskazać błędne założenie, jakie stoi za ustawą. Piszący ją wyobrażali sobie, że władza państwowa może i powinna nadzorować rodziny, narzucać im zasady i rozbijać je, jeśli uzna to za słuszne. Krótko mówiąc, uważają państwo za rzeczywistość nadrzędną.

Tymczasem rodzina jest zawsze i wszędzie podstawową społecznością ludzką, a państwo to zjawisko wtórne, właściwe cywilizacjom bardziej rozwiniętym materialnie. Arystoteles pokazywał, że państwo powstało jako pewna federacja rodzin i jest zorganizowane na jej wzór. Nie inaczej myśli Biblia, gdyż wyprowadza naród izraelski z rodziny Abrahama i Jakuba; władza państwowa w postaci królów pojawia się później i oceniana jest krytycznie. Dawniej rozumiano też, że rodziny żywią państwo, gdyż w nich się rodzą i kształtują obywatele zapewniający mu przetrwanie.

Wobec tego prawodawcy mało się rodziną zajmowali, zostawiając jej sprawy głowom rodzin. Takie rzeczy jak rejestracja małżeństw i kodeksy rodzinne to sprawa zlaicyzowanych państw ostatnich wieków. Dawniej należało to do prawa prywatnego lub wyznaniowego. Szkolnictwo państwowe, ograniczające prawa wychowawcze rodziców, istniało tylko sporadycznie. Jeśli dawni władcy zajmowali się rodziną, to po to, by ją wzmocnić: na przykład prawodawstwo rzymskie zachęcało do małżeństwa i posiadania dzieci.

Gminna jaczejka na przeszpiegach

Jeśli teraz władza państwowa powołuje do istnienia rozbudowany system nadzoru nad rodziną, świadczy to o myśleniu totalitarnym, przeciwnym czyjejkolwiek niezależności. Powtarzanie setki razy w tekście ustawy mantry „przemoc w rodzinie” świadczy o tym, że rodzina jest uznawana za środowisko podejrzane – gdy faktycznie, mimo ludzkich ułomności, daje ona nam oparcie materialne i moralne, którego państwo nie może zapewnić. Podstawowa i konieczna komórka społeczna, której zawdzięczamy miłość i wychowanie, jest przez żądną władzy biurokrację i lewicowych ideologów oczerniana jako siedlisko przemocy. Lista niesłusznych stwierdzeń tej ustawy jest długa. Część z nich znajdowała się już w ustawie z 2005 roku, ale szkodliwość tamtej była ograniczona.

Obecnie groźna jest definicja przemocy: „należy przez to rozumieć jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste (…), w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne”. Mało ma to wspólnego z potocznym pojęciem przemocy.

Przecież zaprowadzenie malucha siłą do domu, nie mówiąc już o klapsie, narusza jego nietykalność cielesną. Zabranie podpitej nastolatki z dyskoteki – wolność seksualną (jeszcze kilka lat i się okaże, że jest to obok gwałtu „przestępstwo przeciw wolności seksualnej”). Skarcenie małolata za głupotę może być uznane za naruszenie godności, a pozbawienie kieszonkowego albo rezygnacja z kupna komputera za źródło moralnego cierpienia. Ustawa zabrania karania i ganienia, narzucając permisywność!

To wszystko może być według ustawy powodem do szpiegowania rodziny, założenia jej przez gminną jaczejkę (pardon, zespół lub grupę) niebieskiej karty, gromadzenia poufnych danych, w tym o stanie zdrowia. I to w tajemnicy przed zainteresowanymi.

Skarcenie jak przestępstwo

Co więcej, któraś z opisanych okoliczności wcale nie musi faktycznie zajść. Do „monitorowania” wystarczy podejrzenie, że rodzina jest „zagrożona wystąpieniem przemocy”! Wystarczy też donos z pomówieniem, zwany ładnie „zgłoszeniem dokonanym przez osobę będącą świadkiem przemocy w rodzinie”. Owe osoby zobowiązuje się do donoszenia. Praktycznie każdą rodzinę można będzie objąć takim nadzorem, jeżeli się zechce. Na przykład rodzinę kandydata na radnego z konkurencyjnej partii. Albo rodziny przeciwników ustawy.

Następnie pracownicy socjalni i inni funkcjonariusze oraz włączeni do struktury delegaci organizacji społecznych (jakich? – czy maniakalnych rzeczników ścigania rodziców za klapsa?) nie poniosą żadnych konsekwencji w przypadku błędu czy nadużycia. Pracownik socjalny z policjantem i lekarzem/pielęgniarką będą mogli zabrać dziecko z domu rodzinnego (notabene jest to rozmywanie odpowiedzialności). W teorii w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia. Ale po pierwsze co oznacza zwrot: „zdrowie”, po drugie oddanie dziecka wymaga decyzji sądu (który funkcjonariusze będą okłamywać), a po trzecie, jeśli żadnego zagrożenia nie było, czeka ich… zawiadomienie przełożonych o decyzji sądu. Którą ci i tak poznają, bo przecież o zabraniu dziecka wiedzieli.

Właściwym rozwiązaniem byłaby tu odpowiedzialność karna i cywilna za nadużycie władzy, psychiczne znęcanie się nad dzieckiem i pozbawienie wolności. Autorzy fałszywych „zgłoszeń” też powinni odpowiadać karnie.

Dalej czytamy, że zakazuje się stosowania kar cielesnych. Nie wiadomo dokładnie, co poza klapsem wchodzi w grę. Przepis ten należy do kategorii groźnych nonsensów, które dobrze brzmią. Pobicie, groźby, znęcanie się nad rodziną już są karalne, choć organy ścigania bywają mało efektywne.

W tej chwili niweluje się różnicę między przestępstwem a normalnym skarceniem. Klapsy i porównywalne kary fizyczne nie wywołują żadnych złych skutków. Dla kilkuletniego dziecka lekki ból jest czytelnym sygnałem, że zrobiło coś złego, np. na zasadzie, że ból ostrzega przed dotykaniem gorącego.

Przede wszystkim jednak to do rodziców należy wybór środków wychowawczych, takich czy innych. Tym bardziej że mają oni obowiązek utrzymywać dziecko do pełnoletności i ponoszą za jego czyny odpowiedzialność.

W ustawie jest jeszcze kilka innych szkodliwych punktów. Przewiduje się usuwanie sprawców tak rozumianej przemocy z mieszkania. Dasz klapsa, poprztykasz się z żoną – sąd może cię wygnać na ulicę… (także z własnego domu). Przewidziano też „uczestnictwo w oddziaływaniach korekcyjno-edukacyjnych” – w Chinach i Wietnamie zwano to reedukacją.

I jeszcze „zakaz kontaktu z określonymi osobami” – czy pracownicy socjalni będą mogli zażądać od sądu, by ofiary nadużyć się do nich nie zbliżały? A kto się nie posłucha i pójdzie odwiedzić dziecko – do trzech lat więzienia.

Zabrane rodzicom dzieci z Bullerbyn

Kiedyś opowiadano, że marksizm nie jest naukowy, bo gdyby był, wypróbowano by go najpierw na zwierzętach. Dziś mamy takie doświadczenie na ludziach.

W Szwecji totalitarny eksperyment na rodzinie trwa od 30 lat.

Urzędnicy porywają z domów kilkanaście tysięcy dzieci rocznie, dzieci są zdemoralizowane, donoszą i stosują przemoc wobec rodziców, nauczycieli i rówieśników. Zniszczono zaufanie i miłość w rodzinach. (Znają państwo idylliczne „Dzieci z Bullerbyn”? Dziś zabrano by je rodzicom za brak nadzoru nad ich bezpieczeństwem i niewystarczające możliwości materialne…).

Sytuacja demograficzna Polski jest fatalna, na młodą Polkę przypada statystycznie 1,3 dziecka. Kto utrzyma emerytów? Z tą ustawą przybył nowy powód do unikania potomstwa.

Czy zdrowy rozsądek i wygodnictwo urzędników stępią ostrze ustawy? Może przecież być ona interpretowana ostrożnie. Na razie jest przeciwnie. Na stronie internetowej odnośnego resortu (Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej) znajduje się poradnik pracownika socjalnego, który zachęca do możliwie szerokiego rozumienia przemocy, przesłuchiwania dzieci itd.

Na okładce: „Przemoc to przestępstwo”. Potem się dowiadujemy, że przemoc to także popchnięcie i szczypnięcie. „Przemoc psychiczna” to: „wyśmiewanie, poniżanie, upokarzanie, zawstydzenie, narzucanie własnych poglądów, ciągłe krytykowanie, kontrolowanie, ograniczanie kontaktów, stosowanie gróźb, szantażowanie”. A dalej: „krytykowanie zachowań seksualnych”. Bieda, której skutkiem jest „niezaspokajanie podstawowych potrzeb rodziny”, może się okazać „przemocą ekonomiczną”. Starczy?

Przykazanie: róbta, co chceta

Większość Polaków, a nawet parlamentarzystów, to katolicy. Zacznijmy więc od sprzeczności z konstytucją chrześcijanina, Biblią. Zamiast przykazania „Czcij ojca swego i matkę swoją” uczy się dzieci „róbta co chceta” – a jak rodzice nie pozwalają i zawstydzają, to pracownik socjalny wam pomoże. Pismo Święte, przypomnę, dopuszcza karanie dzieci fizycznie, gdyż wychowanie obejmuje karcenie i napominanie. Czytamy: „Kto kocha swego syna, często ćwiczy go rózgą”, i podobnie (źródło: Syrach 30, 1 oraz 8 – 9; także 22, 6; analogicznie Księga Przysłów 13, 24; 22, 5; 23, 13 – 14). Bóg też karze.

Miłość nie polega na pobłażaniu. Bez karania wychowa się ludzi nieodpowiedzialnych, którzy nie skojarzą złych czynów z przykrymi skutkami. Jakkolwiek by objaśniać powyższe zdania (tkwi w nich element obrazowej przesady), wynika z nich, że rodzice mają prawo do użycia kary cielesnej.

Głosujący za ustawą podają się przeważnie za katolików. Są to najwyraźniej katolicy popularnego w naszej polityce gatunku: chętnie odwiedzają biskupów przed wyborami. Stosowania zasad biblijnych i chrześcijańskich w życiu społecznym to nie obejmuje.

A jest jeszcze papieska Karta praw rodziny (1983)… Czy posłowie o niej w ogóle słyszeli? Czy rozumieją, że prawa rodziny, jak ogólnie prawa człowieka, mają charakter niezbywalny i nie zależą od przyzwolenia państwa?

Chyba wolę ten zespół muzyczny, który ciskał po sali podartą Biblię, wołając, żeby spalić to g… – ohydne to, ale przynajmniej nie udają.

Legislacyjny knot

Ustawa w wielu punktach narusza Konstytucję RP. Jej preambuła stwierdza bowiem: „Ustanawiamy konstytucję (…) jako prawa podstawowe dla państwa oparte na (…) oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot”. Zasada pomocniczości głosi, że czym mogą się zająć obywatele i wspólnoty, winno być im zostawione.

Prawodawstwo nasze zmierza w kierunku odwrotnym. Ustrój biurokratyczny faktycznie u nas panujący polega na tym, że szczebel wyższy rozciąga swoją władzę, gdzie tylko może, zostawiając niższym resztki. Ustawa ta stanowi jaskrawy przykład. Państwo odbiera uprawnienia rodzinie, wprowadzając masowy nadzór typu policyjnego w przypadku najlżejszego podejrzenia.

Traktowanie rodziny jako siedliska przemocy oraz podejmowanie bez kontroli sądowej i odpowiedzialności tajnych działań na skutek donosu czy podejrzenia narusza zasadę domniemania niewinności oraz prawa do rzetelnego procesu i do obrony (art. 42). W związku z zasadą, że RP jest państwem prawnym (art. 2), budzi sprzeciw narzucanie przepisów, które są zarówno sprzeczne z przeważającym zwyczajem, jak niewykonalne w praktyce. W obecnym brzmieniu ustawa zabrania wymagań przy wychowaniu i karcenia. Państwo prawa nie powinno narzucać niewykonalnego nonsensu.

Dalej: „Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym” (art. 47). Ustawa radykalnie ogranicza te prawa. Eksmisja z własnego domu omija art. 46, a szpiegowanie rodzin i donosy – art. 51, która dotyczy gromadzenia tylko niezbędnych informacji, dostępu do nich i prawa do ich poprawiania. Ustawa zmienia pojęcie kary cielesnej, kojarząc ją z rodzicami, gdy w konstytucji (art. 40) dotyczy ono, tradycyjnie, kar wymierzanych przez władze, jak w dawnym prawie karnym.

Przepis o zabieraniu dzieci przez pracownika socjalnego stoi w sprzeczności z art. 48: „ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu”. Wynika to stąd, że dziecko ma prawo do rodziców (zgodnie z konwencją praw dziecka ONZ), czego w nowej ustawie zupełnie nie widać.

Nawet dotychczasowe przepisy wywołują wątpliwe skutki. Przykład? Sąd odbiera rodzicom 12-letniego chłopca. Są powody – zaniedbanie, bicie. Przywieziony do domu dziecka płacze całą noc z tęsknoty za domem. Przybędzie tysięcy takich dzieci, z domów normalnych. Tymczasem rodzinom, także gorszym, potrzeba raczej pomocy i rady niż kar i konfiskaty dzieci!

Przede wszystkim jednak według art. 48: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”. Artykuł 53 wyszczególnia wychowanie moralne i religijne. Ustawa natomiast narzuca jako obowiązujący wzorzec wychowanie permisywne, bez dolegliwości i kar, a w dodatku swobodę seksualną małoletnich. Konstytucja mówi tu o dojrzałości dziecka i wolności sumienia.

Prawnik pewnie wskazałby na kolejne szczegółowe wady prawne w kwestii procedur, niejasnych zapisów i umocowania nowych struktur oraz ich finansowania. Właściwą drogą do obalenia tego antyrodzinnego i antywolnościowego knota legislacyjnego byłoby więc zaskarżenie go w całości do Trybunału Konstytucyjnego (wraz z definicjami rodziny i przemocy z ustawy z 2005 r.). Rzecznik praw obywatelskich Janusz Kochanowski, który zginął w Smoleńsku, zapowiadał, że to uczyni. Co zrobi jego następczyni?

—————————————————————————————————————————–

27 VII 2010

 Tomaszewski Patryk

O szkodliwości palenia dziś wie chyba każdy, nawet palacz. W Polsce dyskutuje się nad całkowitym zakazem palenia w restauracjach, barach, kawiarniach.

A jak było w II RP?

Natknąłem się dziś na ciekawe reklamy w „Kurierze wileńskim” z roku 1931.

Przez pewien czas, co tydzień w dzienniku pojawiała się nowa reklama papierosów „Obstalunkowych”.

Oto treści reklam:

„Papieros koncentruje myśli”;

„Papieros daje wypoczynek”;

„Papieros łagodzi cierpienie”;

„Papieros potęguje radość”;

„Papieros uspokaja nerwy”;

„Papieros usuwa troskę”;

„Papieros sprzyja rozmowie”;

„Papieros ułatwia pracę”;

„Papieros pobudza dowcip”.

———————————————————————————————————————————————

15 VII 2010

Założone w 1948 roku obserwatorium astronomiczne UMK w Piwnicach. Cześć obserwatorium zbudowana została według planów jeszcze z USB, mamy więc pod Toruniem kolejną namiastkę „wileńskiego klimatu” USB.

Ponadto w okolicy Piwnic znajduje się Las Piwnicki – rezerwat leśny utworzony w 1956 r.; zajmuje powierzchnię 37,2 ha i położony jest nad pięknie meandrującą Strugą. Drzewostan Lasu Piwnickiego budują 150-180-letnie sosny i 120-180-letnie dęby.

—————————————————————————————————————————————

1 VII 2010

Mój pełen (ukazał się w wersji skróconej w „Expressie Bydgoskim” i „Nowościach”) komentarz do wczorajszy debaty – pisany na bieżąco po debacie – do gazet przesłany o godz. 21. 50

Patrząc na wczorajszą debatę pod kontem  komunikacji kandydatów z wyborcami, czyli odpowiedzenia na pytania: z kim chciano się komunikować i jaki sposób przekazu byłby najbardziej odpowiedni, należy stwierdzić, że obaj zwracali się raczej do swoich elektoratów, obaj mówili na dość dużym poziomie ogólności. Komorowski starał się zatrzeć obraz kandydata  mało merytorycznego, poprzez wplatanie w swoje odpowiedzi konkretnych danych, nazwisk, choć udało mu się to tylko częściowo.  Jeśli  postaralibyśmy się zanalizować  przekaz, to nie pojawiło się nic nowego –  został on utrzymany w tonie całej dotychczasowej  kampanii, szczególnie patrząc na Jarosława Kaczyńskiego, który nadal odpowiadał na pytania w sposób  zrównoważony. Nie sądzę, aby debata mogła przekonać wyborców niezdecydowanych – w przekazie zabrakło  wyraźnego odbiorcy, acz kol wiek obaj starali się walczyć o głosy mieszkańców wsi – opowiadając się za utrzymaniem KRUSU – (Komorowski z pewnymi zmianami).

Dyskusja była mocno upolityczniona, raczej zwrócono uwagę na różnicę między PO i PiS, mało mówiono o samych koncepcjach kandydatów. Obaj kandydaci uciekali w dygresje od pytań  zadawanych przez redaktorów.  Pani  Kolenda-Zalewska zadała pytanie dotyczące deficytu budżetowego i proponowanych metod jego zmniejszenia, obaj kandydaci unikali jednoznacznych deklaracji. Należy przyjąć, że kandydaci doskonale zdają sobie sprawę, że im większy deficyt budżetowy , tym wyższe są koszty jego obsługi, pieniądze budżetowe nie są wydatkowane na bieżące zadania publiczne lecz na spłatę zadłużenia. Niemniej obniżenie deficytu budżetowego wymaga zwiększenia przychodów lub ograniczenia wydatków. Zarówno pierwsze jak i drugie rozwiązanie będzie dla potencjalnego wyborcy co najmniej uciążliwe.

Podsumowując debatę, należy powiedzieć, że była dość wyrównana. Jednak trochę aktywniejszym  interlokutorem był  Komorowski.  Patrząc na propozycje przyszłej prezydentury najciekawsza była wypowiedź Komorowskiego, w której  zadeklarował pełnienie urząd ponad podziałami, odpierając skutecznie zarzuty mówiące o „kupowaniu” elektoratu lewicy przez nominację Belki na prezesa Narodowego Banku Polskiego, zamieniając je w  argument  dowodzący chęci współpracy pomiędzy różnymi opcjami politycznymi.

29 VI 2010 – wywiad z dzisiejszych „Nowości”  i „Expressu Bydgoskiego”

dr. Patrykiem Tomaszewskim, politologiem, specjalistą od marketingu politycznego, wykładowcą UMK i WSB rozmawia Sabina Waszczuk

Komorowski – Kaczyński – remis ze wskazaniem na Komorowskiego?

Obaj kandydaci byli dobrze przygotowani do debaty. Faktycznie odrobinę przewagi uzyskał Bronisław Komorowski. Pokazał się jako aktywniejszy rozmówca, udało mu się lepiej wybrnąć z trudnego dla obu kandydatów pytania o in vitro, a także szybko zareagował na dość kontrowersyjną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, dotyczącą porozumiewania się z Rosją w kwestiach białoruskich.

Jakie największe błędy popełnili kandydaci?

Na minus można zaliczyć Bronisławowi Komorowskiemu zbyt ogólnikowe odpowiedzi na niektóre pytania, zaś Jarosławowi Kaczyńskiemu nadmierne skupienie się na własnych rządach przy jednoczesnym uznaniu ich za całkowity sukces. Przesądzająca na rzecz Bronisława Komorowskiego była wspomniana wypowiedź lidera PiS o porozumieniu z Rosją odnośnie Białorusi.

Czyja postawa podczas debaty mogła przekonać bardziej? Łagodnego Kaczyńskiego, czy ostrego Komorowskiego?

Bronisław Komorowski wykazał się refleksem, był ostrzejszy w tonie wypowiedzi od Jarosława Kaczyńskiego – tego oczekiwali wyborcy, uważający marszałka za kandydata nazbyt miałkiego. Jarosław Kaczyński utrzymał się w stylistyce przyjętej od początku kampanii, a wiec większej łagodności, co w pewnym stopniu uchroni go przed oskarżeniami o fałszowanie wizerunku.

Do kogo mówili kandydaci? Kogo chcieli przekonać i czy im się to udało?

Niestety, charakter zadawanych podczas debaty pytań spowodował, że spora grupa niezdecydowanych nadal nie będzie potrafiła opowiedzieć się konkretnie po stronie któregokolwiek z kandydatów. Co do elektoratu lewicy obyczajowo będzie im bliżej do Bronisława Komorowskiego, choćby poprzez wyraźniej podkreśloną neutralność światopoglądową. Pamiętać jednak należy, że debaty mają sens, gdy oddziałują na niezdecydowanych, a więc osoby, które w pierwszej turze oddały głos na innego kandydata lub w ogóle nie brały udziału w wyborach.

Czego kandydaci powinni się wystrzegać w środę, podczas drugiej debaty?

Obaj kandydaci powinni używać precyzyjnego języka, unikać sporów światopoglądowych, skupić się na prezentowaniu wizji przyszłej prezydentury, a nie na licytacji, które ugrupowanie więcej dokonało. Ten spór istnieje, od kiedy nie doszło do skutku powołanie koalicji PO-PiS w 2005 roku. Bronisław Komorowski powinien postarać się zaprezentować jako zdecydowany lider, zaś Jarosław Kaczyński, jako osoba patrząca śmiało w przyszłość, a nie mówiąca o dokonaniach z lat 2005-2007. Środowa debata może być bardzo istotna, bo to właśnie jej przebieg i następujące po niej komentarze będą miały wpływ na ocenę kandydatów.

Czy Jarosław Kaczyński utrzyma taką wycofaną, spokojną postawę czy uderzy?

Jarosław Kaczyński powinien starać się utrzymać dotychczasowy sposób prowadzenia kampanii. Daje w ten sposób klarowny i jednoznaczny komunikat – faktycznie idzie nowa jakość prowadzenia polityki, gdyż to, co się stało 10 kwietnia, wpłynęło na charakter debaty publicznej. Sztabowcom Bronisława Komorowskiego powinno zależeć na znalezieniu słabego punktu Jarosława Kaczyńskiego, tematu, który sprowokowałby do bardziej emocjonalnych wypowiedzi. W pewnym sensie takim tematem w niedzielnej debacie miała być sprawa dopłat bezpośrednich dla rolników. Nie sądzę, aby doszło do podobnej sytuacji, kiedy to po zakończonej debacie Lech Wałęsa – Aleksander Kwaśniewski, widzowie usłyszeli Lecha Wałęsę żegnającego się z rywalem słowami „Panu to ja mogę nogę podać”.

Jaka forma debaty byłaby dla wyborców najlepsza?

Dla widzów i wyborców najlepsza formuła to debata z bezpośrednią możliwością ustosunkowania się do słów konkurenta, choć zapanowanie nad adwersarzami w takiej debacie jest trudne, a i samym kandydatom czasami niełatwo jest utrzymać zaplanowany ton wypowiedzi. W każdym razie, jeśli środowa debata odbędzie się w podobnej atmosferze i według niedzielnych zasad, może nie stać się gwoździem kampanii prezydenckiej, a pamiętać należy, że ostatnim wrażeniem kieruje się spora część wyborców nie należących do twardego elektoratu.

21 VI 2010

W zeszłym tygodniu, we wtorek (15 VI), brałem udział w bardzo przyjemnym spotkaniu. Na kwaterę Konwentu Kujawja przybyli goście z Gdańska – mianowicie Fil! M. Wiszowaty K! Polonia oraz Prezes dopiero co odrodzonej kowieńskiej korporacji K! Lauda – Com! Jan Daniluk. Spotkanie upłynęło w miłej braterskiej atmosferze. Korporacji Lauda, życzę zaś samych sukcesów. W końcu ma piękną historię.

Nazwa korporacji Lauda – pochodzi od krainy (jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym zamieszkiwała tam polska szlachta zaściankowa) na Litwie leżącej w dorzeczu rzeki Laudy, która jest dopływem Niewieży. Korporacja powstała z inicjatywy zamieszkałych na Litwie filistrów korporacji „Arkonia”.

Ostatecznie w  XII 1927 r. grupa inicjatywna polskich studentów w składzie Czesław Galiński, Stanisław Mikulicz –Radecki, Zygmunt Mirowski, Władysław Stomma i Henryk Szyłkarski oraz wspomnianych „Arkonów”: Stanisława Brzozowskiego, Stanisława Montwiłła, hr. Konstantego Plater-Zyberka (który dzięki swemu zaangażowaniu w pracę korporacji otrzymał przydomek – „Niańka”), przygotowała statut „Laudy”, który został oddany do zatwierdzenia senatowi uczelni. Dnia 3 maja 1928 roku statut uzyskał sankcje senatu. Dnia 17 VI 1928 r. zostały nadane korporantom barwy. Pierwszymi kandydatami „Laudy” dnia 18 VI zostali: Zygmunt Ugiański, Stanisław Sobolewski, Michał Ukiński. W roku akademickim 1928/29 do korporacji wstąpił Ksawery Narkiewicz zaliczony do I cetusu, natomiast później przybyli Henryk Czarkowski, Henryk Dłuski, Zygmunt Doborzyński, Ludwik Krzywobłocki, Józef Majewski, Zbigniew Mockusa, Jerzy Rymanowicz.

Filistrzy „Arkonii” byli autorami herbu, cyrkla (monogramu) i barw Korporacji „Lauda”. Górna część tarczy herbowej była granatowa z gwiazdą – oznaczająca wierność ideałom laudańskim, które to wyobrażała gwiazda. Środkowa część w kolorze białym – to symbol prawdy, a monogram na niej to początkowa litera zdania „Vivat, Crescat, Floreat Lauda”. Dolna część czerwona ze złotym kluczem – oznaczała braterstwo, które jest kluczem do zagadnienia ładu społecznego, trwałości i jedności. Złota korona nad tarczą symbolizowała szlachectwo ducha, wreszcie skrzydła przypominają o obowiązku lotu wzwyż. Pod tarczą na trójbarwnej wstędze widniała hasło korporacji „Fraternitas et Veritas” znaczące „Braterstwo i Prawda”. Barwy „Laudy” to kolory: granat symbolizujący – wierność przyjętym hasłom i celowi, biały – oznaczający prawdę oraz czerwony –braterstwo rozumiane w sposób jak najszerszym.

———————————————————————————————————————–

15 VI 2010

Kilka spostrzeżeń wyborczych

————————————————————————————-

12 VI 2010

Ostatnie dwa miesiące to moja  i jeszcze kilku osób wytężona praca nad dwoma publikacjami. Pierwsza to zredagowana wspólnie z dr Kasią Kącką i  prof. Zbigniewem Karpusem księga pamiątkowa poświęcona prof. Ryszardowi Michalskiemu. Profesor Michalski jest osoba nieprzeciętną na przede wszystkim ze względu ze względu na zalety charakteru. Pełen optymizmu, miłości do bliźnich, ale także wrażliwości, którą wyraża w Swojej poezji. Jako naukowiec Profesor zajmuje się badaniami nad myślą polityczną.

Przygotowanie księgi było zadaniem niełatwym,  choćby ze względu na jej objętość 622 strony. Ostatecznie uwieńczone zostało sukcesem, księga ukazała się w bardzo ładnym wydaniu, w Wydawnictwie Adam Marszałek.

red. Kącka, Karpus, Tomaszewski

Ukazał się też długo oczekiwany podwójny numer (9-10) „Historii i Polityki”. Zapoczątkowaliśmy wydawanie numerów tematycznych. Najnowszy poświęcony został autorytaryzmom. Poza właściwymi artykułami zamieściliśmy ankietę na którą odpowiedzieli profesorowie Marek Kornat, Jacek Bartyzel, Adam Wielomski i Roman Bäcker. Poza tym ciekawe teksty nadesłali prof. Jerzy Borejsza i Roman Tokarczyk oraz doc. Władysław Kulesza.

Poza tym w numerze znajdują się teksty naukowców młodego pokolenia: Michała Kolasińskiego, Arkadiusza Mellera, Adama Jarosza.

W najnowszej „Historii i Polityce” znajdują się interesujące recenzje książek: Pawła Jaworskiego Marzyciele i oportuniści. Stosunki polsko-szwedzkie w latach 1939-1945, Warszawa 2009; pod red. Anthonego Seldona, Blair’s Britain 1997-2007, Cambridge 2007; Rafała Matyji, Konserwatyzm po komunizmie, Warszawa 2009; Macieja Wojtackiego, ‘Słowo’ Stanisława Cata-Mackiewicza. Dziennik konserwatystów wileńskich w latach 1922-1939. Monografia pisma”, Toruń 2009.

Historia i Polityka. Półrocznik poświęcony myśli politycznej i stosunkom międzynarodowym

————————————————————————————————————————————

28 IV 2010

Dziś Fundacja Amicus Universitatis Nicolai Copernici i działające przy niej Centrum Wsparcia Studenckich Kół Naukowych zainicjowała Targi Studenckich Kół Naukowych, które odbyły się na Wydziale Chemii.

W targach wzięło udział 35 kół  i innych organizacji studenckich (Erasmus Student Network oraz AEGEE), wśród kół znalazły się m.in.: Koło Naukowe Studiów Słowiańskich, Koło Naukowe Języka i Kultury Japońskiej „Wafū”, Koło Naukowe Studentów Archeologii, Studenckie Koło Naukowe Turystyki i Rekreacji, Koło Naukowe Specjalistów Informacji, Studenckie Koło Naukowe Pedagogów, Koło Naukowe Historyków Sztuki Średniowiecza.

Inicjatywa jest niezwykle cenna ponieważ pokazuje, iż studencki ruch naukowy, a także inne organizacje działające przy UMK mają do zaprezentowania interesującą ofertę, a życie naukowe kół naukowych bujnie się rozwija. Mam nadzieję, że targi zainteresują szerokie grono studentów, którzy zaczną działać w tychże kołach i organizacjach. Ponadto dzięki tej cennej inicjatywie koła lepiej poznają się wzajemnie.

—————————————————————————————–

18 IV 2010

Toruńska Struga – wśród mieszkańców Mokrego nazywana Baszką (dawniej Postolsk – w języku niemieckimi Bostoltz)– to ponad 50 kilometrowy ciek, który w dolnym biegu jednej z odnóg przepływa przez dzielnicę Mokre w Toruniu. Jest jednym z niewielu elementów urozmaicających krajobraz dzielnicy.

Struga ta do XIII w. uchodziła wyłącznie do rzeki Drwęcy, potem Krzyżacy dokonali rozdziału wód Strugi Toruńskiej, część kierując wykonanym przez siebie sztucznym kanałem do Torunia. Doprowadzona w ten sposób woda do miasta zasilała fosy zamkowe, umożliwiała pracę młynom miejskim i browarom. Druga część wód Strugi Toruńskiej płynęła swym pierwotnym korytem wpadając pod Lubiczem do Drwęcy. Ta część obecnie znana jest pod nazwą Struga Lubicka.

W granicach Torunia Struga wpada do stawu zwanego „Kaszownikiem”,przy którym znajdował się dawniej młyn,   dalej krytymi kanałami pod miastem. Uchodzi do Wisły dwiema odnogami.

—————————————————————————————————————————————-

8 IV 2010

Dlaczego postanowiłem bliżej poznać różne zakątki i  historię Mokrego? Zainspirował mnie Kolega, który zajmuje się działalnością społeczno-kulturalną na rzecz Bydgoskiego Przedmieścia. Moim zdaniem warto wiedzieć gdzie się mieszka, szczególnie jeśli miasto, wieś, dzielnica, czy osiedle ma ciekawą architekturę i historię.

W czasach realnego socjalizmu starano się oderwać ludzi od ziemi, od wspólnoty z którą od wieków byli związani. Jak grzyby po deszczu rosły betonowe osiedla, w którym panowała atomizacja  społeczna. Miał przecież wzrastać nowy człowiek oderwany od tradycji i  historii.

Dziś poprzez inicjatywy oddolne, możemy odbudowywać  wspólnotę lokalną, integrować  i inspirować ludzi, tworzyć różnego rodzaju projekty dzięki, którym nasza mała ojczyzna może stać się miejscem przyjaznym dla mieszkańców.

Historia Mokrego Przedmieścia (na podstawie strony: http://www.turystyka.torun.pl)
Pierwsza udokumentowana wzmianka o Mokrym pochodzi z 1230 r., kiedy mistrz krajowy Herman Balk nadał m.in. folwark Mokre biskupowi włocławskiemu. W 1258 r. miasto Toruń otrzymało od biskupa włocławskiego Wolimira las Mokry jako wieczystą dzierżawę za opłatę rocznego czynszu. Ponadto rada miejska zgodziła się, aby zakon krzyżacki zbudował młyn nad rzeczką Bostolz (Struga Toruńska).
Na tym terenie powstała wieś Mokre, pojawiająca się w źródłach w 1295 r. Założono ją na prawie chełmińskim, posiadała własną ławę sądową. Wieś składała się z dwóch części: Dużego (okolice ob. ul. Kościuszki, Bażyńskich) i Małego Mokrego (okolice ob. ul. Grudziądzkiej, Warneńczyka). Podział ten trwał od XIV do końca XIX w.

Już w XIV w. wiele gospodarstw i ogrodów tutejszych było własnością mieszczan toruńskich (zarówno patrycjatu (ok. 40%), jak i pospólstwa): staro- i nowomiejskich, a także m.in. konwentu Benedyktynek toruńskich, szpitala św. Jerzego (Kościół św. Jerzego); w Małym Mokrem rozciągały się przede wszystkim ogrody należące zarówno do rzemieślników i kupców, jak i też do ogrodników toruńskich.
Obok ogrodów, sadów i winnic w Małym Mokrem, znajdowały się tu też pola uprawne, skupione niemal wyłącznie we wsi Duże Mokre; niemal wszystkie z nich były we władaniu patrycjatu toruńskiego. Na Mokrem były położone najżyźniejsze z okolicznych gruntów, nadające się szczególnie pod uprawę warzyw i łąki. O rozwiniętej gospodarce hodowlanej świadczą wzmianki źródłowe o specjalnym placu dla skupu bydła oraz rzeźni. W późniejszych czasach toruńska rada miejska usilnie popierała rozwijające się tu ogrodnictwo i hodowlę chmielu.

Podczas oblężenia krzyżackiego w czasie wojny trzynastoletniej, wieś Mokre została spalona; również uległa częściowemu spaleniu w czasie wojen szwedzkich w 1629 i 1658 r. W XVIII w., kiedy nastąpił rozwój osady, Mokre liczyło 924 mieszkańców i było silnym ośrodkiem partactwa (głównie płócienników; partaczami nazywano rzemieślników będących poza organizacją cechową, którzy podejmowali produkcję nielegalnie).
Kolejny ciężki czas nastąpił dla Mokrego w 1813 r. w czasie wojny napoleońsko-rosyjskiej, kiedy to przygotowania do obrony miasta spowodowały spalenie wszystkich przedmieść dla oczyszczenia przedpola twierdzy.

Nowy rozwój Mokrego nastąpił po 1815 r., kiedy osiedlali się tu robotnicy przybyli do prowadzonych w Toruniu prac fortyfikacyjnych; całość osiedla dzieliła się wtedy na Nowe Mokre (powstałe w 1815 r.), Mokre, kolonia Mokre i folwark Mokre, zamieszkiwane przez ponad 1000 osób w 1848 r., ponad 5 tys. 20 lat później i ponad 10 tys. w 1895 r. Około poł. XIX w. rozwijać zaczął się tu też przemysł. Mokre stało się osiedlem robotniczym. Najstarszą fabryką była powstała w 1856 r. spółka dwóch przedsiębiorców, Borna i Schütze – zakład budowy maszyn rolniczych, rozbudowany w 1863 r. o odlewnię żeliwa (drugą ówcześnie na obszarze Pomorza i Wielkopolski po odlewni zakładów Schichau w Elblągu). Po 1889 r. oddano dworzec kolejowy Toruń Mokre, obecny budynek pochodzi z 1909 i  zbudowany został w stylu neogotyckim – od 1959 r. dworzec Toruń Wschodni.

Wieś Mokre została włączona w granice Torunia 1.4.1906 r. (w tymże roku Mokre liczyło ponad 12 tys. mieszkańców). Opracowany ówcześnie plan zabudowy nie wytyczył perspektyw rozwojowych przedmieścia. Dominowała zabudowa chaotyczna, niejednolita i nie uregulowana. Wrażenie chaosu potęgowały liczne bocznice kolejowe oraz przemieszanie zabudowy mieszkaniowej z terenami przemysłowymi, składowymi lub dużymi obszarami upraw ogrodniczych. W okresie międzywojennym Mokre niestety nadal pozostawało dzielnicą zaniedbaną. Co więcej, na peryferiach rozpleniły się szałasy i lepianki bezrobotnych i bezdomnych na Dębowej Górze i Kozackich Górach.

W czasie II wojny światowej na terenie Mokrego Niemcy urządzili obóz przesiedleńczy dla Polaków z Pomorza, przez który przeszło ponad 15 tys. osób. Jedna trzecia z nich zmarła z powodu głodu i chorób. Główną siedzibą obozu były zabudowania dawnej Fabryki Smalcu i Rafinerii Olejów Jadalnych przy ul. Grudziądzkiej (tzw. „szmalcówka” – pod taką też nazwą do historii przeszedł obóz). Po wojnie w tym miejscu powstały zakłady Spomasz, a o obozie przypomina fragment zachowanego muru „szmalcówki” z tablicą pamiątkową. Filią tegoż obozu był obóz przy ul. Bażyńskich, w nieistniejących już dziś zabudowaniach przedwojennej drukarni Stefanowicza.

Obiekty historyczne na Mokrym Przedmieściu:


• teren dawnej fabryki Born & Schütze w obrębie ulic: Grudziądzka, Wybickiego, Wiązowa, Lelewela. Obiekty wpisane do rejestru zabytków.
Fabryka założona w 1856 r., produkująca maszyny rolnicze, od 1863 r. posiadająca odlewnię żelaza (była to wówczas druga odlewnia na terenie Pomorza i Wielkopolski po odlewni zakładów Schichau w Elblągu); w latach 70. XIX w. modernizacja, znaczny wzrost produkcji i zatrudnienia, co związane było z zamówieniami na różne instalacje dla fortów twierdzy. W 1886 r. produkcję narzędzi i maszyn rolniczych zastąpiono wytwarzaniem kotłów parowych, w latach 90. XIX w. nastąpiła przebudowa zakładów, co umożliwiło podjęcie produkcji nowych asortymentów: pogłębiarek i koparek ziemnych (za które w 1897 r. zakłady zostały odznaczone przez rząd pruski medalem „za osiągnięcia w przemyśle”. Przez cały okres międzywojenny fabryka była w rękach niemieckich, cieszyła się dobrą renomą na rynku krajowym, m.in. wygrała konkurs na naprawę kotłów parowozowych PKP. Niektóre wyroby docierały do innych państw europejskich, do Azji, Afryki. Po II wojnie zakład został znacjonalizowany i nazwany Toruńską Fabryką Kotłów, którą modernizowano i rozbudowywano w latach 1950-1955. Do roku 2000 w obiektach mieścił się zakład „Bumar-Waryński Toruń”. Obecnie hale przemysłowe, wpisane w 1997 r. do rejestru zabytków, stanowią teren centrum handlowego.

zabudowa szachulcowa  „pruskiego muru” – budynki mieszkalne najczęściej 2- i 3-kondygnacyjne, których największe skupisko zachowało się przy ul. Podgórnej. Pochodzą one głównie z 2. poł. XIX w., kiedy taki typ zabudowy zaczął się dynamicznie rozwijać.


dawny parowy młyn zbożowy przy ul. Kościuszki / Dworcowej z lat 80. XIX w. Budynki zlokalizowane przy Strudze Toruńskiej i bocznicy kolejowej dworca Toruń-Mokre. Zakład rozbudowywany w 1909, 1916 r. oraz 20-leciu międzywojennym. Był to jeden z największych na Pomorzu parowych młynów zbożowych.
Na ścianie budynku od strony ul. Kościuszki znajduje się pomnik martyrologii młynarzy, składający się z 2 tablic oraz znicza w formie koła młyńskiego, odsłonięty w 1967 r. Pomnik poświęcony zamordowanym przez hitlerowców pracownikom młyna, podejrzanym o udział w sabotażu przygotowanym przez Polską Armię Powstania w 1941 r.

Patryk Tomaszewski

cerkiew św. Mikołaja – niewielka drewniana świątynia z 1888 r. zbudowana dla miejscowej gminy protestanckiej, prawosławna od 1945 r.

Patryk Tomaszewski

kościół pw. Chrystusa Króla – kościół powstał w latach 1929-1936 wg. proj. architekta K. Ulatowskiego, zbudowany na planie koła z obszerną kopułą zwieńczoną płaską latarnią. Ścianę frontonu zdobi płaskorzeźba Chrystusa Króla stojącego na kuli ziemskiej. Wewnątrz kopuły (o średnicy 30 m i wysokości 22 m) sklepienie kryształowe, podtrzymywane przez 16 filarów korynckich.
W czasie II wojny światowej był to jedyny kościół w Toruniu, w którym udzielono sakramentu bierzmowania.
Kościół znajduje się wśród założenia parkowego o pow. 4 ha.

• kościół pw. św. Jerzego i Matki Boskiej Zwycięskiej.
Obiekt ten nawiązuje tradycją i wymiarami do średniowiecznego Kościoła św. Jerzego na Chełmińskim Przedmieściu, pomimo dosyć odległej lokalizacji. Po zburzeniu, wówczas ewangelickiego Kościoła św. Jerzego w 1811 roku Rada Miasta i parafia św. Jerzego zobowiązała się do odbudowy kościoła na Mokrem. Obietnica została zrealizowana dopiero na początku XX wieku.

Neogotycko-eklektyczna budowla kościoła ceglana z lat 1904-1907, ożywiona tynkowanymi blendami, nawiązuje do form architektury gotyckiej z czasów krzyżackich. Kościół nieorientowany, z wtopioną od strony północnej kruchtą pod kwadratową 4-kondygnacyjną wieżą oraz węższym i niższym prezbiterium trójbocznie zamkniętym od południa.
Powstały w 1907 roku kościół należał do Ewangelickiej Staropruskiej Unii i objął nieomal wszystkich toruńskich ewangelików, w pięciu swych parafiach w Toruniu. Po II wojnie światowej ludność tego wezwania opuściła miasto, a opiekę nad Kościołem przejęła parafia przy Kościele Chrystusa Króla, która wykorzystywała go do celów duszpasterstwa szkolnego. Kościołowi w 1949 roku dodano wezwanie Matki Boskiej Zwycięskiej, które z biegiem czasu stało się wezwaniem głównym. Od 1971 roku jest to kościół parafialny.

Szkoła Podstawowa Nr 6 w Toruniu przy ul. Łąkowej 13 jest jedną z najstarszych szkół podstawowych w Toruniu

Najcenniejszym obecnie źródłem wiedzy o początkach istnienia szkoły są jej kroniki, prowadzone od roku 1893. Według kronikarza niemieckiego edukację rozpoczęto już w 1843 roku, gdy zatrudniono nauczyciela wyznania ewangelickiego. Wraz ze wzrostem liczby dzieci, podlegających obowiązkowi szkolnemu, utworzono dwie wyznaniowo odrębne szkoły: ewangelicką i katolicką. W 1883 roku każda ze szkół zatrudniała pięciu nauczycieli. Ponieważ Mokre leżało w niewielkiej odległości od Torunia i posiadało dobre warunki glebowe, przydatne pod rolnictwo i ogrodnictwo, miało ogromne znaczenie gospodarcze dla Torunia i było traktowane jako swoiste zaplecze aprowizacyjne. W drugiej połowie XIX wieku nastąpił gwałtowny wzrost liczby ludności na terenie Mokrego, gdyż osiedlili się tu robotnicy zatrudnieni w toruńskim przemyśle, a przede wszystkim przy budowie fortyfikacji. W związku z tym, liczba dzieci stale rosła. Okazało się, że ilość nauczycieli oraz pomieszczeń klasowych jest zbyt mała. Domagano się budowy nowej szkoły. Rząd pruski postanowił więc zbudować masywny, z czerwonej cegły, dwupiętrowy budynek szkolny z dziesięcioma klasami. Informację o tym zamieściła „Gazeta Toruńska” z 24 stycznia 1890 roku zaznaczając, że „(…) na przedmieściu Mokre liczącym obecnie już dziesięć tysięcy mieszkańców, ma być, skutkiem odnośnego rozporządzenia regencyjnego, wybudowany duży gmach szkolny (…)”. Z nowym rokiem szkolnym, który wówczas rozpoczynał się 1 kwietnia 1893 roku, wprowadzono do nowego gmachu szkolnego dziewczęta dzieląc je według wyznań. Dziewczętom wyznania ewangelickiego przydzielono pięć pomieszczeń klasowych w południowym skrzydle gmachu, katolickiego – taką samą ilość w północnym skrzydle. Głównym nauczycielem żeńskiej szkoły katolickiej był Niemiec Franz Zodrow. Zrozumiałą rzeczą jest, że w szkole językiem wykładowym był język niemiecki. Na podstawie dokładnych zapisów kronikarza niemieckiego w roku szkolnym 1893 – 1894 dwadzieścia pięć dziewcząt mówiło po niemiecku, trzysta pięćdziesiąt po polsku, a dwanaście po niemiecku i po polsku. Można wyciągnąć wniosek, że Mokre, będąc pod zaborem pruskim, nie uległo germanizacji, tym bardzie, że liczba dzieci mówiących po polsku z każdym rokiem się powiększała.
Dzień 19 lutego 1903 roku był szczególnym dniem dla szkoły. Wówczas nowy budynek szkolny, bliźniaczo podobny do poprzedniego został przekazany ewangelickiej szkole, a dotychczasowy żeński budynek szkolny w całości otrzymała szkoła katolicka. Na owe czasy były to dość nowoczesne obiekty szkolne, w których mieściły się cztery szkoły: dwie żeńskie wyznania ewangelickiego oraz męska i żeńska wyznania katolickiego. Oba budynki znajdowały się przy ulicy Wiesenstrasse 9 i 11. Po przyłączeniu Mokrego do Torunia w kwietniu 1906 roku katolicka szkoła dziewcząt
otrzymała numer 6.
Zachowane kroniki w latach 1893 – 1920 były prowadzone w języku niemieckim. Od 15 kwietnia 1920 roku, kiedy nastał rząd polski, kroniki zaczęto pisać po polsku. Na kierownika tutejszej siedmioklasowej polskiej szkoły dziewcząt, której nadano nazwę VI Szkoły Powszechnej, powołano Józefa Rutkowskiego – nauczyciela z wieloletnią praktyką. Sprawował tę funkcję nieprzerwanie do 1933 roku, do odejścia na emeryturę. Kolejnym kierownikiem szkoły został Kazimierz Pituła, sprawujący swą funkcję do września 1939 roku. Z kart kronik wynika, że szkoła od początku swego istnienia nauczała dzieci z najuboższych okolic. Rejon szkoły obejmował wówczas następujące dzielnice Torunia: Góry Kozackie, Koniuchy, ulicę Kozacką i Dębową Górę.

———————————————————————————————-

Artykuł „Pół wieku juwenaliów”

——————————————————————————————————————————————————————————

15 II 2010

Patryk Tomaszewski

Wystawa UMK 1945-2010

Wystawa UMK 1945-2010

Wystawa – „Uniwersytet Mikołaja Kopernika 1945-2010”.

Od jutra do 19 marca, przy Placu Rapackiego 1 (przed Collegium Maximum UMK) można będzie oglądać największą w historii UMK wystawę plenerową pt.:Uniwersytet Mikołaja Kopernika 1945-2010″. Wystawa wpisuje się w obchody 65-lecia uniwersytetu.

Na 60 tablicach zaprezentowano ponad 170 fotografii, które przybliżają dzieje uniwersytetu. Fotografie dzięki, moim zdaniem, trafnemu podziałowi na „dekady”, w sposób chronologiczny odsłaniają karty z  dziejów uniwersytetu.

Wystawa nigdy nie doszłaby do skutku gdyby nie współpraca  i  pomoc: dr Anny Supruniuk, Hanny Sierdzińskiej, Aleksandra Anikowskiego. Ponadto dużo pomocy przy gromadzeniu zdjęć otrzymałem od Aliny Dauksza-Wiśniewskiej, Wojciecha Polaka, Andrzeja Romańskiego – wszystkim osobom serdecznie dziękuję!

————————————————————————————————————————————————————————-

26 I 2010

Studencki Ruch Naukowy

Od kwietnia 2010 roku jestem pełnomocnikiem rektora ds. aktywizacji życia naukowego i kulturalnego studentów. Z racji swoich zainteresowań badawczych dotyczących  organizacji młodzieżowych,  a także poprzez fakt, iż sam w czasie studiów żywo angażowałem się w działalność Samorządu Studenckiego, Samorządu Doktorantów, a także w pracę kół naukowych oraz  Niezależnego Zrzeszenia Studentów, z wielką przyjemnością rozpocząłem prace zmierzające do zbadania stanu liczbowego organizacji studenckich działających przy UMK, ich potencjału, problemów, z jakimi się borykają. W chwili obecnej z powodu toczącej się dyskusji nad stanem kultury studenckiej w Toruniu podjąłem głównie działania zmierzające do aktywizacji wszelkiego rodzaju grup twórczych, a także do wsparcia różnych inicjatyw kulturalnych Samorządu Studenckiego. Mam nadzieję, że uda się szczególnie nagłośnić  zbliżające się Juwenalia, ponieważ są one organizowane przez studentów UMK po raz 50-ty!!!!

juwenalia umk

Zdjęcia I Juwenaliów zob.: www.bu.umk.pl/DZS/1maja.htm

Jednym z najważniejszych przejawów aktywności studenckiej jest działalność kół naukowych i  studenckiego ruchu naukowego.  Przy UMK w Toruniu i Bydgoszczy istnieje ok. 120 aktywnych kół w znacznej mierze zajmujących się działalnością naukową.

Dziś studencki ruch naukowy może liczyć na pomoc zarówno władz dziekańskich jak i rektorskich. Jesteśmy żywo zainteresowani jego rozwojem i obecną kondycją. Cieszę się, że dnia 23 kwietnia w Instytucie Socjologii UMK odbędzie się Ogólnouczelniana Konferencja Studenckich Kół Naukowych pt:. „Wyzwania studenckiego ruchu naukowego” , celem której ma być, jak piszą organizatorzy: „prezentacja dorobku i historii toruńskich kół, integracja studenckiego ruchu naukowego, stworzenie platformy do współpracy dla projektów interdyscyplinarnych oraz dyskusja nad formalnymi aspektami działalności studenckiej ze szczególnym uwzględnieniem przeszkód w rozwijaniu i promowaniu zaangażowania w pracę kół naukowych”.

Liczę na to, że w konferencji weźmie udział szerokie grono działaczy kół naukowych, istniejących zarówno w Toruniu jak i Bydgoszczy. Według mnie do najważniejsze tematy, które powinny być poruszane w czasie konferencji to:

– finansowanie kół naukowych;

– wydawanie rocznika Studenckiego Ruchu Naukowego UMK;

– promocje inicjatyw studenckich;

– Współpraca między kołami naukowymi.

Więcej o konferencji na stronie: www.konferencja.zolnos.com

——————————————————————————————————————————————————————————-

16 I 2010

W październiku ukazał się album „MYŚMY REBELIANCI”, wydany przez Muzeum Powstania Warszawskiego oraz fundację „Pamiętamy”.  Na płycie znajduje się 15 utworów napisanych głównie w partyzanckich obozowiskach (poza utworami „Czerwona zaraza” oraz do słów Zbigniewa Herberta – „Wilki”).  Muzykę do wszystkich tekstów skomponowali muzycy zespołu DE PRESS.

Zespół DE PRESS kojarzył się do dziś przede wszystkim z połączenia muzyki punkowej i folkowej, sięgającej do góralskich źródeł, nie tylko dzięki rozpoznawalnemu spiczastemu wokalowi  Andrzej Dziubka, ale także z kompozycji do tekstów Kazimierza Przerwy Tetmajera. Przeglądając dyskografię zespołu, widać wyraźnie, że z biegiem czasu Dziubek, coraz częściej zaczynał wykonywać utwory o wymowie patriotycznej i religijnej.

Ostatni album „Myśmy Rebelianci”, to z punkową werwą zagrane utwory z  wyrazistymi, patriotycznymi tekstami pieśni partyzanckich.  Szkoda, że dopiero dziś po 20 latach od przemian ustrojowych doczekaliśmy się takiego albumu, zagranego przez już legendę polskiej, ale po części też norweskiej sceny rockowej.

W recenzji albumu zamieszczonej w 16 numerze pisma MYŚL.PL, przeczytałem , że mankamentem płyty są zbyt punkrockowe brzmienia niektórych utworów, moim zdaniem to wielka zaleta płyty.

WILKI

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy

szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem
,,Ciemny” a ,,Świt” – księgowym
„Marusia” – matką ,,Grom” – poetą
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować – gryzipiórkom –
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy

ZBIGNIEW HERBERT

————————————————————————————————————————————————-

7 I 2010

18 stycznia Torunianie obchodzić będą 90-tą rocznicę powrotu naszego miasta do Polski.

Mało kto dziś pamięta, że pierwszym Honorowym Obywatelem Torunia po roku 1918 był gen. Józef Haller. Ta postać cieszyła się bardzo dużą polarnością wśród mieszkańców Pomorza, nie bez znaczenia oczywiście był fakt, iż to właśnie on dowodził wojskami Frontu Pomorskiego, którego oddziały w roku 1920 wkraczały do poszczególnych miast Pomorza, symbolicznie wyzwalając je spod zaborczego jarzma. Wojska niemieckie opuszczały Toruń 18 stycznia 1920 roku. Generał Haller przybył do miasta 21 stycznia 1920 r. Uroczystość powitania odbyła się na Dworcu Miejskim. Generał Haller przejechał konno od Dworca Miasto przez ul. Warszawską, plac i ulicę św. Katarzyny, Rynek Nowomiejski, ul. Królowej Jadwigi, Szeroką na Rynek Staromiejski. Tego dnia odbył się pochód wszystkich toruńskich cechów, organizacji i stowarzyszeń. Wojskowy orszak zatrzymał się przed pomnikiem Mikołaja Kopernika, pod którym generał Haller złożył wieniec. Gospodarze miasta – wojewoda Stefan Łaszewski i komisaryczny prezydent Torunia Otton Steinborn – oraz goście wraz z generałem Józefem Hallerem weszli na balkon Ratusza (od strony poczty). Mieszkańcy grodu Kopernika wysłuchali wtedy przemówienia generała gen. Hallera, który mówił: „Serdeczne dzięki wam od wojska polskiego za świetne powitanie, które wskazuje, że tu była, jest i będzie tylko Polska, że jesteście gotowi do spełnienia wszystkich obowiązków narodowych i do ofiar dla dobra odrodzonej Polski. Cześć wam za całe lata niewoli i ucisku – a tym co polegli w czasach walk o wolność i w okresie prześladowań, niech śni się w grobie wymarzona Macierz Polska”.

W związku ze zbliżająca się rocznicą chciałbym przypomnieć, że stojąc na czele Komitetu Odnowy Kopca im. gen. J. Hallera, podejmuję starania zmierzające do uczczenia pamięci „Błękitnego Generała”. Generał Haller doczekał się jedynego w czasach II RP na Pomorzu pomnika, który stanął w Toruniu. Powstał on na bazie ceglanego cokołu pomnika Paula Hindenburga, wzniesionego przez Niemców w 1915 roku. Stał nad Wisłą, w okolicy fortu św. Jakuba 450 metrów na południowy wschód od dworca Toruń-Miasto na najlepiej wyeksponowanym pagórku. Pagórek do 1939 roku zwany był przez torunian „Kopcem Hallera”. Komitet podjął się inicjatywy zmierzającej do nadania oficjalnej nazwy pagórkowi – „Kopiec Hallera”, docelowo zaś liczy na odbudowę cokołu.

==================================================================================

26 XII 2009

Od jakiegoś czasu, coraz częściej słychać o reaktywacjach różnych zespołów, które na nowo zaczynają grać, zazwyczaj czerpiąc iluminując  z dawnego blasku. Dotyczy to również zespołów grających punk rocka, czy też mieszczących się właśnie w takiej poetyce. Jednym z odrodzonych kultowych zespołów grających punk rocka, jest łódzka formacja MOSKWA. Zespół został założony w 1983 roku. Grał ostrego, szybkiego punk rocka.

Najbardziej utkwiły mi w pamięci takie utwory MOSKWY jak: „Nigdy”, „Powietrza”, „Wstań  i walcz”. Zespół na tyle utkwił w mej pamięci, że bardzo się ucieszyłem z jego koncertu, który odbył się w toruńskim pubie o wieloznacznej nazwie PAMELA. Moskwa nadal gra przede wszystkim stare kawałki zachowując ich dawne brzmienie i energię. Oczywiście nie da się już odtworzyć pewnych brzmień, które dawały gitary Defil, perkusje Amati i wzmacniaczy Unitry. Budzi też pewne wątpliwości potrzeba reaktywacji zespołów, które w zasadzie mogą istnieć wyłącznie dzięki pewnym sentymentom odbiorców. Lepiej jednak jak takie zespoły wykonują stare utwory zachowując ich najwierniejsze wykonanie, niż jeśli starają się na nowo zaistnieć na scenie muzycznej z nowymi aranżacjami, jak chociażby zespół KSU.

Inna interesującą tematyką, są teksty utworów zespołów takich jak MOSKWA, które przypominają nam o postawach, obawach  i ogólnie myśleniu zbuntowanej młodzieży, z okresu po wprowadzeniu stanu wojennego. W tekstach tych, moim zdaniem, mimo chodem, autorzy nawiązywali do oficjalnych komunikatów władzy, do obaw i lęków przez nią podsycany. Dziś teksty te wydają się trochę banalne, choć nie pozbawione są wartości poznawczych.  W każdym razie MOSKWA przeniosła mnie przez kilka chwil w czasie.

—————————————————————————————————————————————-

14 XII 2009

Już od dawna jestem przekonany, że każdy student humanistyki w polce powinien zapoznać się przynajmniej z podstawami erystyki i retoryki. Ostatnio czytając małą książeczkę Artura Schopenhauera poświęconą sztuce prowadzenia sporów. Czytające tego wybitnego filozofa, dochodzę do wniosku, że dziś polemiki czy inne debaty publiczne polityków różnią się znacznie od opisywanych przez Schopenhauera wybiegów które zalecał stosować w czasie dyskusji. Nastąpiła brutalizacja języka, Schopenhauer  zaś uważał, że spór nie ma być prowadzony za pomocą niskiej argumentacji i ataków, które ośmieszają interlokutora. W wybiegu 17 pisał o dyskusji, która dziś ma nader często miejsce:  „skoro tylko jeden robi drugiemu osobiste wyrzuty, drugi nie zbija ich, lecz odpowiada również osobistymi zarzutami, pozostawiając bez repliki te, które uczyniono jemu samemu i takim sposobem przyznając im, ma się rozumieć słuszność”.

Ciekawe jest jak Schopenhauer opisywał dziś często stosowany wybieg erystyczny – ad personam:

„Jeżeli się spostrzega, że przeciwnik jest silniejszy i że w końcu nie będzie się miało racji, to atakuje się go w sposób osobisty, obraźliwy, grubiański. Polega to na tym, że (mając i tak już sprawę przegraną) porzuca się przedmiot sporu i zamiast tego atakuje się osobę przeciwnika w jakikolwiek bądź sposób; można by to nazwać argumentum ad personam, w odróżnieniu od argumentum ad hominem; przy tym ostatnim odchodzi się od przedmiotu sporu pojmowanego czysto obiektywnie i atakuje się to, co przeciwnik o tym powiedział lub przyznał. Natomiast przy ataku osobistym odchodzi się całkowicie od przedmiotu i natarcie kieruje się na osobę przeciwnika; postępuje się więc w sposób krzywdzący, złośliwy, obraźliwy, grubiański. Jest to odwołanie się od sił duchowych do sił cielesnych lub zwierzęcych. Z reguły tej korzysta się chętnie, bo każdy jest zdolny do jej zastosowania; toteż używa się jej nader często. Powstaje teraz pytanie, jaką regułą ma się wtedy posługiwać druga strona. Jeżeli bowiem postąpi tak samo, to wyniknie z tego bijatyka, pojedynek lub proces o obrazę. Bardzo by się mylił ten, kto by myślał, że wystarczy samemu nie atakować osobiście. Bo jeśli się komuś spokojnie wykazuje, że nie ma racji i że zatem sądzi i myśli fałszywie, co ma miejsce przy każdym dialektycznym zwycięstwie, to drażni go to bardziej niż jakieś grubiańskie, obraźliwe wyrażenie.
A dlaczego? Dlatego że, jak mówi Hobbes, De cive, c.1: „dobre samopoczucie człowieka polega na tym, by móc być o swoich walorach dobrego zdania przy porównaniu z kimkolwiek innym”. – Dla człowieka nie ma nic droższego niż dogodzenie jego próżności i żadna rana nie boli bardziej niż rana zadana właśnie próżności. (Z tego też pochodzą zwroty, jak „Honor jest droższy niż życie” itp.)
Dogodzenie próżności powstaje głównie przy porównywaniu siebie z innymi pod wszelkim względem, szczególnie zaś pod względem sił umysłowych. Zachodzi tu właśnie effective i bardzo wyraźnie w dyskusji. Wynika stąd rozgoryczenie u zwyciężonego, pomimo że nie został skrzywdzony, i dlatego też sięga on do ostatniego środka, do tego ostatniego sposobu, którego nie da się uniknąć, choćby druga strona zachowywała się grzecznie.
Zimna krew może jednak i tutaj być pomocna; a mianowicie na osobiste ataki przeciwnika odpowiadamy spokojnie, że to, co powiedział, nie należy do tematu ; do tego tematu natychmiast wracamy dowodząc mu w dalszym ciągu, że nie ma racji, i nie zważając na jego obraźliwe zachowanie, a zatem tak jak Temistokles mówi do Eurybiadesa : „Bij, ale wysłuchaj!”. Nie każdy jednak tak potrafi. Najlepszą radą jest zatem ta, którą podaje już Arystoteles w ostatnim rozdziale Topik: Nie dyskutować z pierwszym lepszym, lecz tylko z takimi, których znamy i o których wiemy, że mają dość rozumu, aby nie prawić takich absurdów, których sami się muszą potem wstydzić. Należy dyskutować za pomocą argumentów, nie zaś za pomocą apodyktycznych wypowiedzi; należy argumentów tych wysłuchiwać i w nie wnikać.
Należy wreszcie dyskutować z ludźmi, którzy cenią prawdę, lubią słyszeć słuszne argumenty także z ust przeciwnika i są dość sprawiedliwi, aby móc znieść świadomość, że nie mają racji, jeżeli prawda jest po drugiej stronie. Wynika stąd, że wśród setki ludzi znajdzie się może jeden, z którym warto dyskutować. Reszta niech mówi co chce, bowiem desipere est juris gentium (ludzie mają prawo być głupimi). Pamiętajmy o tym, co mówi Voltaire : La paix vaut encore mieux que la verite spokój jest jeszcze więcej wart, niż prawda), a pewne przysłowie arabskie brzmi : „Na drzewie milczenia dojrzewa jego owoc – pokój”.
W istocie rzeczy, dyskusja jako gimnastyka myśli daje często obopólną korzyść służąc sprawdzeniu własnego rozumowania, a także powstawaniu nowych poglądów. Jednakże obaj dyskutanci muszą być miej więcej równi sobie pod względem erudycji i inteligencji. Jeżeli jednemu z nich brakuje pierwszej, to nie zrozumie wszystkiego, nie będzie au niveau (na poziomie). Brak inteligencji natomiast doprowadzi go do rozgoryczenia, które go skłoni do nieuczciwości i do podstępów, w końcu zaś do grubiaństwa. Nie ma istotnej różnicy pomiędzy dyskusją in colloquio privato s. familiari (w rozmowie prywatnej lub poufnej) a disputatio solemnis publica, pro gradu etc. (uroczysta dyskusja publiczna, dyskusja dla osiągnięcia stanowiska itd.) ; chyba ta, że podczas ostatniej wymaga się by respondent miał zawsze rację w stosunku do oponenta i dlatego w razie potrzeby Praeses mu pomaga; – podczas ostatniej również argumentuje się bardziej formalnie i argumenty swoje zazwyczaj ujmuje się w ścisłą postać ostateczną”
.

====================================================================

10 XII 2009

Od pewnego czasu jesteśmy obserwatorami dość ożywionej dyskusji na temat toruńskiej kultury, szczególnie w kontekście staranie się miasta o zaszczytne miano Europejskiej Stolicy Kultury.

Poza sprawami związanymi z ESK, rozgorzała także dyskusja na temat stanu kultury studenckiej, którą zainicjował red.  Giedrys:

Moja szersza wypowiedź na temat kultury studenckiej i moich działań jako pełnomocnika rektora, zamieszczona  została wczoraj (8 XII) na łamach „Nowości”.

Oto ona:

Rozmowa z dr. Patrykiem Tomaszewskim, pełnomocnikiem rektora UMK ds. aktywizacji życia naukowego i kulturalnego studentów. rozmowę przeprowadziła Pani red. Alicja Cichocka

Czy dostrzega Pan coś takiego jak studencka kultura w Toruniu, bo ja mam z tym problem?

Nie ma dziś takiej studenckiej kultury, jaka istniała przed rokiem ’89. Prawda jest taka, że udział studentów w życiu kulturalnym miasta – nie licząc dużych imprez masowych – jest znikomy. Studenci nie rwą się też do współtworzenia kultury w mieście. Jeśli coś takiego ma miejsce, to dotyczy to promila raczej zapaleńców, których kultura autentycznie kręci. Nie oczekiwałbym od studentów, że oto zaczną masowo chodzić do teatru i na koncerty Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej. Albo że Toruń stanie się nagle drugim zagłębiem kabaretowym na miarę Zielonej Góry.

Dość smutna konstatacja.

Wręcz przeciwnie. Należy pozbyć się złudzeń. Studentów widać, ale na masowych imprezach typu juwenalia czy otrzęsiny w klubie „Kotłownia”. Może takiej kultury oczekują? Może nie ma już dzisiaj czegoś takiego jak etos studenta? Studenci skupiają się na rozwoju osobistym. Część przyjechała przede wszystkim studiować, koncentrują się na wykładach, potem biegną do pracy. Kultura to dla nich urozmaicenie. Jeśli w kulturze wysokiej uczestniczy tylko promil studentów, to oznacza, że studenci nie różnią się zasadniczo od ogółu społeczeństwa. Co nie oznacza, żeby tym, którzy chcą coś robić w mieście, nie dawać takiej szansy.

Po co rektor powołał kogoś takiego jak pełnomocnika ds. aktywizacji studentów?

Dostrzegł jeszcze przed wyborami, że na całym UMK mamy sporych rozmiarów ruch studencki w postaci 180 kół naukowych. Część istnieje tylko na papierze, wiele dubluje się, ale sporo prężnie działa. Filozofia była taka, aby koła zewidencjonować, przeprowadzić diagnozę i pobudzić studentów do działania. Padło na mnie, bo wywodzę się z tego środowiska. Od kwietnia udało mi się rozeznać, co dzieje się w kołach naukowych, jakie mają braki, potrzeby. Staram się informować koła pokrewne, że inne też coś robią, często to samo. Kontaktuję ludzi ze sobą, podpowiadam np. skąd można zdobywać środki na działania. Koła naukowe to sposób na odrodzenie studenckiej kultury.

Wierzy Pan, że koła naukowe ożywią ruch studencki w mieście?

To mit, że organizują tylko konferencje naukowe. Z setki takich organizacji w toruńskiej części UMK około dwudziestu zajmuje się kulturą. Mamy żonglerów, widocznych mocno na juwenaliach, koła poetów, teatrologiczne. Zależy mi, żeby studenci zaczęli ze sobą współdziałać. Pojedyncze koło nie zorganizuje imprezy masowej, koncertu czy wystawy, ale kilka wspólnie tak. Próbuję studentów uświadomić, że siła tkwi w grupie.

Chce Pan reanimować studencką kulturę w mieście?

Domeną uniwersytetu jest dydaktyka i rozwój badań naukowych, a nie animacja życia kulturalnego. Moje zadanie polega na aktywizacji studentów, czyli na pokazywaniu, jakie mają możliwości oraz wskazywaniu miejsc, w których mogą się realizować.

Istnieją już jakieś projekty?

Pracownicy naukowi zasugerowali, żeby na juwenaliach było więcej kultury, a mniej komercyjnych akcji. Żeby nie było tak przaśne, jak do tej pory, a zabawa nie ograniczała się do kupowania koncertów i konkursów od sponsorów. Mam nadzieję, że będzie więcej kabaretów i kabaretonów. W przyszłym roku wraz z samorządem studenckim chcemy animować konkurs fotograficzny miejsc, w których niegdyś toczyło się życie studenckie, wskażemy gdzie kiedyś były akademiki, część z tych domów wciąż istnieje. Chciałbym uruchomić forum na Yahoo, Google, żeby koła naukowe mogły się ze sobą komunikować. To dopiero początek i ułamek pomysłów, które mam.

=====================================================================

Bardzo polecam płytę Gajcy, wydaną przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Tadeusz Gajcy był  jednym z najciekawszych poetów pokolenia wojennego, zginął w wieku 22 lat. Związany był z pismem „Sztuka i Naród”.

Szczególnie mnie urzekły interpretacje: MALEO, AGRESSIVY 69, KAZIKA i DEZERTER

=====================================================================

W maju 2009 zabrałem się wspólnie z Arkadiuszem Mellerem do pracy, która wydawała się łatwa i przyjemna. Postanowiliśmy wydać antologię myśli narodowo-radykalnej.  ONR, „ABC” i „Falanga” doczekały się już wielu opracowań,  wokół organizacji narosło wiele mitów. Postanowiliśmy wydać antologię, która ma za zadanie przybliżenie dorobku intelektualnego działaczy narodowo-radykalnych.  Prace okazały się długotrwałe, gdyż sama edycja źródeł zabrała nam sporo czasu. Ostatecznie udało nam się wydać źródła, które mam nadzieję zainteresują badaczy myśli politycznej.

Książka ukazała się kilka dni temu pt.:„Życie i śmierć dla Narodu. Antologia myśli narodowo-radykalnej z lat trzydziestych XX wieku”.

Wśród tekstów znajdują się fragmenty publicystyki: Włodzimierza Sznarbachowskiego, Mariana Reutta, Wiktora Martiniego, Tadeusza Gluzińskiego, Jana Korolca, Wojciecha Zalewskiego.  Książka opatrzona jest także obszernym wstępem dotyczącym narodowego-radykalizmu.

Życie i śmierć dla narodu====================================================================

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: