Publicystyka

 

International security in the election programmes of Civic Platform between 2001 and 2015

——————————————————————–

Poniżej zamieszczam moje odpowiedzi na ankietę pisma „Pro Fide Rege et lege”, nie ukazały się one w półroczniku, w mojej ocenie mogą zainteresować osoby badające relacje między nacjonalizmem a konserwatyzmem.

ANKIETA PÓŁROCZNIKA ,,PRO FIDE REGE et LEGE”

 

Jakie można wskazać rudymentarne różnice między konserwatyzmem a nacjonalizmem?

Ze względu na brak miejsca będę musiał w odpowiedziach stosować pewne uproszczenia wynikające choćby z faktu, ze możemy mówić o wielu odmianach konserwatyzmu i rożnych nacjonalizmach, oczywiście mają one wszystkie pewne elementy wspólne, do nich będę starał się odnosić.

W moim przekonaniu podstawową różnica jest stosunek do narodu, który w nacjonalizmie zajmuje pierwsze, względnie w nacjonalizmie chrześcijańskim drugie po Bogu miejsce w skali wartości.

U konserwatystów istotne miejsce zajmuje wspólnota, ale nie zawsze narodowa, może to być węższa regionalna, czy też szersza wielonarodowa oparta na autorytecie władzy, szacunku do tradycji i praw.

Ponadto większość nacjonalizmów jest z natury egalitarnymi (poza wyjątkami odwołującymi się do hierarchii), natomiast dla konserwatyzmu – nierówność i hierarchia społeczna jest czymś naturalnym.

Poza tym w kręgach nacjonalistycznych odzywa co jakiś czas myśl tworzenia nowego narodu – a więc modernizacja i patrzenie w przyszłość, zaś wśród konserwatystów przekonanie o potrzebie przywrócenie wartości, zasad, które istniały (lub istnieją) ale są bagatelizowane, rugowane, jak choćby ponadczasowy porządek moralny zastąpiony relatywizmem.

Czy punktem zapalnym między konserwatyzmem a nacjonalizmem są korzenie, z których wyrastają te dwie doktryny, tzn. z jednej strony mamy do czynienia z tradycją rewolucyjną, a z drugiej kontrrewolucyjną?

Badacze spierają się o źródła nacjonalizmu, bez wątpienia jego dzisiejsza nowoczesna forma pojawiła się wraz z rewolucją francuską, która głosiła hasła jednego narodu politycznego, walczyła z różnicami regionalnymi oraz przede wszystkim Ancien Regime. Natomiast konserwatyzm słusznie kojarzy się z krytyką tejże rewolucji, której wyraz dał choćby Edmund Burke. Postawy konserwatywne mają jednak rodowód znacznie starszy.

Nacjonalizm w XIX wieku był bliższy demokratyzmowi niż idei konserwatywnej.

Na pewno do dziś istnieje  różnica co do środków jakimi można się posługiwać, np. w celu zdobycia władzy, między konserwatystami a nacjonalistami, ci pierwsi w głównej większości (może poza XX wiecznymi przedstawicielami niemieckiej rewolucji konserwatywnej i niektórymi środowiskami nawiązującymi do rozważań Julisa Evoli czy też Rene Guenona) negatywnie odnosili się do rewolucyjnych metod działania, które są akceptowane, a nawet czasami zalecane przez nacjonalistów w myśl zasady „im gorzej tym lepiej”.

Innymi słowy konserwatyści sceptyczni będą co do metod rewolucyjnych, w imię zasady „zła złem nie pokonasz”.

W przypadku nacjonalizmu, w ciągu jego rozwoju intelektualnego, wyraźna jest ewolucja w stosunku do dziedzictwa chrześcijańskiego. A czy możliwy jest konserwatyzm niechrześcijański?

W mojej ocenie nie. Kościół katolicki, szczególnie ten przed soborowy jest kwintesencją wartości konserwatywnych. Ale nie mogę nie dostrzegać prób tworzenia konserwatyzmu niechrześcijańskiego, choćby tradycjonalizm integralny, którego przedstawicielem był Julusa Evoli, szukający inspiracji w tradycji pierwotnej, której elementy miałyby przetrwać do dziś, a zostać odczytane po uwolnieniu się od teraźniejszości.

Nie można zapominać również o Ch. Maurrasie, który oparł swoją myśl kontrrewolucyjną na laicyzmie, ale i on uznawał ważną rolę religii katolickiej w przywracaniu ładu.

Istniej obawa zgoła innej natury, że konserwatyzm stanie się zbitką idei za którymi już nie będzie stała rzeczywista postawa katolicka, jak w przypadku zachodnioeuropejskiej chadecji – odwołującej się już tylko werbalnie do Nauki Społecznej Kościoła.

Czy nacjonalizm należy traktować jako spójną i wewnętrznie koherentną doktrynę czy też bardziej zasadne jest przypisanie nacjonalizmu roli dookreślającej konkretne doktryny lub ideologie (liberalizm, konserwatyzm, socjalizm)?

 

Nacjonalizm nie jest w mojej ocenie pełną doktryna, choćby ze względu na fakt, że jako myśl jest znacznie pojemniejszy niż liberalizmu, czy też konserwatyzmu. Nacjonalizm można więc połączyć z konkretną doktryną – choćby socjalizmem, tworząc narodowy socjalizm, czy też konserwatyzmem – tworząc – nacjonalizm integralny.

Z ciekawym połączeniem nacjonalizmu możemy się spotkać np. będąc w Barcelonie, gdzie większość polityków o proweniencji lewackiej, jest jednocześnie nacjonalistami katalońskimi.

Innymi słowy nacjonalizm nie jest koherentną doktryną ponieważ nie daje pełnej wizji świata, a w niektórych nacjonalizmach starających się ją przedstawić odnaleźć można elementy innych doktryn czy też ideologii.

Czy nacjonalizm integralny Charlesa Maurrasa należy traktować jako spójną syntezę myśli nacjonalistycznej i konserwatywnej? Czy możliwy jest nacjonalizm przeczący „suwerenności narodu”?

Charles Maurras, jako wychowany w duchu pozytywistycznym, agnostyk swoje rozumowanie opierał na antyrepublikanizmie, niechęci do demokracji. Uznawał on więc monarchię za system sparowania rządów sprawniejszy, wygodniejszy od innych. Monarcha w jego koncepcjach nie miał pierwiastków nadprzyrodzonych, władza nie pochodziła od Boga, monarcha nie był też władcą patriarchalnym. Co za tym idzie w swych koncepcjach rojalistycznych nie musiał Maurras zwracać uwagi na takie niuanse, władzy monarszej jak chociażby  – pochodzenie rodów monarszych. To powodowało, że uznał, iż najlepszym monarchą będzie taki, który jest Francuzem. Maurras użył narzędzia jakim jest nacjonalizm w celach kontrrewolucyjnych, widział wspólnych wrogów nacjonalizmu i konserwatyzmu w czasach Trzeciej Republiki. Byli nimi: masoni, Żydzi, kosmopolici. Maurras, w mojej ocenie, był nacjonalista, któremu po drodze było z konserwatyzmem i monarchizmem, a nie odwrotnie.

Jeśli nacjonalizm zaneguje całkowicie suwerenność narodu – oparta choćby na strukturach pośrednich – typu hierarchiczna  organizacja polityczna narodu, w mojej ocenie, przestanie być nacjonalizmem.

Czy w dzisiejszym świecie współpraca polityczna konserwatystów i nacjonalistów jest zasadna? Czy łączą te dwie doktryny wspólni wrogowie czy też wspólne idee pozytywne?

Zarówno to i to. Wspólne idee, czy raczej ideały pozytywne to rodzina, tradycja, cywilizacja łacińska.

Jednak w ujęciu szczegółowym będziemy mieli już znaczne różnice między nacjonalistami i konserwatystami: choćby w ocenie wydarzeń  i postaci historycznych –na polskim gruncie np. Aleksandra Wielopolskiego.

Współpraca między konserwatystami i nacjonalistami jest uzasadniona, podobnym definiowaniem pewnych problemów jak choćby:

–         kryzysu rodziny a za nim idący kryzys demograficzny Europy;

–         kryzys wartości takich jak wiara, patriotyzm;

–         wspólni wrogowie – socjaliści, demoliberałowie.

Wspólni wrogowie mogą okazać się pomocni w tworzenie krótkotrwałych mariaży, natomiast problem pojawi się, gdy zostaną osiągnięte cele – czyli wspólni wrogowie stracą na znaczeniu, wówczas dużo trudniej będzie budować program pozytywny, ponieważ rozpocznie się dyskusja ideowa – i  sprawy, które łączyły sojuszników – jak chociażby pojmowanie patriotyzmu, mogą stać się przyczyną konfliktów. Dajmy na to, że obóz konserwatywno-nacjonalistyczny posiada władzę i rozpoczyna się dyskusja nad metodami wychowania. Konserwatyści opowiedzą się za wychowaniem domowym, kościelnym, dobrowolnym i pod nadzorem rodziny, natomiast nacjonaliści odpowiedzą – kształtowanie jednostki musi opierać się na wychowaniu narodowym zapewniającym trwanie idei narodowej, może być realizowane niepublicznie ale również w szkole publicznej – w każdym razie zawsze przynajmniej w sferze programu pod nadzorem państwa narodowego.

 

 

 

Felieton przygotowany z okazji Coperniconu 2012 zamieszczony w specjalnym numerze pisma „Między Regałami”, wydawanym przez  Prasoznawcze Koło Naukowe.

Długi marsz Romana Dmowskiego

W „Naszym Dzienniku” ukazał isę mój artykuł na temat działalności Dmowskiego na rzecz uzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Oto link:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111110&typ=my&id=my25.txt

Zarys działalności Związku Szlachty Zagrodowej w latach 1938-1939

Szlachta zagrodowa, często występująca pod nazwą szlachty zaściankowej, lub też okolicznej (od nazwy zaścianka tzw. okolicy), to nazwa drobnej, ubogiej szlachty, która zazwyczaj musiała utrzymywać się z własnej pracy na roli (najczęściej bez pomocy parobków). Po zniesieniu pańszczyzny własność tej szlachty skurczyła się właściwie do własnej zagrody, stąd też nazwano ją zagrodową. Poza kresami (Wielkie Księstwo Litewskie) największa liczba szlachty zaściankowej występowała na Mazowszu i Podlasiu.

Początki osadnictwa szlachty na kresach południowo-wschodnich sięgają czasów Kazimierza Wielkiego. Ówczesne osiedlanie się można nazwać wojskowym, gdyż jego celem była ochrona południowo-wschodnich granic państwa polskiego. Najstarsze nadania dotyczyły rodów rycerskich herbu Sas. Jak pisał senator Władysław Pulnarowicz: „Pierwsi z nich otrzymują od króla Kazimierza Wielkiego w roku 1359 przywilej na Rybotycze w ziemi przemyskiej”[i]. W ciągu kolejnych stuleci coraz więcej rycerstwa przybywało na te terytoria. Akcja osadnicza szczególnie przybrała na sile po Unii Lubelskiej. Wówczas to drobna szlachta, zaczęła kupować ziemię na słabo zaludnionych terenach, spodziewając się, iż będzie to dobra inwestycja. Okazało się jednak, że nie tylko ludność ta nie pomnożyła majątków, ale te uległy dalszemu rozdrobnieniu. W latach 1772-1848, w znacznym stopniu zrównała się, szczególnie pod względem położenia ekonomicznego, z społecznością chłopską zamieszkująca tamte ziemie. Szlachta zagrodowa początkowo oczywiście różniła się od chłopów, przede wszystkim ubiorem, zachowaniem instytucji szlacheckich, czy też nakazem brania ślubów w obrębie własnej grupy[ii]. Na przestrzeni XIX w. ulegała jednak stopniowo procesowi zatracenia swojej tożsamości[iii]. Pulnarowicz wskazywał, iż przyczyną przejścia szlachty zagrodowej z wyznania rzymskokatolickiego na greckokatolickie była znaczna odległość kościołów katolickich od siedzib szlacheckich, co determinowało rozpoczęcie uczęszczania szlachty na msze w cerkwi greckokatolickiej[iv]. Do lat trzydziestych XX w. wśród części tej ludności zachowała się pamięć o szlacheckim pochodzeniu. Ten element powodował, iż ludność ta znalazła się w sferze zainteresowania kół rządowych Drugiej Rzeczypospolitej. Szlachta zagrodowa miała się stać, według władz, narzędziem rewindykacji polskości na kresach. Oczywiście należy podkreślić, iż przez „szlachectwo” rozumiano wyłącznie świadomość historyczną, swego pochodzenia, gdyż należy pamiętać, iż utrata przywilejów szlacheckich nastąpiła w XIX wieku[v].

Szlachta zagrodowa zamieszkiwała małe zaścianki głównie w województwie lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim[vi]. Osiemdziesiąt procent osób spośród szlachty było wyznania grekokatolickiego, 90% z nich mówiło w języku ukraińskim, zaś 20% zaliczało się do narodowości polskiej. Dane te wskazują, iż 10% spośród mówiących po ukraińsku określało się jako ludność polska, co wskazywać mogło, na szansę pozyskania w procesie repolonizacyjnym również kolejnych osób nie mówiących w języku polskim. Z tego też względu podkreślano historyczne związki szlachty z Polską. Jak pisał przytaczany już Władysław Pulnarowicz: „Szlachta zagrodowa Podkarpacia jest potężną siłą od wieków włodarzącą na południowej rubieży Rzeczypospolitej. Wyrosła ona z tej ziemi i od wieków pracą, krwią i znojem buduje na tej ziemi życie polskie, od wieków z woli Bożej tu osadzona pilnuje południowych granic naszej Ojczyzny”[vii].

 

Tworzenie ruchu rewindykacyjnego

           

            Zagadnienie szlachty zagrodowej przybliżył opinii publicznej Pulnarowicz, który w roku 1929 wydał książkę „U źródeł Stryja, Sanu i Dniestru”, gdzie zwracał uwagę na szlachtę zagrodową, wskazując na jej polskie korzenie. Datą początkową akcji mającej na celu „przywrócenie do polskości” drobnej szlachty w Małopolscy Wschodniej był rok 1934. Wówczas to koordynacją akcji repolonizacyjnej zajął się Sekretariat Porozumiewawczy Polskich Organizacji Społecznych[viii], z ramienia którego akcję prowadziło głównie Towarzystwo Rozwoju Ziem Wschodnich, przy współpracy ze Związkiem Strzeleckim i Towarzystwem Szkół Ludowych oraz Małopolskim Towarzystwem Rolniczym. Początkowo akcję rozpoczęto w powiecie turczyńskim w województwie lwowskim[ix]. Na szlachtę zagrodową zwrócono także uwagę w kręgu oficerów komisji poborowych w Przemyślu, którzy zauważyli, iż część poborowych wyznania greckokatolickiego posiada zruszczone nazwiska. Zjawisko to opisał w 1939 r. Jan Korab-Wojciechowski, sekretarz Zarządu Głównego Związku Szlachty Zagrodowej: „Zgłasza się do wojska żołnierz jako Dobriańskij, choć ojciec jego w metryce najwyraźniej ma Dobrzyński. Drugi podaje nazwisko Krijanowskij, mimo że każdy jego przodek nazywał się Krzyżanowski, z Dzika zrobili Dyka, nazwisko Wilczyński zamieniono na Wołk, sam podpisuje się Sulima, a w metryce ma Sołyma, nie mówi nawet po rusku i podpisuje się Ryklik Jan, a w metryce ma Ryłow Iwan. Przykładów można podać setki i tysiące. W przemyskim pułku strzelców podhalańskich służyło trzech braci stryjecznych, z których jeden w metryce miał wpisane Demkowicz Białas, drugi Białas, a trzeci już Biłas. Najlepiej to ilustruje, jak postępowała taka zmiana”[x].

W kręgach wojskowych najbardziej zainteresowany kwestią repolonizacji szlachty zagrodowej był gen. Janusz Głuchowski. Z jego inicjatywy zwołano międzyministerialną naradę, która odbyła się dnia 15 XI 1937 roku, w Ministerstwie Spraw Wojskowych (MSWoj.). W czasie której współpracownik gen. Głuchowskiego, ppłk. Stanisław Sadowski zaprezentował przyjęty przez MSWoj. program prac w kwestii szlachty zagrodowej. Wskazał, iż akcja ma na celu rewindykację i asymilację szlachty Podkarpacia[xi]. Efektem narady było powołanie dnia 25 II 1938 r. Komitetu do Spraw Szlachty Zagrodowej na Wschodzie Polski, formalnie działającego przy Towarzystwie Rozwoju Ziem Wschodnich[xii]. Głównym terenem działania komitetu była Małopolska Wschodnia, w dalszej zaś kolejności Wołyń. Przewodniczącym komitetu został Gołuchowski, pierwszym wiceprzewodniczącym Tadeusz Garbusiński, drugim ppłk. Stanisław Sadowski. Komitet działał w czterech sekcjach naukowej, propagandowej, gospodarczej i finansowej. W komitecie istotne miejsce zajmowała sekcja naukowa, która zajmowała się badaniami nad osadnictwem na kresach, historią szlachty zagrodowej, miejscami jej zamieszkiwania[xiii].

W ramach akcji rewindykacyjnej na kresach z ramienia Sekretariatu Porozumiewawczego Polskich Organizacji Społecznych działało więc Towarzystwo Rozwoju Ziem Wschodnich, a w szczególności autonomiczny Komitet do Spraw Szlachty Zagrodowej na Wschodzie Polski, ponadto Towarzystwo Szkół Ludowych, Związek Strzelecki, Małopolskie Towarzystwo Rolnicze, a także najprężniejsza z organizacji  – Związek Szlachty Zagrodowej.

Powstanie Związku Szlachty Zagrodowej

Przełomowym wydarzeniem w integracji środowisk szlachty, był Zjazd Szlachty Zagrodowej, który odbył się dnia 17 października 1937 roku w Teatrze Wielkim we Lwowie. Wzięło w nim udział ok. 4 tys. delegatów kół szlacheckich[xiv]. Celem zjazdu miało być stworzenie Związku Szlachty łączącego poszczególne koła w jedną organizację. Jak pisał Prokop Sas[xv]: „Pragniemy, więc stworzyć we Lwowie Związek Szlachty, przede wszystkim na to byśmy wzajemnie o sobie wiedzieli, a nadto, byśmy sobie pomagali. Szczególnie chodzi o pomoc w wykształceniu dzieci, które posyłamy do szkół nieraz z wielkim trudem”[xvi]. Na zjeździe podjęto decyzję o utworzeniu Związku Szlachty Zagrodowej Podkarpacia, w tym celu powołano komisję mającą za zadanie opracowanie statutu i programu działalności. Organizacja o nazwie Związek Szlachty Zagrodowej (ZSzZ)[xvii] oficjalnie powstała 13 lutego 1938 roku na Zjeździe Ogólnym Szlachty Zagrodowej w Przemyślu. Na czele związku stanął ksiądz dziekan płk. Antoni Miodyński[xviii], kapelan 5 pułku Strzelców Podhalańskich. We wspomnianym zjeździe wzięły udział osoby, które patronowały związkowi: gen. bryg. Janusz Głuchowski – wiceminister spraw wojskowych, gen. bryg. Wacław Scaevola Wieczorkiewicz – dowódca Okręgu Korpusu X w Przemyślu, a także wojewoda stanisławowski – Stefan Pasławski oraz wicewojewoda lwowski Gustaw Chmielewski.

 Struktura związku przedstawiała się następująco. Najmniejszą jednostką związku było koło. Przedstawiciele kół z danego obszaru tworzyli zarządy powiatowe, przedstawiciele tych zarządów zasiadali w zarządach okręgowych. Pracami ZSzZ kierował Zarząd Główny, na czele którego stał prezes.

 W roku 1935 przy Towarzystwie Rozwoju Ziem Wschodnich założono czasopismo „Pobudka”, wydawane początkowo w Tuce nad Stryjem, zaś rok później redakcja przeniosła się do Przemyśla. W roku 1937 pismo stało się dwutygodnikiem, od 1938 wydawcą „Pobudki” został Zarząd Główny Związku Szlachty Zagrodowej[xix]. „Pobudkę” w roku 1935 prenumerowało 300 osób, zaś w 1938 r. już 11 tys. Ponadto zaczęto wydawać dodatek dla dzieci „Mała Pobudka”, a wraz z rozwojem ZSzZ na województwo wołyńskie w Łucku wydawano „Pobudkę wołyńską”. W roku 1939 „Pobudka” osiągnęła nakład 15 tys. egzemplarzy[xx]. Wychodziły również broszury dotyczące szlachty zagrodowej[xxi].

Ważnym wydarzeniem w historii związku było objęcie honorowego patronatu nad jego pracami przez marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, jak donosiła „Pobudka”: „Dzień 24 czerwca 1938 roku stał się pamiętny dla Związku Szlachty Zagrodowej. Pan Marszałek Edward Śmigły-Rydz przyjął osobiście hołd szlachty zagrodowej i wyraził zgodę na roztoczenie Swego Wysokiego Protektoratu nad pracami Związku Szlachty Zagrodowej, które zmierzają ku wzmocnieniu dawnych rycerskich cnót i odnowienia dawnych żołnierskich obowiązków służby Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wśród wielkich mas szlachty zagrodowej naszej ziemi”[xxii].

 

 

Działalność związku

 

Związek Szlachty Zagrodowej cieszył się dość dużym zainteresowaniem inteligencji. Losami szlachty interesowały się takie osoby jak chociażby pisarki Maria Rodziewiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, pisarze Kornel Makuszyński, Gustaw Morcinek, Ferdynand Ossendowski. Ten ostatni napisał nawet dwie książki poświęcone życiu szlachty zagrodowej „Orły Podkarpacia” oraz „Pod sztandarami Sobieskiego”.

Związek organizował liczne koła, których liczba w roku 1939 w Małopolsce Wschodniej wynosiła 450 z 41 tys. członków. Związek rozszerzył swoją działalność na teren Wołynia, gdzie w roku 1939 istniało 181 kół, do których należało 8 tys. osób[xxiii].

Dla członków związku tworzone były czytelnie, organizowano kursy: kierowników świetlic, kroju i szycia, sekretarzy kół. Związek starał się, aby ludność z nim powiązana miała dobrą opiekę duszpasterską. Budowano i wyposażano kościoły. W czasie Wielkiego Postu prowadzono rekolekcje. Przykładem może być miejscowość Krynica Szlachecka, gdzie zaproszony ksiądz greckokatolicki, kazania wygłaszał w języku polskim[xxiv]. Na potrzeby związku wybudowano w kilkunastu miejscowościach domy ludowe z świetlicami, salami teatralnymi, powstawały także sklepiki spółdzielcze[xxv]. Organizowano ogniska, na których deklamowano patriotyczne wiersze. Działacze związku w poszczególnych kołach obchodzili święta państwowe, jak chociażby 3 maja. Dużą uwagę zwracano na podnoszenie wykształcenia młodych. Z tego względu fundowano stypendia szlacheckie dla młodzieży, która uczęszczała do gimnazjów. W Bohorodczanach w województwie stanisławowskim otworzono szkołę gospodarstwa domowego. Prezes związku podkreślał, iż ideałem do którego dąży jest aby: „każda dziewczyna z naszego Związku po ukończeniu 16 lat życia przeszła 5 miesięczny kurs gospodarstwa domowego”[xxvi]. Chcąc podnieść higienę wśród działaczy związku, przygotowywano również kursy „przewodniczek sanitarnych”. Utworzono ponadto 120 chórów i 40 orkiestr[xxvii]. Dla dzieci z rodzin szlachty zagrodowej organizowano kolonie i półkolonie m.in. w Rabce. W wojsku utworzono kompanie szlacheckie. Pierwsza z nich powstała już w roku 1936 w 5 pułku Strzelców Podhalańskich w Przemyślu. W październiku kompania szlachecka zameldowała się u prezydenta Ignacego Mościckiego. Prezydent stał się również ojcem chrzestnym kilkorga dzieci z rodzin szlachty zagrodowej[xxviii]. Dużym przedsięwzięciem przygotowanym przez Związek Szlachty Zagrodowej była wycieczka przedstawicieli związku po Polsce. W czerwcu 1938 r. odwiedzono wówczas następujące miasta: Przemyśl, Kraków, Wieliczkę, Katowice, Chorzów, Poznań, Gdynię, Warszawę[xxix].

Warto podkreślić, iż dużą atencją wśród działaczy związku cieszył się przewodniczący ks. płk. Miodyński. Występowały nawet pewne elementy kultu jego osoby. W czasie wielu uroczystości szlachty zagrodowej wznoszono np. okrzyki „niech żyje Wódz Rydz-Śmigły”, co w drugiej połowie lat trzydziestych było dość powszechne, ale również skandowano na cześć Miodyńskiego. W jednym z numerów „Małej Pobudki”, ukazał się z okazji imienin prezesa związku czołobitny wierszyk, w którym czytamy:

„[…] Dziś hołd Tobie składamy serdecznie

Księże Prezesie, boś Ty Wódz jest nasz.

I ślubujemy Polskę kochać wiecznie

I u jej granic wierną trzymać straż!”[xxx].

Interesujący jest również fakt, iż ZSzZ zainteresował się przywódca Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga” – Bolesław Paisecki. W latach trzydziestych przedsięwziął on plan „penetracji” różnych organizacji przez działaczy „Falangi”. Jak piszą biografowie Piaseckiego: „Obiektem jego zainteresowania (Piaseckiego – P.T) stał się Związek Szlachty Zagrodowej – wspierany przez II Oddział Sztabu Generalnego, organizacja skupiająca zubożałą, zukrainizowaną szlachtę polską. W lutym 1939 r., na polecenie Piaseckiego, jednym z redaktorów „Pobudki” organu prasowego ZSzZ – został Włodzimierz Sznarbachowski. Po nim podjęli pracę w ZSzZ dwaj inni członkowie RNRu: Jan Olechowski i Mieczysław Chądzyński. Cała akcja, prowadzona w ścisłym porozumieniu z wiceministrem Głuchowskim, była zgodna nie tylko z falangistowskim planem polonizacyjnym, ale zapewniała także określone korzyści natury finansowo-organizacyjnej”[xxxi]. Niestety jest to informacja oparta wyłącznie na jednym źródle, a mianowicie liście wspomnianego Sznarbachowskiego, wskazuje jednak, na jeszcze jeden wątek przyczyniający się do powstania związku, a mianowicie zainteresowanie wywiadu środowiskiem szlachty zagrodowej.

Związek Szlachty Zagrodowej jako narzędzie repolonizacji kresów południowo-wschodnich

Wszystkie działania władz w stosunku do szlachty zagrodowej miały za zadanie przyciągnięcie tej grupy obywateli do polskości, z tego powodu podkreślano rycerską przeszłość i rolę, jaką w obronie południowo-wschodnich rubieży odgrywała osiadła tam szlachta. Przypominano również o udziale poszczególnych rodów szlacheckich w walce o niepodległość. Przywoływany już Pulnarowicz podawał kilka stron imion i nazwisk szlachty pochodzącej z terenów południowo-wschodnich a walczącej np. w powstaniu styczniowym, obronie Lwowa, czy też wojnie polsko-bolszewickiej. Wśród nazwisk znajdujemy takie osoby jak: Tadeusz Monasterski, który był adiutantem Komendanta Głównego (Józefa Piłsudskiego) Związku Strzeleckiego, czy też  Stanisław Tymkowicz-Krynicki oficer Komendy Głównej tegoż Związku[xxxii].

Akcja mająca na celu repolonizację tej grupy przyniosła pewne rezultaty, biorąc pod uwagę zorganizowanie w ciągu kilku lat dość licznej grupy działaczy związku. Faktem jest, iż związek przyczynił się do aktywizacji zubożałej szlachty, poza tym, faktycznie integrował to środowisko, chociażby przez wspólne spędzanie czasu. Ważnym elementem na pewno była dość duża aktywność władz w organizacji kół związku. Pamiętać przy tym należy o złym położeniu ekonomicznym tej ludności, działalność związku, przy silnej kurateli państwa, mogła przyczynić się do poprawy sytuacji materialnej szlachty zagrodowej. W tym celu stworzono właśnie Fundusz Pożyczkowo-Zapomogowy, udzielający kredytów na cele gospodarcze, jak kupno narzędzi rolniczych, czy też nawozów sztucznych[xxxiii]. Zorganizowano także wycieczkę do Danii mającą na celu zapoznanie się z tamtejszymi sposobami „gospodarowania”. Działania związku podnoszące z jednej strony wykształcenie i świadomość szlachty zagrodowej, często „przywracanie” jej dla języka polskiego, mocne akcentowanie powiązania historycznego tej ludności z polskością, przy zwiększeniu jej aktywności miało na celu zahamowanie rutenizacji. Proces ten dość obrazowo został nakreślony przez Jerzego Stempowskiego, który pisał: „W 1936 r. oglądałem z Piotrem Bokowskim pod Trembowlą stare, katolickie wsie polskie, których mieszkańcy od pewnego czasu zaczęli w domu mówić po ukraińsku. Zjawisko to nie jest nowe. Proces taki odbył się już przedtem na Litwie, gdzie potomkowie Horeszków i Sopliców porzucili częściowo język polski dla litewskiego. […] Wydaje mi się, że zjawisko to nie ma żadnych reguł ogólnych i w każdym wypadku wynika z określonych przyczyn lokalnych. W ciągu ostatnich 10 lat przed wojną spędziłem corocznie parę miesięcy na Wołyniu i w Galicji Wschodniej i miałem sposobność zapoznania się z warunkami, w których język polski zaczął ustępować  ukraińskiemu, mimo presji szkolnej  i administracyjnej. Główną przyczyną tego zjawiska, wydaje mi się być zubożenie wsi polskiej w inteligencję i obniżenie kwalifikatywne tej ostatniej. Kto ukończył szkoły zostawał urzędnikiem lub jednym z niezliczonych oficerów WP. Inteligencja ukraińska pozostawała na wsi i życie wewnętrzne wsi ukraińskiej stało się bardziej bogate i pociągające od życia wsi polskiej”[xxxiv].

Najważniejszym działaniem Związku Szlachty Zagrodowej były próby silnego związania szlachty zagrodowej z Polską. Temu służyły wydawnictwa propagandowe, również w języku ukraińskim, które miały za zadanie budzić świadomość historyczną. Szczególną uwagę działacze związku zwracali na wychowywanie przyszłych pokoleń. Jak pisał prezes Miodyński: „W pracy naszej nie łudzimy się, abyśmy mogli szybko osiągnąć wyniki, bo aby wychować jedno pokolenie, trzeba co najmniej 20 lat”[xxxv]. Związek Szlachty Zagrodowej starał się również wpływać na ocenę Cerkwi greckokatolickiej przez szlachtę. „Pobudka” wyrażała dość interesujące stanowisko w czasie, gdy istniały spore kontrowersje dotyczące układu zawartego pomiędzy Stolicą Apostolską a Polską, dotyczącego dóbr pounickich (na Chełmszczyźnie i Podlasiu). Miały one zostać przejęte przez Kościół katolicki. Przeciwko układowi opowiadali się zwolennicy ukraińskiej irredenty. W jednym z numerów pisma działacze związku pisali: „Walcząc o oczyszczenie atmosfery wśród naszej szlachty zagrodowej, polskiej z narodowości, a religijnie przeważnie związanej z obrządkiem grecko-katolickim – mamy prawo i obowiązek domagać się tego:

1) żebyśmy nie stanowili w Cerkwi wiernych drugiej klasy i żeby Cerkiew reprezentantka naszych wierzeń i uczuć religijnych dawała nam pełne ich zaspokojenie i równocześnie

2) żeby wychowywała nas w pełnym poszanowaniu naszej godności narodowej polskiej i gotowości do służby celom ogólnym, dobru wspólnemu – przez wpajanie szacunku i oddania własnemu państwu, Rzeczypospolitej Polskiej.

Dlatego jako Polacy greko-katolicy nie możemy dłużej milczeć, gdy widzimy jak Cerkiew gr. kat. staje się aż nazbyt często narzędziem polityki wrogiej naszemu narodowi  […]”[xxxvi]. Zainteresowanie związkiem ze strony szlachty zagrodowej doprowadziło do prób zorganizowania przez stronę ukraińską ruchu bojarów. Natomiast nacjonaliści ukraińscy stosowali także metody terrorystyczne, poprzez napady na poszczególnych działaczy związku. W Chomczynie woj. stanisławowskie został nawet zamordowany prezes Koła Związku Szlachty Zagrodowej – Andrzej Rozwadowski[xxxvii].

Efektem działań Związku Szlachty Zagrodowej było zapobieżenie dalszej rutenizacji części szlachty i zwiększenie jej aktywności społecznej. Nie można dziś jednoznacznie odpowiedzieć, jak potoczyłby się rozwój związku, gdyż został on zahamowany przez wybuch wojny. Wydaje się jednak, że mimo wsparcia władz państwowych, część inicjatyw działacze związku podejmowali oddolnie, co przy szczególnym zwróceniu uwagi na wychowanie młodego pokolenia mogło skutkować zwiększeniem polskiej świadomości narodowej wśród tej ludności[xxxviii]. Jak pisze Krzysztof Ślusarek, przywiązanie do polskości wśród części szlachty zagrodowej przetrwało do drugiej połowy XX w. „Przykładem może być przypadek wsi Baczyna, której mieszkańcy – potomkowie szlachty zagrodowej – po roku 1957, w ramach akcji repatriacji, przenieśli się na polskie ziemie zachodnie”[xxxix].

dr Patryk Tomaszewski

Autor jest adiunktem w Katedrze Myśli Politycznej UMK w Toruniu. Ostatnio napisał książkę: „Polskie korporacje akademickie w latach 1918-1939. Struktura, myśl polityczna, działalność”.

Artykuł ukazał się w zmienionej formie w piśmie środowiska szlacheckiego „Verbum Nobile”, nr 17/2008.


[i] W. Pulnarowicz, Rycerstwo polskie Podkarpacia, Dawne dzieje i obecne obowiązki szlachty zagrodowej na Podkarpaciu, Przemyśl 1937, s. 19.

[ii] Ł. Kapralska, Pluralizm kulturowy i etniczny a odrębność regionalna Kresów południowo-wschodnich w latach 1918-1939, Kraków 2000, s. 178.

[iii] K. Ślusarek, Szlachta zagrodowa w Galicji 1772-1939, [w:] Galicja i jej dziedzictwo. T. II. Społeczeństwo i gospodarka, pod. red. J. Chłopeczki, H. Madurowicz-Urbańska, Rzeszów 1995, s. 118-119.

[iv] W. Pulnarowicz, op.cit., s. 29. Podobnie twierdził Prokop Sas (Marceli Prószyński), Szlachta zagrodowa, Lwów(b.r.w), s. 16. Słabość parafii rzymskokatolickich wpływała również na rejestrację zgonów, urodzeń, ślubów w bliższych parafiach greckokatolickich.

[v] W latach 1772-1848 szlachta zagrodowa utraciła prawa do posiadania dominium i poddanych, prawo do odrębnego sądownictwa, prawo do udziału w życiu politycznym. Zob. K. Ślusarek, op. cit., s. 117.

[vi] Ponadto rody szlachty zagrodowej zamieszkiwały na terenie województwa wołyńskiego i podlaskiego oraz białostockiego. W latach trzydziestych szacowano, że liczba szlachty zagrodowej sięga w regionie podkarpackim 300 tys., regionie podolskim 60-80 tys., regionie wołyńskim 100-150 tys., regionie poleskim 100 tys., regionie północnym (niektóre rejony województwa białostockiego) 200-250 tys. osób.  Na całym terytorium RP szacowano, że szlachty zagrodowej może być ok. 800 tys., Zob. M. Kasprzak, Towarzystwo Rozwoju Ziem Wschodnich 1933-1939, Łódź 2005, s. 101. Komitet do spraw szlachty Zagrodowej na wschodzie Polski. Sekcja Naukowa. Materiały o zadaniach szlachty  i celach komitetu, Archiwum Akt Nowych, zespół 71/0, t. 1.

[vii] W. Pulnarowicz, op. cit., s. 59.

[viii] W skład sekretariatu wchodziły różne związki i stowarzyszenia, takie jak Towarzystwo Szkół Ludowych, Towarzystwo Rozwoju Ziem Wschodnich, Komitet Pomocy Dzieciom, Związek Strzelecki. Centrala organizacja, jaką był sekretariat, miała za zadanie przede wszystkim zespolić polskie organizacje społeczne na kresach, celem skuteczniejszego działania. Zob. W. Paruch, Od konsolidacji państwowej do konsolidacji narodowej. Mniejszości narodowe w myśli politycznej obozu piłsudczykowskiego (1926-1939), Lublin 1997, s. 347.

[ix] M. Kasprzak, op. cit., s. 99.

[x] Cyt. za: J. P. Jarosz, Akcja repolonizacji na terenach południowo-wschodnich Rzeczypospolitej w latach 1935-1939, http://www.kki.pl/pionf/przemysl/dzieje/rus/repolonizacja.html (przeglądana 18 II 2007).

[xi] M. Kasprzak, op. cit., s. 103.

[xii] W Komisji naukowej komitetu zasiadało bardzo wiele cenionych osób jak chociażby: dr Ludwik Kolankowski, prof. Ludwik Jaxa-Bykowski, red. Jerzy Braun, dr Jerzy Smoleński, senator Władysław Pulnarowicz. [xii] Komitet do spraw Szlachty Zagrodowej na wschodzie Polski. Sekcja Naukowa. Materiały w sprawie szlachty zagrodowej. Traktujące o powstaniu, zadaniach i programie komitetu. Komunikaty, Archiwum Akt Nowych, zespół. 71/0, tom 1, 2.

[xiii] Szerzej zob. M. Kasprzak, op. cit., s. 110-114.

[xiv] Koła szlacheckie zaczęły powstawać z inicjatyw Związku Strzeleckiego. Pierwsze w powiecie turczyńskim. W 1935 r., liczyły jedynie 500 członków. W 1939 roku Związek Szlachty Zagrodowej (ZSzZ) liczył w już 49 tys. osób (wspólnie dla Małopolski Wschodniej i Wołynia). Zob. J. P. Jarosz, op. cit.; M. Kasprzak, op. cit., s. 100.

[xv] Prokop Sas – pseudonim Marcelego Prószyńskiego, znawcy zagadnień demograficznych na Kresach.

[xvi] P. Sas, Szlachta zagrodowa, Lwów (b.d.w.), s. 21.

[xvii] Na terenach północno-wschodnich, w powiatach grodzieńskim, wołkowyskim i szczuczyńskim powstał Związek Zaściankowy. Zob. M. Kasprzak, op. cit., s. 100.

[xviii] Antoni Miodyński: ksiądz dziekan i pułkownik WP. Urodził się 26 marca 1889 roku w Żywcu jako syn Wincentego i Karoliny Molińskiej. Zmarł 4 lutego 1949 roku w Żywcu i pochowany został na miejscowym cmentarzu. Członek niepodległościowej organizacji „Wolność”. Służył w wojsku Austro-Węgierskim od kwietnia 1915 do sierpnia 1916 roku kapelan 56. pułku piechoty na froncie rosyjskim, gdzie dostał się do niewoli, w której przebywał do maja 1917 roku, następnie w obozie dla inwalidów Habel w Danii do grudnia 1917 roku, potem w szpitalu w Wiedniu do lutego 1918 r., później w 20. galicyjskim pułku piechoty na froncie włoskim do 12 listopada 1918 roku. W armii polskiej: od 13 listopada 1918 do marca 1920 roku w 1. pułku strzelców podhalańskich (współtwórca Uniwersytetu Żołnierskiego w Nowym Sączu), następnie do grudnia 1921 roku w 1. Dywizji Piechoty Górskiej, od stycznia 1922 do sierpnia 1939 roku był kierownikiem Rejonu Duszpasterstwa Katolickiego i proboszczem w Bielsku, po kampanii wrześniowej 1939 roku w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie jako szef służby duszpasterskiej 3. Brygady Kadrowej Strzelców, po zakończeniu II wojny światowej powrócił do Polski. Odznaczony był m.in.: dwukrotnie Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921, Medalem Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości.

[xix] J. P. Jarosz, op. cit.

[xx] Ibidem.

[xxi] Zob. Prokopa Sasa, Szlachta zagrodowa, Lwów (b.r.w.), Roman Horoszkiewicz, Szlachta zaściankowa na ziemiach wschodnich, Warszawa 1936, Władysław Pulnarowicz Rycerstwo Polskie Podkarpacia, Dawne dzieje i obecne obowiązki szlachty zagrodowej na Podkarpaciu, Przemyśl 1937, Bolesław Demkiewicz-Dobrzyński, Szlachta zagrodowa Ziemi Czerwieńskiej, jej pochodzenie i przeszłość,Stanisławów 1938 (również po ukraińsku), Stanisław Jastrzębski, Kim jesteśmy? O szlachcie zagrodowej w Małopolscy Wschodniej, Przemyśl 1939 (również po ukraińsku).

[xxii] Pobudka, nr 14, 15 VII, 1938, s. 1.

[xxiii] M. Kasprzak, op. cit., s. 109.

[xxiv] Z życia naszych ziem i kół Z.S.Z, Pobudka, nr 10, 15 V 1939, s. 14; J. P. Jarosz, op. cit.

[xxv] J. P. Jarosz, op. cit.

[xxvi] A. Miodyński, Z.S.Z niesie kulturę na ziemie południowo-wschodnie. Przemówienie Prezesa Związku Szlachty Zagrodowej Ks. Płk. Antoniego Miodyńskiego wygłoszonego przez radio w dniu 8 VI 1939 r., Pobudka, nr 12, 15 VI 1939, s .7.

[xxvii] Ibidem.

[xxviii] Pobudka, nr 14, 15 VII, 1938, s. 11.

[xxix] Ibidem, s. 2.

[xxx] Mała Pobudka, nr 12, 15 VI 1939, s. 2.

[xxxi] A. Dudek, G. Pytel, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Londyn 1990, s. 97.

[xxxii] W. Pulnarowicz, op. cit., s. 55.

[xxxiii] J. P. Jarosz, op. cit.

[xxxiv] J. Stempowski, W Dolinie Dniestru, Listy o Ukrainie, Warszawa 1991, s. 197.

[xxxv] A. Miodyński, op. cit., s. 7.

[xxxvi] S.K., Nowa „kryuda” ukraińska?!, Pobudka, nr 15, 1 VIII 1938, s. 8.

[xxxvii] J. P. Jarosz, op. cit.

[xxxviii] Działalność związku była jednoznacznie niechętnie oceniana przez Jerzego Giedroycia. Zob. Jerzy Giedroyc, Autobiografia na cztery ręce, Warszawa 1996, s. 41.

[xxxix] K. Ślusarek, op. cit., s. 120.

————————————————————-

Jakiś czas temu redakcja „Naszego Dziennika” zwróciła się do mnie z pytaniem, czy nie opublikowałbym  na ich łamach artykułu o obozie narodowym. Doprecyzowałem temat, omówiłem szczegóły i uznając, że w Polsce jest nadal, nie tylko werbalny,  istnieje pluralizm mediów, opublikowałem artykuł  o środowisku intelektualistów w środowiskach narodowych II RP. Oto tekst:


Obóz narodowy w II Rzeczypospolitej miał bardzo wielu zwolenników z różnych warstw społecznych, wśród nich spore grono intelektualistów. Znaczna ich grupa zaangażowała się czynnie w jego działalność, inni pozostawali wyłącznie sympatykami narodowców. Należy pamiętać, że wiele z tych postaci na trwałe zapisało się w dziejach polskiej nauki, literatury czy też publicystyki.

Geneza polskiego obozu narodowego, zwanego również wszechpolskim, sięga XIX wieku, kiedy to w 1893 r. tajna Liga Polska została przekształcona w Ligę Narodową. Głównymi teoretykami nowego, nacjonalistycznego ruchu byli: Roman Dmowski, Zygmunt Balicki i Jan Ludwik Popławski. Wszyscy trzej należeli do pokolenia niepokornych, czyli pod względem metrykalnym do grona osób urodzonych w przedziale czasowym do ostatniej dekady XIX wieku. Do tego pokolenia będzie należało wielu wybitnych działaczy narodowo-demokratycznych. „Niepokorni” będą aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym II RP. Druga generacja osób czynnie działających w okresie 1918-1939 to pokolenie Polski niepodległej, obejmujące osoby urodzone pod koniec XIX wieku i na początku wieku XX. Obie generacje charakteryzowały się dużą mobilnością, charyzmą i wysokim poczuciem obowiązków wobec odrodzonej Polski.
Polski obóz narodowy czytelnikowi kojarzy się zazwyczaj z programem geopolitycznym Romana Dmowskiego, którego jednym z istotnych elementów była chęć stworzenia państwa homogenicznego etnicznie oraz podkreślanie, że największym zagrożeniem dla Polski były Niemcy. Inne skojarzenia związane są z silną polaryzacją sceny politycznej w czasach II RP, gdzie naprzeciw siebie stały przede wszystkim dwa obozy polityczne: narodowcy i piłsudczycy.
Obóz narodowy w czasach II RP nie był nigdy monolitem, w środowisku narodowym można było znaleźć zarówno umiarkowanych nacjonalistów, jak i, szczególnie w latach 30., ludzi o poglądach narodowo-radykalnych. Wśród wszechpolaków byli zarówno zwolennicy systemu wielopartyjnego i rządów parlamentarno-gabinetowych, jak i osoby opowiadające się za modelem monopartyjnym i wodzowskim. Obóz wszechpolski swoją silną pozycję uzyskał również dlatego, że pod jego wpływem ideowym było wiele organizacji społecznych, gospodarczych, studenckich. W otoczeniu obozu narodowego znajdowały się m.in.: Związek Hallerczyków, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”, Związek Dowborczyków, Narodowa Organizacja Kobiet, Katolicki Związek Polek, Polska Macierz Szkolna, Związek Akademicki „Młodzież Wszechpolska”.
Stosunkowo słabo znane jest zaplecze intelektualne ruchu narodowego, które odgrywało znaczącą rolę w ramach tego nurtu politycznego w okresie II RP.

Intelektualiści na zapleczu
Narodowcy w okresie II RP cieszyli się sympatią znacznej grupy intelektualistów, przy czym poprzez pojęcie „intelektualista” należy rozumieć osobę zajmującą się twórczo pracą umysłową. Oczywiście taka kategoryzacja jest bardzo pojemna, ponieważ każdy dziennikarz, lekarz, naukowiec czy też nauczycieli stawałby się ze względu na wykonywaną profesję intelektualistą. Należy więc traktować ją z wyczuciem, mając na uwadze, że intelektualista to człowiek o wysokiej kulturze i zainteresowaniach umysłowych, odznaczający się przewagą intelektu nad sferą emocjonalną.
W obozie narodowym znajdowała się sporo grupa polityków, którzy byli nie tylko działaczami partii i organizacji o profilu nacjonalistycznym [Związek Ludowo-Narodowy (ZLN), Stronnictwo Narodowe (SN), Obóz Wielkiej Polski (OWP) Obóz Narodowo-Radykalny (ONR)], ale pełnili również rolę ideologów, publicystów i propagatorów idei i wartości.
Wśród działaczy środowiska narodowego znalazło się duże grono wybitnych naukowców.
Wielu było prawnikami, którzy pracowali jako wykładowcy akademiccy. Do najbardziej znanych zaliczali się: Wacław Komornicki – profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Katedrze Prawa Państwowego i Nauk o Państwie, dziekan wydziału, członek Polskiej Akademii Umiejętności; Bohdan Winiarski – prof. Uniwersytetu Poznańskiego (dziś UAM), poseł z ramienia Stronnictwa Narodowego, od 1935 r. członek Komitetu Politycznego SN, po wojnie sędzia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze; Bohdan Wasiutyński – prof. UP i Uniwersytetu Warszawskiego, senator z ramienia SN.
Wśród ekonomistów powiązanych z obozem narodowym największą sławą cieszył się Władysław Grabski, znany przede wszystkim jako twórca reformy walutowej, ale również minister skarbu, premier, rektor SGGW. Ekonomistą był również jego brat Stanisław Grabski. Naukami ekonomicznymi profesjonalnie zajmowali się inni politycy obozu narodowego, jak chociażby Edward Taylor – prof. Uniwersytetu Poznańskiego, Jerzy Zdziechowski – minister skarbu, poseł ZLN, Roman Rybarski – prof. UW, poseł SN.
Do najwybitniejszych humanistów związanych z obozem narodowym należeli: Władysław Konopczyński – znany historyk, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Władysław Folkierski – polski historyk literatury francuskiej, prof. UJ, działacz Obozu Wielkiej Polski, Zygmunt Wojciechowski – historyk, prof. UP, działacz Obozu Wielkiej Polski, a później Związku Młodych Narodowców i Ruchu Narodowo-Państwowego, Karol Hubert Rostworowski – dramaturg, poeta, muzyk, członek Polskiej Akademii Literatury, Stanisław Stroński – filolog-romanista, prof. UJ, poseł z ramienia Stronnictwa Chrześcijańsko-Narodowego, później ZLN i SN.

Kurs na kulturę
Silną stroną obozu narodowego była prasa. Praktycznie w każdym regionie Polski wychodziły pisma związane z wszechpolakami. W Warszawie ukazywała się „Gazeta Warszawska” – później wydawana jako „Warszawski Dziennik Narodowy”, „ABC”, a także luźniej związany z prawicą narodową „Kurier Warszawski”. W Poznaniu „Dziennik Poznański”, w Toruniu „Słowo Pomorskie”, w Lublinie „Głos Lubelski”, we Lwowie „Słowo Polskie”, a później „Kurier Lwowski”, w Wilnie „Dziennik Wileński”. Pisywało do nich całe grono dziennikarzy i publicystów, na łamach dzienników często gościli ze swoją publicystyką wspomniani powyżej naukowcy. Działacze obozu narodowego wydawali także tygodniki, dwutygodniki i miesięczniki. Ukazywały się choćby takie pisma, jak: „Awangarda”, „Szczerbiec”, „Ziemia Chełmińska”, „Tęcza”, „Ojczyzna”.
W okresie II RP obóz narodowy starał się wpływać na życie literackie kraju poprzez tygodnik o profilu polityczno-społecznym „Myśl Narodowa”, redagowany w latach 1925-1939 przez Zygmunta Wasilewskiego. Na jego łamach poruszano tematy związane z szeroko pojętą kulturą narodową. Do tygodnika pisywał Stanisław Pieńkowski – poeta, krytyk literacki, Władysław Jabłonowski – działacz polityczny, historyk literatury czy też Adam Grzymała-Siedlecki – odznaczony w 1937 roku złotym Wawrzynem Akademickim Polskiej Akademii Literatury krytyk literacki i dramaturg.
Poczytnym tygodnikiem literackim w omawianym okresie były lewicujące „Wiadomości Literackie”. Na ich łamach pisali znani literaci (przede wszystkim skamandryci), jak chociażby: Julian Tuwim, Jan Lechoń, Antoni Słonimski i Jarosław Iwaszkiewicz. W tym tygodniku często publikował Tadeusz Boy-Żeleński, Michał Choromański, na jego łamach debiutował Bruno Schulz. Tygodnik był pismem kreującym postawy literackie, mocno krytykującym obóz narodowy. Przeciwwagą dla „Wiadomości Literackich” w latach 30. stał się założony przez krytyka literatury Stanisława Piaseckiego tygodnik „Prosto z Mostu”. Słusznie zauważył badacz literatury prof. Maciej Urbanowski, że tygodnik stał się jednym z przykładów „instytucji literackich polskiego nacjonalizmu”. Pismo stworzyło własną biblioteczkę, w której wydano m.in.: Stanisława Piaseckiego „Prawo do twórczości”, Jana Mosdorfa „Wczoraj i dziś”, Bolesława Micińskiego „Podróże do piekieł”. Pismo charakteryzowało się nowoczesną szatą graficzną, przyciągało wielu młodych publicystów, jak chociażby: Wojciecha Wasiutyńskiego, Jerzego Waldorffa, Jana Dobraczyńskiego czy Józefa Kisielewskiego. Również w środowisku narodowo-radykalnym, związanym z Bolesławem Piaseckim, stworzono pismo o profilu kulturalnym – „Ruch Kulturalny”, założone przez młodego kompozytora (w czasie wojny redaktora pisma „Sztuka i Naród”) Onufrego Bronisława Kopczyńskiego. W „Ruchu” pisywali: powieściopisarz Władysław Jan Grabski i Jerzy Pietrkiewicz – poeta, prozaik, tłumacz.
W środowisku polskich nacjonalistów podejmowane były również próby prozatorskie. Interesujący jest fakt, że przywódca obozu narodowego Roman Dmowski napisał dwie powieści o cechach politycznych – „Dziedzictwo” i „W połowie drogi”. Utwory prozatorskie miały otwierać nowe możliwości komunikowania się z czytelnikiem, który nie zawsze chciał sięgać po traktat polityczny.

Żacy z narodowcami
Działaczami obozu narodowego byli także przedstawiciele innych środowisk. Do znanych lekarzy, działaczy obozu narodowego zaliczali się Czesław Meissner, Joachim Bartoszewicz. Znaczną reprezentację w szeregach wszechpolaków mieli księża katoliccy, jak chociażby: arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego, poseł ZLN Józef Teodorowicz; ksiądz, lekarz, jeden z twórców harcerstwa polskiego Kazimierz Lutosławski; znany szczególnie w Wielkopolsce ksiądz prałat Józef Prądzyński czy też związany z Pomorzem ksiądz Feliks Bolt.
W obozie narodowym poza grupą zaangażowanych działaczy, którzy byli również publicystami, naukowcami, pisarzami, znajdowało się szerokie grono sympatyków oraz osób, które angażowały się w działalność ruchu sporadycznie. Do nich należeli chociażby tak znani profesorowie, jak: Ignacy Chrzanowski, Stanisław Pigoń, Wacław Sobieski, Feliks Koneczny. Do grona osób związanych z narodowcami zaliczyć należy także kontrowersyjnego publicystę Adolfa Nowaczyńskiego, publicystę i powieściopisarza Józefa Weyssenhoffa. Ciekawostką jest, że pod koniec życia również nestor pozytywizmu Aleksander Świętochowski publikował w prasie obozu narodowego.
Siłą narodowców było z jednej strony tworzenie własnej, niezależnej prasy, zarówno codziennej, jak i specjalistycznej, uczestnictwo w różnego typu organizacjach o profilu społecznym, ale także oddziaływanie na młodzież akademicką. Spośród akademików rekrutowali się główni działacze młodego pokolenia narodowców, jak chociażby twórca Falangi Bolesław Piasecki, przywódca ONR Jan Mosdorf, dziennikarze i publicyści: Wojciech Wasiutyński, Janusz Rabski, Karol Stefan Frycz, Jerzy Drobnik, Jędrzej Giertych, Jerzy Rutkowski, Zdzisław Stahl i Jan Korolec. Środowisko studenckie w czasach II RP nie było duże, nie przekroczyło nigdy 50 tys. studiujących. Znaczna część młodzieży akademickiej, a więc osoby, które miały zajmować istotne funkcje w życiu społecznym kraju, sympatyzowała z obozem narodowym. To właśnie w środowisku akademickim toczyła się walka, czasami z użyciem przemocy, o „rząd dusz” nad młodzieżą akademicką. Badacz organizacji młodzieżowych Bogdan Hillebrandt zauważył: „W pierwszych latach niepodległości właśnie obozowi narodowemu udało się stworzyć silne zaplecze młodzieżowe. Przede wszystkim młodzież tę było widać na terenie akademickim. Na większości polskich uczelni zresztą wpływy endeckie dominowały przez całe dwudziestolecie”. To spośród tego środowiska miało wyrosnąć nowe pokolenie nie tylko działaczy społecznych czy politycznych, ale również intelektualistów.
Pośród środowisk intelektualnych wspierających obóz narodowy najliczniejsze grono stanowili naukowcy, adwokaci, publicyści i dziennikarze, natomiast znacznie mniej było artystów i pisarzy. Te środowiska zazwyczaj miały poglądy lewicujące i liberalne. To wśród artystów widoczny był sprzeciw wobec mieszczańskiego stylu życia, modne stawały się skandale obyczajowe, propagowano zmiany partnerów, prowadzenie przez małżeństwa niezależnego życia erotycznego bez zrywania formalnych więzi. Taką optykę trudno było pogodzić chociażby z mocno podkreślanym od połowy lat dwudziestych przez narodowców katolicyzmem.

Nie gorsi od piłsudczyków
Obóz narodowy nie był oczywiście jedynym środowiskiem politycznym, które przyciągało do siebie intelektualistów.
Nurt piłsudczykowski, podobnie jak endecja, nie był monolitem, mieściły się w nim środowiska zarówno lewicowe, jak i prawicowe. Po 1926 r. część intelektualistów związała się z tym środowiskiem ze względów pragmatycznych, inni – jak chociażby pisarz, publicysta, przewodniczący Związku Zawodowego Literatów Polskich Juliusz Kaden-Bandrowski – działali przed 1918 r. wraz z Józefem Piłsudskim w Polskiej Partii Socjalistycznej-Frakcji Rewolucyjnej. Środowiska związane z obozem piłsudczykowskim wydawały pismo o profilu ideowo-społecznym „Droga”. Szczególny wpływ na treści zawarte w tym piśmie wywarł niekwestionowany autorytet tego obozu Adam Skwarczyński. Pismo często krytykowało przed rokiem 1926 „sejmokradztwo”. „Drogą” od 1927 r. kierował pisarz Stanisław Vincenz, z którym od roku 1928 współpracował wybitny inscenizator teatralny Wilam Horzyca. Na łamach pisma publikowali poeci: Julian Przyboś, Mieczysław Jastrun, Konstanty Ildefons Gałczyński i Czesław Miłosz, a także prozaicy: Teodor Parnicki, Jerzy Andrzejewski, Michał Choromański i Maria Kuncewiczowa, oraz wiele innych osób.
Ciekawostką jest, że w Wilnie pod patronatem znanego konserwatywnego publicysty Stanisława Cata-Mackiewicza wychodzić zaczęło pismo literackie „Żagary”. Na jego łamach publikować zaczęli młodzi poeci, publicyści i pisarze, którzy okazali się ludźmi o lewicowych przekonaniach. Debiutowali tu: Teodor Bujnicki, Jerzy Putrament i Czesław Miłosz. W II RP znana była twórczość komunizujących literatów: Leona Kruczkowskiego i Brunona Jasieńskiego.
Środowiska intelektualne popierały różne nurty polityczne, nie można dziś powiedzieć, że obóz narodowy je zmonopolizował, natomiast pewne jest, że skutecznie konkurował z innymi środowiskami politycznymi, stosunkowo najsłabszy wpływ mając na środowiska artystyczne.
Różnice między intelektualistami ładnie charakteryzuje przedwojenna anegdota dotycząca związanego z endecją, bardzo kontrowersyjnego ze względu na stosunek do Żydów publicysty – Adolfa Nowaczyńskiego oraz kojarzonego z „Wiadomościami Literackimi” Juliana Tuwima. Otóż anegdota mówi, że na przyjęciu spotkali się Adolf Nowaczyński i Julian Tuwim. W pewnym momencie Nowaczyński wygłasza toast:
– Panie i Panowie! Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez „Pana Tadeusza”, nie ma „Pana Tadeusza” bez Jankiela… Zdrowie Juliana Tuwima!
Kolejny toast wygłosił Tuwim:
– Panie i Panowie! Nie ma literatury polskiej bez Adama Mickiewicza, nie ma Adama Mickiewicza bez „Pana Tadeusza”, nie ma „Pana Tadeusza” bez Jankiela, nie ma Jankiela bez cymbałów… Zdrowie Nowaczyńskiego!

Za: http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110622&typ=my&id=my09.txt

—————————————————————————————————-

Oto moja recenzja książki

Romana Tomczyka pt. Myśl Mocarstwowa. Z dziejów młodego pokolenia II Rzeczypospolitej, Szczecin 2008

recenzja ukazała isę na łamach najnowszego numeru Pro Fide Rege et Lege” (2) 2010.

Dotychczasowy stan badań nad organizacjami młodzieży akademickiej, uznać można za niedostateczny. Opracowań doczekały się, co prawda takie stowarzyszenia jak Stowarzyszenie Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie” oraz inne mniejsze organizacje katolickie jak Katolicka Młodzież Narodowa czy Sodalicje Mariańskie[1]. Nadal jednak czekają na swoje monografie takie organizacje jak Oddział Akademicki Obozu Wielkiej Polski, Sekcja Akademicka Stronnictwa Narodowego, czy też Młodzież Wszechpolska, o której książka co prawda powstała ale jest to praca bardzo przyczynkarska[2].

W czasach PRL-u, co oczywiście zrozumiałe, dość dobrze został opisany ruch lewicowy działający na wyższych uczelniach II RP[3], jednak należy mocno podkreślić, iż to nie ten nurt odgrywały wiodącą rolę w „Rzeczpospolitej Akademickiej”.

Jeśli chodzi o młodzieżowe organizacje konserwatywne i monarchistyczne, działające w II RP, należy stwierdzić, iż ruch ten nie był zbyt silnie reprezentowany w środowisku akademickim, co było przede wszystkim związane z ogólną sytuacją konserwatystów w czasach II RP. Istniejące wówczas organizacje studentów odwołujące się do idei królewskiej były nieliczne i wewnętrznie podzielone, choć znaczenie ich w porównaniu do czasów nam współczesnych było znacznie większe.

Początkowo w Warszawie powstało Akademickie Koło Jedności Narodowej, zaś w kwietniu 1920 roku powołana została do życia Organizacja Młodzieży Narodowo-Zachowawczej. W marcu 1922 zmieniono nazwę na Organizację Młodzieży Monarchistycznej (OMM)[4]. Od 1927 roku istniało także Koło Akademickie Organizacji Monarchistycznej, które połączyło się w tym samym roku z osłabioną rozłamem (wówczas powstała Myśl Mocarstwowa) Organizacją Młodzieży Monarchistycznej w organizację o nazwie – Akademicka Organizacja Monarchistyczna. Na temat młodzieży monarchistycznej bardzo interesujące artykuły na łamach „Pro Fide Rege et Lege” napisał Danie Pater[5].

W grudniu 1926 roku na bazie warszawskich struktur Organizacji Młodzieży Monarchistycznej powstał Związek Akademicki Myśl Mocarstwowa (MM), który zmienił nazwę na Myśl Mocarstwowa– Akademicki Związek Zachowawczy, by ostatecznie przyjąć nazwę Myśl Mocarstwowa – Akademicka Młodzież Państwowa. Jej założycielem i pierwszym liderem został Rawmund Piłsudski[6]. Z czasem grono mocarstwówców rozszerzyło swoją działalność na środowisko robotnicze i wiejskie. Utworzono również paramilitarną Legię Mocarstwową.

Głównym ośrodkiem intelektualnym, a także istotnym miejscem walki o „rząd dusz” wśród młodego pokolenia dla Myśli Mocarstwowej był „teren” akademicki. Badania tej organizacji (wraz z organizacjami pokrewnymi w postaci Związku Drużyn Ludowych Mocarstwowej Polski, Legii Mocarstwowej, Kół Fabrycznych Związku Pracy Mocarstwowej) podjął się historyk Ryszard Tomczyk[7]. Efektem jego pracy jest wydana w 2008 roku książka: „Myśl Mocarstwowa. Z dziejów młodego pokolenia II Rzeczypospospolitej”. Autor pisze we wstępie, że „celem pracy jest przedstawienie genezy i działalności Myśli Mocarstwowej, przybliżenie podejmowanych przez organizację (szerzej obóz mocarstwowy) działań w ważnych dla młodzieży sprawach w poszczególnych ośrodkach akademickich, jak i w wymiarze ogólnopolskim oraz przedstawienie deklaracji ideowych i innych najważniejszych dokumentów parogramowych”[8].

Myśl Mocarstwowa posiadała najmniejszy wpływ spośród akademickich organizacji piłsudczykowskich. Nie uzyskała również większego znaczenia w innych środowiskach. Największą wartością tej organizacji była skupiona wokół niego grupa dobrze zapowiadających się publicystów z Adolfem Bocheńskim na czele[9].

Środowisko MM określane jest w literaturze przedmiotu jako neokonserwatywne (nie należy kojarzyć z neokonserwatyzmem amerykańskim). Czasami ze względu na program głoszony przez Myśl Mocarstwową, określa się tą organizację mianem imperialnej. Program Polityczny Myśli Mocarstwowej, zaprezentowano w jednym z numerów „Dnia Akademickiego” – warszawskiego dwutygodnika Myśli Mocarstwowej. Pisano w nim:

„Wykładnikiem dobra Narodu jest potęga Państwa, przeto interes Państwa jest najważniejszym prawem politycznym, któremu muszą być podporządkowane wszystkie interesy jednostki i grup społecznych. Wykładnikiem potęgi Państwa jest suma wytwórczości moralnej i materialnej jego obywateli, uzewnętrznionej w ich pracy zawodowej. Stąd praca zawodowa jest obowiązkiem społecznym, każdego obywatela i określa jego funkcję, której spełnienie jest miernikiem jego praw i obowiązków w stosunku do Państwa. […] Na czele zagadnień politycznych od pomyślnego rozwiązania których zależy w wielkiej mierze Potęga Państwa Polskiego – stoi problem mniejszości słowiańskiej. Zagadnienie to w pierwszym rzędzie jest zagadnieniem natury gospodarczej i wymaga stworzenia takich warunków materialnych aby dobrobyt mniejszości słowiańskich wiązał ich trwałe z pozostawieniem w orbicie Państwa Polskiego. Stworzenie tych warunków przy jednoczesnym zacieraniu różnic rasowych drogą tępienia nacjonalizmu, tak ze strony polskiej jak i mniejszości – będzie powtórnym zrealizowaniem zmodernizowanej koncepcji Jagiellońskiej, która już raz zapewniła Narodowi Polskiemu stanowisko Wielko-Mocarstwowe”[10]. Mocarstwowcy w swym programie podkreślali również istnienie zagrożenia ze strony niemieckiej, za symbol obrali sobie zaś orła trzymającego dwa grunwaldzkie miecze. Mocarstwowcy uznawali, ponadto, iż struktura społeczna powinna opierać się na „bezwzględnym poszanowaniu rodziny opartej na zasadach religii i tradycji”[11]. Zaś państwo polskie powinno według nich, rządzone być przez silną władzę „kierowniczą”. W sprawach gospodarczych działacze Myśli Mocarstwowej byli zwolennikami bezwzględnego poszanowania prawa własności, opowiadali się jednak za solidaryzmem w życiu gospodarczym w imię „podporządkowania interesów poszczególnych warstw ludności dobru Państwa”[12].

Książka Ryszard Tomczyka podzielona została na cztery rozdziały, posiada przejrzysty układ chronologiczno-problemowy. Cezura pracy obejmuje okres działalności Myśli Mocarstwowej i innych organizacji mocarstwowców działających w II RP. Cezura poszczególnych rozdziałów odpowiada ważnym wydarzeniom, które zachodziły w działalności MM.

Pierwszy rozdział ma charakter wprowadzający, Tomczyk przedstawia w nim mozaikę organizacji akademickich działających w II RP, kładąc szczególny nacisk na organizacje młodzieży konserwatywnej i monarchistycznej. W rozdziale opisana jest sytuacja w środowisku młodzieży konserwatywno-monarchistycznej do roku 1926. Przewrót majowy stanowi ważną cezurę w historii polskiego ruchu konserwatywnego. Znaczna część środowisk konserwatywnych dojdzie do porozumienia z Józefem Piłsudskim. Dwaj konserwatyści wileńscy Aleksander Meysztowicz i Karol Niezabytowski obejmą teki ministrów. Głośnym echem odbije się również spotkanie Piłsudskiego z konserwatystami na zamku Albrechta Radziwiłła w Nieświeżu oraz jego udział w zjeździe konserwatystów w Dzikowie.

[1] S. Gajewski, Katolickie organizacje akademickie w II Rzeczypospolitej, Lublin 1987; S. Gajewski, Chrześcijańskie organizacje akademickie w Polsce (1889 – 1939), Rzeszów 1993; K. Turowski, Historia Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”, Warszawa 1987.

[2] L. Kulińska, Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska i Młodzież Wielkiej Polski w latach 1922-1947. Struktury, funkcjonowanie i główni działacze, Warszawa 2004.

[3] E. Filipajtis, Lewica akademicka w Wilnie 1930 – pocz. 1935, Białystok 1965; B. Hillebrandt, Nasze tradycje. Postępowe organizacje młodzieżowe w Polsce w latach 1918-1957, Warszawa 1973; E. Rudziński, Młodzi socjaliści 1918-1939, Warszawa 1970; R. Toruńczyk, Z dziejów rewolucyjnej walki młodzieży w latach 1929-1933, Warszawa 1961; A. Pilch, Lewica akademicka na Uniwersytecie Jagiellońskim w okresie II Rzeczypospolitej, [w:] Studia z dziejów młodzieży Uniwersytetu Krakowskiego od Oświecenia do połowy XX wieku, pod red. C. Bobińskiej, t. I, Kraków 1964; A. Jaeschke, Myśl polityczna ZNMS w latach 1931-1935, Kraków 1989.

[4] J. Majchrowski, Ugrupowania monarchistyczne w latach Drugiej Rzeczypospolitej, Wrocław-Warszawa-Kraków 1988, s. 18; A. Pilch, Rzeczpospolita akademicka: studenci i polityka 1918-1933, Kraków 1997, s. 51-52; J. Bartyzel, Konserwatyzm bez kompromisu. Studia z dziejów zachowawczej myśli politycznej w Polsce w XX w., Toruń 2002, s. 136.

[5] D. Pater, Na drodze do rojalizmu. Historia Organizacji Młodzieży Narodowo-Zachowawczej w latach 1918-1922, „Pro Fide Rege et Lege”, 2004, nr 3-4; idem, O Polskę królewską – działalność akademicka monarchistów (lata 1921-1926), cz. I, „Pro Fide Rege et Lege”, nr 4, 2003; idem, O Polskę królewską – działalność akademicka monarchistów (lata 1926-1930), cz. II, „Pro Fide Rege et Lege”, 2004.

[6] Rawmund Piłsudski (1093-1988), absolwent wydziału Nawigacji Szkoły Morskiej w Tczewie, student Politechniki Warszawskiej (studiów nie ukończył), działacz założonej w lutym 1924 r. korporacji „Regia’. W 1933 usunięty z Myśli Mocarstwowej za próby podporządkowania tej organizacji Partii Pracy. Na emigracji twórca Polskiego Ruchu Wolnościowego Niepodległość i Demokracja.

[7] Dr hab. Ryszard Tomczyk, był posłem IV kadencji z ramienia SLD, obecnie radny Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego. Napisał m.in.: Galicyjska Rusko-Ukraińska Partia Radykalna w latach 1890-1914, Szczecin 2007; Ukraińskie Zjednoczenie Narodowo-Demokratyczne 1925-1939, Szczecin 2006.

[8] R. Tomczyk, Myśl Mocarstwowa. Z dziejów młodego pokolenia II Rzeczypospospolitej, Szczecin 2008, s. 7.

[9] Poza Adolfem Bocheńskim, do tej grupy należeli: Ksawery Pruszyński, Mieczysław Pruszyński, Aleksander Bocheński, Jerzy Giedroyc, Ignacy Kleszczyński.

[10] R. Piłsudski, Co każdy akademik o „Myśli Mocarstwowej” Związku Akademickim wiedzieć powinien, „Dzień Akademicki”, nr 16, 1 X 1931, s. 1.

[11] R. Tomczyk, op. cit., s. 106.

[12] Ibidem.

——————————————————-

W Polsce stosunkowo niewiele miejsca poświęca się rozważaniom na temat bezpieczeństwa w skali globalnej. Oczywiście pewna zmiana miała miejsce po 11 września 2001 r., no i o oczywiście od momentu udziału polskich wojsk w misji w Iraku i Afganistanie.

Trochę więcej uwagi na położenie międzynarodowe Polski oraz bezpieczeństwo kraju zwracano w czasach rządów Jarosława Kaczyńskiego, było to związane z koncepcjami sojuszu strategicznego z USA. Wówczas rozgorzała dyskusja na temat rozmieszczenia w Polsce systemu antyrakietowego. Dziś, pół roku, od ogłoszeniu decyzji administracji Obamy (wrzesień 2009) mówiącej  o rezygnacji z planów ulokowania w Polsce wyrzutni rakiet przechwytujących spawy dotyczące bezpieczeństwa zeszły na dalszy plan.

Dyskusja nad bezpieczeństwem powinna jednak nadal mieć miejsce. Debata ta wiązać się będzie z teorią stosunków międzynarodowych  i dwoma podejściami do samej natury stosunków międzynarodowych. W uproszczeniu powiedzieć można, że po jednej stronie staną zwolennicy ładu liberalno-instytucjonalnego, z drugiej zaś realistycznego.  Dotyczyć będzie sposobu patrzenia na stosunki międzynarodowe, postrzegania w nich położenia takich krajów jak USA, Rosja, Chiny, Indie.

Dziś już wiem, że optymistyczne patrzenie na rozwój sytuacji międzynarodowej jakie głosił Francis Fukujama  w „Końcu historii”, nie potoczyło się w przewidywanym przez niego kierunku. Ważny głos o polityce międzynarodowej  w roku 2008 zabrał Robert Kagan, który w eseju nawiązującym do książki Fukujamy – „Powrót historii i koniec marzeń” analizuje politykę wewnętrzną i zewnętrzną takich krajów jak Rosja, Chiny, Japonia, Indie, Iran, USA. Kagan opisuje w niej również fundamentalizm islamski.

Kagan twierdzi, że w polityce międzynarodowej wracamy do XIX-wiecznego sposobu jej prowadzenia , gdzie coraz większą rolę odgrywać będą inne niż USA mocarstwa (może w  tej chwili jeszcze regionalne). Kagan pokazuje zmianę w polityce Rosji od momentu przejęcia władzy przez W. Putina, indykuje, że świat dzieli się na państwa demokratyczne i autorytarne. Te pierwsze (szczególnie jeśli chodzi o Unię Europejską) wierzą w stosunki multilateralne, zaczęły w dyplomacji stosować zasadę ograniczonej suwerenności, zaś z drugiej strony są państwa, którym zależy aby podstawowym podmiotem polityki zagranicznej było państwo rozumiane według klasycznej westfalskiej teorii.

Tak postrzegana suwerenność gwarantuje zarówno Chinom jak i Rosji pełną swobodę prowadzenia polityki wewnętrznej. Kagan  uważa, że państwa rządzone autorytarnie współpracują na arenie międzynarodowej znacznie skuteczniej niż demokracje, które pozostają podzielone. Kagan rozprawia się z tezą o mającej nadejść międzynarodowej konwergencji. Zadaj pytanie czy współcześnie można jeszcze mówić o społeczności międzynarodowej, pisząc: „Pojecie to implikuje akceptację międzynarodowych norm zachowania, istnienie międzynarodowej moralności, a nawet międzynarodowego sumienia. Dziś liczącym się potęgom politycznym brakuje takiego pojmowania fundamentalnych pojęć”.

Oczywiście w swoich wywodach Robert Kagan jednoznacznie opowiada się po stronie demokracji uważanych przez niego za najlepsze rozwiązanie ustrojowe (podobnie jak środowiska neokonserwatystów amerykańskich z których się wywodzi – choć odrzucił „model krucjaty demokracji” głoszonej przez neokonserwatystów).

Zadać sobie można pytanie czy „klub autokratów”  o którym pisze Kagan faktycznie jest spoisty, autor eseju odpowiada, że mimo obaw Rosji co do kolonizacji przez Państwo Środka Syberii oraz zalewu przez Chińskie towary, to jednak więcej te państwa łączy.  Będzie to chociażby wspólna chęć do osłabienia roli Stanów Zjednoczonych. Skoro wracamy do dziewiętnastowiecznego modelu stosunków międzynarodowych, to jaki los czeka Europę a w dalszej perspektywie także USA? W „Powrocie historii…” Kagan stwierdza, że powinien powstać „koncert demokracji” będący nowoczesną, dość spójną przeciwwagą dla krajów autokracjami. Pisze, iż: „W świecie, w którym między demokracjami i autokracjami rysują się coraz głębsze podziały, demokracje muszą trzymać się razem”.

Esej Kagana pokazuje punkt widzenia na stosunki międzynarodowe odwołujący się do tradycji realistów, szkoda, że napisany został przed kryzysem, który ujemnie wpłynął na światową gospodarkę i w pewnym stopniu zmienił sytuację chociażby w Rosji.

————————————————————————————————————————————————————————

Już cztery lata temu na rynku wydawniczym ukazała się książka „Straszny gość”, jest to zbiór opowiadań napisanych przez Wacława Kostaka Biernackiego. Zanim bliżej przedstawię postać tego piłsudczykowskiego wojskowego i polityka, warto powiedzieć kilka słów na temat samego zbioru opowiadań, które po raz pierwszy wydane zostały w roku 1932.

W omawianym zbirze najczęściej narratorem jest starszy człowiek, chłop „Kostia”, Jest to ruski, a może ukraiński chłop, który już nie jedno w życiu widział, który żyje jakby poza państwem, poza granicami, a domem jego jest Wołyń i Polesie. Język jakim posługują się bohaterowie opowiadań jest już dziś praktycznie nieznany, jest to mowa kresowa.

Opowiadanie Biernackiego oparte są na ludowych legendach, mówiących  o diabłach, wiedźmach i upiorach. Są to opowieści w dzisiejszych czasach, w dobie horrorów, raczej już nie przerażająca, ale na pewno magiczne. Do opowiadań warto zajrzeć ponieważ oddają ducha minionej epoki, która odchodziła wraz z rozwojem techniki, pojawieniem się pierwszych samochodów nad Horyniem.

Świat magiczny, który opisuje Biernacki, a więc ludowych opowieści pełnych zmór, strachów, diabłów i upiorów, odszedł w zapomnienie. Odchodzi też w zapomnienie język prezentowany w zbiorze. Jednak czytając „Strasznego gościa” wracamy do tej minionej epoki i to jedna z największych zalet wspomnianych opowiadań.

Kim był Kostek Biernacki?

Kostek Biernacki był postacią powszechnie znaną w II RP. Należał do bliskich współpracowników Józefa Piłsudskiego, ponadto jak na wojskowego sporo pisał.  Nade wszystko jednak, cieszył się ponurą sławą człowieka lubiącego przemoc, czy wręcz sadysty.

Wacław Biernacki urodził się w 1884 roku w Lublinie. Od najmłodszych lat zaangażował się w działalność niepodległościową. W wieku lat 12 został po raz pierwszy zatrzymany za roznoszenie „bibuły”. Od tamtej pory można powiedzieć, że rozpoczęła się jego „przygoda z więziennictwem”.

Po ukończeniu gimnazjum, Biernacki rozpoczął studia medyczne, których nigdy nie udało mu się skończyć. Nadal czynnie uczestniczył w pracach konspiracyjnych, początkowo współdziałał, z później znienawidzonym przez siebie, środowiskiem związanym z Ligą Narodową. Szybko jednak zerwał kontakty z tą organizacją. Liga prawdopodobnie nie odpowiadała temperamentowi Biernackiego, któremu marzyły się zbrojne powstania.

Działalność w PPS

Młody Wacław szukając działaczy o podobnych „powstańczych” zapatrywaniach, trafił do Polskiej Partii Socjalistycznej. Biernacki wówczas spotyka na swojej życiowej drodze człowieka, z którym związał całe późniejsze swoje losy – Józefa Piłsudskiego. Piłsudski miał ogromny wpływ na swoich współpracowników i podkomendnych, wielu z nich wierzyło przyszłemu Marszałkowi dozgonnie – w pierwszym szeregu stał Kostek Biernacki. Napisał na cześć komendanta nawet słowa piosenki:

„Jedzie, jedzie na kasztance, na kasztance
siwy strzelca strój. /bis/
hej, hej komendancie
miły wodzu mój /bis/”.

Początkowo Kostek otrzymywał zadania np. przemytu broni z Krakowa do Warszawy, następnie trafił do Organizacji Bojowej PPS (rok 1905) – działał na terenie Płocka i Włocławka, organizował ogniska i dzielnice PPS. Przyjście roku 1905, a wraz z nim rozruchów robotniczych, nie tylko w Rosji, ale i na terenie Kongresówki prawdopodobnie ucieszyło Biernackiego, który czynnie włączył się w 1. majową manifestację podczas której wybuchły w Warszawie zamieszki. Wkrótce po manifestacji został aresztowany i trafił na pół roku do więzienia w Piotrkowie. W roku 1906 Biernacki organizuje akty dywersji i sabotażu. Został ponownie aresztowany w Warszawie w 1907 roku, zdołał się jednak szybko z aresztu wydostać. Niedługo cieszył się jednak wolnością – został aresztowany w Lublinie, gdzie osadzono go w więzieniu na zamku. Tam zorganizował spektakularną akcję ucieczki. Przebywając w celi wraz z 20 współwięźniami, zdołał wszystkich namówić do ucieczki. Po dwóch miesiącach pracy zdołali oni wydrążyć podkop z celi do lochów zamkowych, skąd udało im się uciec do kanałów znajdujących się pod starym miastem. Kostek po ucieczce z lubelskiego zamku, dostał za zadanie zlikwidowanie uważanych przez PPS za szpiclów, którzy współpracowali z władzami carskimi. Wydaje się, że Kostek nie została wybrana  przypadkowo, dotychczas jako działacz Organizacji Bojowej dał się poznać jako osoba odważna, ale i bezwzględna, a ponadto zawsze wykonująca rozkazy. Kolaboranci zostali zastrzeleni przez grupę bojowców pod dowództwem Biernackiego w czasie picia piwa w restauracji. Kostek Biernacki stał się postacią zbyt znaną, aby nie obawiać się dekonspiracji – musiał na jakiś czas zmienić miejsce pobytu. Władze carskie szukały go w Lublinie, tymczasem on znalazł się w Afryce w szeregach Legii Cudzoziemskiej.  Z Legii Kostek uciekł i po kilku miesiącach powrócił do Galicji gdzie zaangażował się w prace Związku Walki Czynnej.

Legiony

Biernacki w roku 1914 znalazł się w Krakowie i wyruszył z osławionych Oleandrów wraz z Pierwszą Kompanią Kadrową w stronę Kielc. Wkrótce podporucznik Biernacki dostał od Piłsudskiego mało przyjemne zadanie organizacji oddziału żandarmerii polowej. To właśnie wówczas Biernacki otrzymał taki sam przydomek jak generał-gubernator Michał Mikołajewicz Murawiew, który pacyfikując polskie powstanie (styczniowe) na Litwie i Białorusi wykazał się szczególną bezwzględnością i brutalnością. Czym sobie Kostek zasłużył na taki przydomek? W czasie pobytu „Strzelców” w Kongresówce, wsławił się nie tylko tępieniem wszelkiego rodzaju niesubordynacji i maruderstwa w szeregach wojska, często zresztą z nadgorliwością, która doprowadzała do konfliktów żandarmerii z innymi oddziałami. Kostek ze swoimi żandarmami wykonywał również obowiązki wykraczające poza jego uprawnienia. Tak, więc zdarzały się przypadki, że Biernacki „interweniował” w sprawie nie wydania aprowizacji przez cywili wojsku. Największą „sławę” i przydomek „Wieszatiel”, przyniósł Biernackiemu działania mające na celu przeciwdziałanie agentom rosyjskim. Tak, więc żandarmeria w wielu podradomskich wsiach wieszał czasami nawet po kilku chłopów, za domniemaną współprace z wojskami rosyjskimi. Ówczesny dowódca 5 pułku legionów, a w II RP gen. Leon Berbecki w swoim pamiętniku pisał: „W I Brygadzie spotkałem się z Kostkiem Biernackim, którego przedtem nie znałem W tym czasie Biernacki był dowódcą żandarmerii. Na tym stanowisku rozwijał on szczególnie zbrodniczą działalność. Po wejściu Brygady na teren Kongresówki, w Radomszczyźnie, manewrując, spotkałem po wsiach i na drogach trupy powieszonych chłopów polskich. Niechlubna opinia, która się okrył „Wieszatiel” zmusiła go do złagodzenia terroru. Później w Legionach pełnił różne mniej ważne funkcje. Po kryzysie przysięgowym Biernacki podzielił los Komendanta i również został internowany  w obozie w Beniaminowie, gdzie założył czytelnię, redagował również gazetkę ścienną.

Lata II RP

W 1918 roku Biernacki uczestniczy w walkach z Ukraińcami. Następnie Kostek skierowany został do Siedlcach, gdzie był dowódcą batalionu zapasowego. W późniejszym okresie był zastępcą dowódcy 43 pp. w Dubnie. Ten pułk składał się w większości z halerczyków, Biernacki starał się wśród swoich podkomendnych zaszczepić jednak ducha legionowego. Na przykład w przeddzień imienni Komendanta, Kostek zarządził „procesję” pułku po mieści. Noszony był na specjalnym stelażu portret Piłsudskiego.

W roku 1923 Biernacki uczestniczy w zajściach Krakowskich, gdzie wybuchły rozruchy robotnicze w wyniku których zginęło kilkanaście osób. Według relacji niektórych światków wydarzeń, nagle w ferworze walk znalazł się Biernacki, który według niektórych relacji, oficerów wojsk wysłanych aby stłumić rozruchy, namawiał aby wycofali się do koszar. W wynikiem czego robotnicy rozbroili żołnierzy. Do dnia dzisiejszego ówczesna rola Kostka Biernackiego jest niejasna.

W przewrocie majowym Biernacki nie uczestniczył. Natomiast cztery lata po zamachu Kostek objął dowództwo więzienia wojskowego w Brześciu. Do niego to trafiło ok. 90 znanych polityków opozycji antypiłsudczykowskiej. W więzieniu obowiązywał ścisły rygor, nad wszystkim czuwał zaś otrzymujący od Piłsudskiego osobiste dyrektywy Biernacki. W więzieniu stosowano za najdrobniejsze przewinienie różnego rodzaju kary np.: odosobnienie, trzydniowe przebywanie w karcerze, czy też żywienie o chlebie i wodzie. Ponadto Biernacki lubił znęcać się psychicznie nad więźniami. Brześć zapisał się czarną kartą nie tylko w życiorysie Biernackiego ale całego obozy piłsudczykowskiego.  Po przejściu do rezerwy, w 1931 pełnił funkcję wojewody nowogródzkiego, a latach 1932 – 1939 poleskiego. Odpowiedzialny za organizację i nadzór nad obozem w Berezie Kartuskiej, choć nie był jak mylnie niektórzy sądzą jego dowódcą. Należy jednak podkreślić, że miejsce odosobnienia często wizytował, a po jego wizytach zaostrzano zazwyczaj rygor.

Jako Wojewoda wsławił się „wyprawami do ludu”. Przebierał się w lniane białe spodnie i niechlujną koszulę, kubrak i łapcie, Wojewoda wędrował incognito jako Poleszczuk po targach i jarmarkach, zachodził do przypadkowych ludzi, odwiedzał też posterunki policji i urzędy, sprawdzając jak pracują. Zakradał się do okien obserwował policjantów. Po wyprawach ganił źle pracujących posterunkowych, innych zaś nagradzał.

Po wybuchu wojny, 2 września 1939 r., na podstawie dekretu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej został mianowany na funkcję Głównego Komisarza Cywilnego przy Naczelnym Wodzu. 18 września 1939, wraz z Kwaterą Główną Naczelnego Wodza, przekroczył granicę z Rumunią, gdzie był internowany do 1944 roku.

Po wojnie

Po powrocie do kraju w październiku 1945 został aresztowany przez UB, na dworcu czekał na niego Józef Różański. Po 8 latach pobytu w więzieniu wytoczono mu proces. 14 kwietnia 1953 został skazany na karę śmierci w oparciu o dekret „O odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego” z 22 stycznia 1946. Przez cztery miesiące siedział w celi śmierci.  Sąd Najwyższy po apelacji zamienił ten wyrok na 10 lat więzienia. 9 listopada 1955 zwolniony z więzienia. Zmarł 25 maja 1957 w Warszawie, pochowany został w Grójcu.

Czy można jednoznacznie ocenić postać Kostak Biernackiego? Już w czasach II RP narastała wokół niego negatywna aura i krążyły różnego rodzaju opowieści (np. że był satanistą). Część piłsudczyków po Brześciu, nie podawała mu ręki. Cieszył się jednak zaufaniem Piłsudskiego, otrzymał także za swą lojalność i bezwarunkowe oddanie nagrodę jakim było objęcie urzędu Wojewody. Biernacki czuł się żołnierzem, nawet jako cywil. Czuł się też oczywiście związany z obozem sanacyjnym. Przy wykonywaniu rozkazów, a także wydając je, w pełni akceptował politykę i postawy sanacji. Na pewno, w czasie działań jako dowódca żandarmerii Pierwszej Kompani Kadrowej, siał postrach na wsiach, oskarżając o szpiegostwo na rzecz Rosji chłopów niechętnych legionistom. Poza tym pojawiał się w niejasnych okolicznościach przy różnych wydarzeniach z życia politycznego II RP, szczególnie zaś złą sławę przyniosło mu kierowanie więzienia wojskowego w Brześciu, a później nadzór nad obozem  w Berezie Kartuskiej. Chluby nie przyniosło Biernackiemu, jak i innym dowódcom, w tym Rydzowi-Śmigłemu opuszczenie kraju 18 września. Kostek po powrocie do kraju, znów po latach „wraca” do więzienia, historia zgotowała pułkownikowi nowe spotkanie z więzieniem, tym razem już nie carskim, a komunistycznym, w którym już jako bardzo schorowany człowiek spędza prawie całą końcówkę życia.

Trudno dziś ocenić, czy faktycznie był sadystą, jak bardzo cenił przemoc. Faktem jest, że nie unikał jej. Złość, sadyzm, przemoc, pojawiają się także w jego opowiadaniach.

Jako literat napisał w roku 1931 książkę „Diabeł zwycięzca”, a rak później ukazał się wspomniany zbiór „Straszny gość”.

==============================================================================

Wzór czapki członków Bratniej Pomocy USB -tzw. „Batorówki”. Orzełek został skreślony jako symbol państwowy, przez urzędników starostwa, w którym rejestrowane były stowarzyszenia i zatwierdzana ich symbolika. Projekt ze zbiorów autora.

Życie naukowe i kulturalne studentów Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie

Uniwersytet Stefana Batorego był uczelnią niewielką, na której w ciągu 20. lat istnienia liczba studiujących nie przekroczyła 4 tys. Mimo stosunkowo niewielkiej ilości żaków, można stwierdzić, że prowadzili oni bardzo intensywne życie naukowe i kulturalne.

Przy uniwersytecie działały różnego typu organizacje studenckie, które można podzielić na: samopomocowe, naukowe, sportowe, ideowo-wychowawcze i religijne. Największą i najprężniejszą organizacją samopomocową była Bratnia Pomoc Polskiej Młodzieży Akademickiej USB. Bratniak zarządzał domami akademickimi, wydawał skrypty, udzielał pożyczek, prowadził pośrednictwo pracy i kasę chorych. Specyficznymi organizacjami, łączącymi cechy stowarzyszeń samopomocowych i towarzysko-kulturalnych, były koła prowincjonalne, grupujące młodzież z tego samego miasta, regionu, jak np. Akademickie Koło Łodzian, Koło Akademików Grodnian, Koło Polesian Akademików USB, czy zrzeszające młodzież polską spoza terenu Polski jak Koło Kownian, Związek Akademików Inflantczyków. Działały też koła skupiające młodzież innych narodowości jak Związek Akademików Białorusinów, czy Związek Studentów Rosjan.

Życie sportowe zorganizowane było przy Akademickim Związku Sportowym. Organizacje ideowo-wychowawcze przyciągały młodzież o różnych poglądach politycznych, od lewicy do prawicy. Ponadto istniały specyficzne hierarchiczne stowarzyszenia ideowo-wychowawcze jakimi były korporacje akademickie.

Życie naukowe studentów USB rozwijało się przede wszystkim w kołach naukowych. W roku akademickim 1935/36 – w przemówieniu inauguracyjnym – JM Rektor prof. Witold Staniewicz powiedział Z przedłożonych rektorowi sprawozdań wynika, że praca w niektórych zwłaszcza kołach prowadzona jest intensywnie i wyraża się w szeregu wygłoszonych referatów, ponadto szereg kół wydało drukiem prace swych członków oraz autoryzowane skrypty profesorów. Niektóre przystąpiły do wydawania podręczników, że tylko wspomnę o tłumaczeniu kapitalnego dzieła Kelsena „Podstawowe zagadnienia nauki prawa państwowego” wydanego przez Koło Prawników. Na uniwersytecie działało – w różnym okresie – ok. 30 kół naukowych, były to m.in. koła historyków, prawników, polonistów, teologów, rolników, medyków. Własne koła naukowe posiadały też mniejszości narodowe, np. Stowarzyszenie Medyków Żydów USB czy Akademickie Koło Prawników Żydów USB.

Koła zajmowały się głównie rozwijaniem zainteresowań naukowych członków, wydawały skrypty i książki. Organizowały wycieczki, konkursy krasomówcze, wystawy, wieczory poetyckie. Prowadziły biblioteki. Największe zbiory posiadała biblioteka koła medyków – 3 tys. tomów.

Każde z kół realizowało cele, które były określone w statucie. Powstałe w 1927 r. koło romanistów zajmowało się np. kulturą duchową i materialną ludów romańskich. Głównymi zadaniami działającego od 1923 r. koła teologów było pogłębianie wśród członków umiejętności teologicznych, filozoficznych, z zakresu psychologii religii i zagadnień dotyczących kościołów wschodnich. Niektóre koła podzielone były na sekcje, jak np. polonistów, przy którym działały sekcje: badań literackich, literatury współczesnej, twórczości oryginalnej oraz językoznawców, czy koło muzyczne z sekcjami: smyczkową, solistów, jazzbendową i mandolinistów.

Szczególną rolę odgrywało stowarzyszenie artystyczne „Cech św. Łukasza” działające wśród studentów Wydziału Sztuk Pięknych USB. Konfraternia ta nawiązywała do tradycji dawnych cechów malarskich i miała hierarchiczną strukturę, podzieloną na trzy kategorie członków. Pierwszą kategorię stanowili uczniowie cechowi – studenci I i II roku, drugą czeladnicy – studenci III i IV roku, trzecią mistrzowie cechowi – absolwenci uczelni.

W kołach naukowych zainteresowania rozwijali ówcześni studenci USB jak np. Lech Beynar (Paweł Jasienica), Antoni Gołubiew, czy kontrowersyjny poeta Teodor Bujnicki, którzy byli członkami powstałego w 1923 r. koła historyków. Organizacją wspólną dla wszystkich kół, do reformy szkolnictwa z 1933 r., było Zrzeszenie Kół Naukowych USB, które od roku 1922 wydawało czasopismo „Alma Mater Vilnensis”.

Należy też wspomnieć o aktywności kulturalnej studentów, wśród których dużym zainteresowaniem cieszyły się np. „Żywe gazety”, czyli przedstawienia omawiające w humorystycznej formie bieżące wydarzenia. Oprócz „Alma Mater Vilnensis” studenci wileńscy wydawali także inne tytuły jak np.: „Hipogryf”, „Włóczęga”, czy pismo Akademickiego Związku Białorusinów „Studenckaja Dumka”.

Z inicjatywy kółka dramatycznego powstał „Kwadrans akademicki” – cotygodniowa audycja Bratniej Pomocy USB, nadawana na falach wileńskiej rozgłośni. Zarówno koła naukowe jak i inne stowarzyszenia organizowały coroczne bale, spotkania z udziałem kadry naukowej nazywane „czarnymi kawami”. Wydarzeniem odgrywającym ważną rolę zarówno w życiu kulturalnym uczelni, jak i miasta były wystawiane od 1922 r. „Szopki Akademickie”, które tak scharakteryzowali ich twórcy Stale, rok rocznie w okresie Trzech Króli wystawiana, z dwóch głównych działów się składająca: części tradycyjnej  i aktualnej. Ta ostatnia zawiera krytykę całego społeczeństwa wileńskiego, grona profesorów i życia akademickiego. Krytyka ujęta w dowcipne i charakterystyczne formy.

Żywo rozwijał się też ruch turystyczny. Działalność krajoznawczą i kulturalną prowadził założony w 1923 r. Akademicki Klub Włóczęgów Wileńskich, który był swego rodzaju przeciwwagą dla dominujących na uczelni korporacji akademickich. Najbardziej spektakularną akcją klubu była wyprawa kajakowa do Konstantynopola latem 1930 r.

Ten krótki szkic jest jedynie wprowadzeniem w problematykę i nie wyczerpuje tematu dotyczącego bogatej i różnorodnej działalności studentów USB. Autor chciał w nim jedynie zaznaczyć, że żacy w trudnych czasach II Rzeczypospolitej nie tylko byli zorganizowani politycznie, ale rozwijali i pogłębiali swoje różnorodne zainteresowania.

——————————————————————————————————-

Gorgany

Jesienno/zimowa pogoda skłania do wspomnień, szczególnie wakacyjnych. W tym roku w dobrze zorganizowanej czteroosobowej grupie wyruszyliśmy w GORGANY. Pewnie każdy z nas miał trochę inne wyobrażenie o tym paśmie Beskidów Lesistych. Łączyło nas jednak przeświadczenie, że jedziemy w miejsce niezwykłe znajdujące się na styku kultur, gór, które przynajmniej według oficjalnych wersji są jednymi z najbardziej dzikich w Europie.

Pociąg

Nasze przygotowania do wyprawy nie były jednak zbyt długie, niektórym zajęły kilka godzin przez wyjazdem z dworca głównego w Toruniu. Sam dojazd w Gorgany nie został zbyt starannie opracowany logistycznie, co zaowocowało dość długą podróżą w same góry – dotarcie zajęło nam ok. 30 godzin, z siedmioma przesiadkami. Podróżą, która w sama w sobie była na tyle uciążliwa, że dojechaliśmy w góry już zmęczeni, a przecież piesze wycieczki były przed nami.  Interesowały nas zarówno same Gorgany, jak i inne miejsca, szczególnie Stanisławów oraz Drohobycz.

Stanisławów – ratusz z 1932 roku

Stanisławów

Przed dotarciem do Osmołody, zwiedziliśmy Stanisławów. Miasto bardzo nam się spodobało, architektura secesyjna przeplata się w nim z  modernizmem.

Sama miejscowość do której dojechaliśmy, leżąca u podnóża gór, a więc OSMOŁODA (wieś leży w dolinie rzeki Łomnica, której źródłowe potoki zbiegają się tu wachlarzowo. Osmołoda około 700 m n.p.m). Osmołoda okazała się końcem cywilizacji, co przyjęliśmy z niemałą satysfakcją.

Osmołoda

Okazało się jednak, że nawet tu, na głębokiej wsi ukraińskiej, jest spora grupa Polaków, którzy chcieli nas uraczyć dobrymi radami z powątpiewaniem patrząc, na nasze, według nich, zbyt mało profesjonalne ubiory, namioty itp.., ich zdaniem podstawą wędrówki jest przecież  ekwipunek  himalaisty.

W każdym razie nie zrażając się opiniami, wyruszyliśmy w góry. Celem jaki sobie wyznaczyliśmy była linia dawnej granicy Polsko-Czechosłowackiej z słynnymi słupkami!!!!! Okazało się jednak, że wyprawa na Papadię gdzie takowy słupek się znajduje, jest przedsięwzięciem dwudniowym, a więc z noclegiem w górach. Jak na pierwszą pieszą wyprawę było to trochę za dużo, więc wybraliśmy się na szczyt WYSOKA (1805 m n.p.m.), już wejście na ten szczyt było nie lada wyczynem – wyprawa zajęła nam ok. 10 h. Niestety kolejne dni w górach były deszczowe, co zmusiło nas do wyjazdu, bez zobaczenia upragnionego słupka dawnej granicy. Cóż powiedzieliśmy sobie za rok już na pewno zobaczymy.

Wracając zajechaliśmy do Truskawca, w którym zamachowcy z OUN zamordowali w 1931 r. Tadeusza Hołówkę.

Truskawiec popiersie A. Mickiewicza

W Truskawcu widać jeszcze w centrum dawny urok uzdrowiska, choć teraz wokół miasteczka powstało wiele brzydkich sanatoriów i ośrodków wypoczynkowych. Oczywiście nie mogło się obyć bez wypicia paskudnej w smaku, choć podobno bardzo zdrowej wody „Naftusia”. Wracając w stronę polskiej granicy zajechaliśmy do Drohobycza, oraz do Lwowa, w którym spędziliśmy ostatnią noc przed powrotem do kraju.

Drohobycz

Drohobycz

Drohobycz

————————————————————————————————————————–

Wczoraj (26 XI) odbyły się Toruńskie Kolokwia Politologiczne, tematem rozważań było: „IMPEIUM”. W spotkaniu wzięło udział kilku pracowników naszego wydziału: dr Paweł Hanczewski, dr Agnieszka Bryc, dr Grzegorz Radowski, no i ja. Dyskusja, która miała miejsce poprzedzona była krótkimi wystąpieniami prelegentów.

Ja powiedziałem kilka słów o „Polskiej idei imperialnej”.

Szczególne miejsce w nowym rozumieniu polityki imperialnej (choć właściwe jest określenie mocarstwowej) zajął Adolf Bocheński  i środowisko związane z „Polityką” J. Giedroycia. Tezy programowe zespołu redakcyjnego czasopisma „Polityka”, zawarte zostały w wydanej w 1938 r. książce „Polska idea imperialna”, jej fragmenty można znaleźć na stronie Ośrodka Myśli Politycznej, nie będę więc ich szerzej omawiał.

Poza tym wspomniałem o przedwojennych planach Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga, który planował już przed wybuchem wojny zorganizować Europę Środkowo-Wschodnią pod przewodnictwem Polski. Jako jedyny odłam obozu narodowego zakładał też utworzenie niepodległej Ukrainy na terenach na wschód od Zbruczu. W czasie II wojny światowej, odżyły koncepcje przebudowy ładu międzynarodowego na ruinach starej Europy miał powstać nowy system bezpieczeństwa i współpracy międzynarodowej. Polska według koncepcji politycznych miała odzyskać należyte miejsce w Europie.

Moim zdaniem najbardziej imperialne hasła głosiła Konfederacja Narodu, założona przez byłego przywódcę „Falangi” – Bolesława Piaseckiego. Konfederacja zakładała utworzenie Imperium Słowiańskiego, które swoim zasięgiem miało obejmować Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Rumunię, Grecję, Albanię, Jugosławię oraz państwa bałtyckie, choć bez Litwy, która zdaniem publicystów Konfederacji Narodu nie miała warunków do samodzielnego bytu. Nasuwa się refleksja, przecież część państw znajdujących się  w obrębie imperium nie było krajami słowiańskimi, według publicystów konfederacji przede wszystkim łączyła je podobny los, stosunki społeczno-gospodarcze oraz położenie między totalitaryzmami. Zakładano podobnie jak w przypadku „Falangi” powstanie na wschodzie samodzielnej Ukrainy, natomiast Białorusini zdaniem konfederacji nie byli zdolni stworzyć samodzielnego państwa. Jaki miał być ustrój Imperium Słowiańskiego? Miało to być państwo związkowe, a nie związek państw! Wspólna miała być władza najwyższa, wspólna polityka zagraniczna, i wspólne dowództwo wojskowe, miało nie być granic celnych. Na czele związku miał stać Zwierzchnik Imperator, miał to być zwierzchnik Polski, a więc Polak, przewidywano powoływanie rządów narodowych, podporządkowanych jednakże rządowi Imperium Słowiańskiego. Przewidywano możliwość posługiwania się językami narodowymi ale urzędowym miał być polski, zaś mimo deklarowanej wolności religijnej, pierwszą wśród równych miał być Katolicyzm.

W czasie wojny pojawiały się inne koncepcje nawiązujące do słowiańszczyzny, jak chociażby enuncjacje grupy Unii – z Jerzym Braunem na czele, która to głosiła misję Polski ,polegającą na zespoleniu narodów europejskich, z dominującą „matką narodów”  – czyli Polską. W tych poglądach wyraźnie widać zauroczenie polskim mesjanizmem. Podobne poglądy głosiły inne ugrupowania konspiracyjne jak Związek Odrodzenia Narodowego czy też Front Odrodzenia Polski. Ciekawe poglądy na emigracji głosił znany z przedwojennych wystąpień w Myślenicach Adam Doboszyński, który napisał w 1943 r. broszurę „Wielki Naród”, prezentował w niej poglądy zdecydowanie różne od tych reprezentowanych  przez większości obozu narodowego – Doboszyński postuluje przedkładanie interesów wielkonarodowych ponad interesami etnicznymi. Nacjonalizm etniczny jest raczej szowinistyczny, nie dopuszcza innych grup ludności, członków innych narodów i grup etnicznych do równoprawnego udziału w życiu społeczeństwa. Jest zamknięty dla przybyszów z innych narodów i podejrzliwy wobec nich. Przeciwstawia się bliższym formom współpracy między narodami takimi jak chociażby federacje. Doboszyński uważa, że społeczeństwo kierujące się takim nacjonalizmem nie jest wstanie wykształcić bogatej, różnorodnej kultury. Nie rozwija się, nie prowadzi ekspansji kulturowej i cywilizacyjnej i przez to cofa się w rozwoju. Naród taki nie jest w stanie stworzyć organizmu państwowego liczącego się na świecie. Nacjonalizm wielkonarodowy jest otwarty. Celem jego jest stworzenie jednego wielkiego narodu z dwóch lub więcej narodów i grup etnicznych. Nie drogą podboju, ujarzmiania słabszego narodu, ale drogą powolnego stapiania się w jeden naród przez używanie jednego prawa w jednym organizmie państwowym, jednego języka (wypieranie słabszych języków i dialektów) i jednej religii.

Oczywiście myśl imperialna w Polsce nie ma szczególnie rozwiniętych tradycji, jednak trzeba powiedzieć, że istniała, a to co napisałem jest tylko namiastką tych koncepcji. Rodzi się pytanie,  czy dziś istnieje? Pomijając grupy skrajne chcące tworzyć imperium słowiańskie jak Polska Wspólnota Narodowa, na szczególną moim zdaniem uwagę zasługuje Pan Tomasz Gabiś, który rozważania na temat imperium przedstawił w książce „Gry Imperialne” wydanej nakładem wydawnictwa „Arcana”. O tej książce powiem już niedługo.

———————————————————————————————————–

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: